Ustawa o Sądzie Najwyższym czeka na podpis prezydenta. "Czy Komisja Europejska to kupi?"

Sejm odrzucił wszystkie kluczowe poprawki Senatu do nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. Teraz spodziewać się można szybkiej decyzji prezydenta, o podpisaniu ustawy. - Pytanie, czy Duda porozumiał się z Ursulą von der Leyen - komentowała w TOK FM Dominika Długosz. Jak oceniła, choć to prezydent zgłosił projekt, to nie on jest największym wygranym w tej rozgrywce.
Zobacz wideo

Rządząca większość odrzuciła w Sejmie większość senackich poprawek do ustawy o likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Według opozycji, były one szansą na przywrócenie w Polsce podstawowych zasad praworządności. Ustawa została zainicjowana przez prezydenta Andrzeja Dudę, by dać zielone światło dla zaakceptowania przez KE polskiego KPO. Komisja Europejska oczekiwała bowiem - zgodnie z decyzją TSUE - likwidacji Izby Dyscyplinarnej SN, a także wdrożenia innych zmian - tzw. kamieni milowych - związanych z ważnymi aspektami niezależności polskiego sądownictwa.

Ale przyjęcie ustawy, która była reklamowana jako remedium na odblokowanie polskiego KPO i wypłatę pieniędzy z Unii Europejskiej, może wcale nie kończyć sprawy. - Czy Komisja Europejska to kupi? Czy da się po raz kolejny nabrać na tego typu sztuczki? Bo przecież zmiana Izby Dyscyplinarnej na Izbę Odpowiedzialności Zawodowej, to nie jest tylko zmiana nazwy - mówiła w TOK FM Dominika Długosz. Dziennikarka "Newsweeka" zwróciła uwagę na to, że Sejm odrzucił poprawki, które dawały gwarancję realizacji tzw. kamieni milowych, bez których wypłaty z UE nie będzie.

Po decyzji Sejmu czas na ruch Andrzeja Dudy. Gościni TOK FM oceniła, że prezydent ustawę podpisze, choć znacząco różni się ona od złożonej przez niego pierwotnej wersji projektu. - Natomiast pytanie, czy na to prezydent Duda porozumiał się z Ursulą von der Leyen - zastanawiała się Długosz. Przypomniała, że prezydent jeździł do Brukseli w styczniu tego roku, tuż po tym, jak ta ustawa wpłynęła do Sejmu i rozmawiał o niej z szefową Komisji Europejskiej. - Potem wielokrotnie mówił, że jest to kompromis, który zawarł z Komisją Europejską. No nie jest, dlatego, że to nie jest ta sama ustawa - podkreśliła rozmówczyni Filipa Kekusza.

"Jedynym zwycięzcą w tej historii jest Zbigniew Ziobro"

Ostateczna wersja ustawy jest inna niż prezydencki projekt przede wszystkim za sprawą Zbigniewa Ziobry. Lider Solidarnej Polski - jak mówiła dziennikarka - "skutecznie zaszantażował PiS". I to on, jest - według Długosz - głównym wygranym w tej rozgrywce.  - Pamiętamy, jak mówił, że prezydent chce oddać naszą suwerenność, że pod dyktando Brukseli wprowadza przepisy, Ale jednak to on wprowadził bardzo wiele zmian. Te pomysły (Ziobry) betonują stan prawny, jaki mamy teraz w Polsce. Ja bym obstawiała, że jedynym zwycięzcą w tej historii, mimo wszystko jest Zbigniew Ziobro - oceniła.

"Ursula von der Leyen nie może sobie pozwolić na to, żeby czegoś tu nie dopatrzeć"

Decyzja o zaakceptowaniu polskiego KPO jest szeroko krytykowana w Unii Europejskiej. W czwartek Parlament Europejski przyjął krytyczną rezolucję w tej sprawie. Europosłowie są poważnie zaniepokojeni, że KE dała zielone światło dla polskiego programu, domagając się równocześnie zbyt mało, jeśli chodzi o przestrzeganie praworządności przez rząd PiS-u. Eurodeputowani zaznaczyli w rezolucji m.in., że Polska nie powinna dostać żadnych środków do czasu, aż nie wdroży wszystkich orzeczeń TSUE i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. 

- W Komisji Europejskiej też nie ma jednomyślności w sprawie przyjęcia polskiego KPO. To, że Ursula von der Leyen się na to zgodziła, jest oprotestowywane przez część komisarzy. Pojawiły się nawet takie głosy, że von der Leyen może w związku z tym stracić stanowisko - komentowała Dominika Długosz.

Zdaniem dziennikarki "Newsweeka" oznacza to, że Komisja Europejska będzie się bardzo uważnie przyglądać realizacji przez Polskę tzw. kamieni milowych. - Ursula von der Leyen nie może sobie pozwolić na to, żeby czegoś tu nie dopatrzeć. Nie może sobie pozwolić na to, żeby coś nam przepuścić. Jeszcze być może miesiąc temu mogłaby, ale teraz sytuacja jest zupełnie inna - podsumowała gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM