Politycy PO w służbie medycznego podziemia? "Tekst interpelacji dostałem messengerem"
Było jeszcze kilka dni do wyborów. Poseł Platformy Obywatelskiej Aleksander Miszalski dostał od znajomej z Facebooka wiadomość. W treści otrzymał tekst interpelacji. 6 października podpisuje tekst i przesyła do ministerstwa, twierdząc, że jego biuro nie zauważyło tam nic kontrowersyjnego. Skąd wiemy, że tak to wyglądało? Bo poseł sam o tym publicznie opowiedział podczas wywiadu w Radiu Rebeliant.
Wiemy nawet, kim jest znajoma posła. Pani Ewa Leszczyńska na jednej z grup internetowych pochwaliła się, że to ona napisała interpelację. Oto jej wpis z forum:
Okazuje się, że pani Ewa działa na rzecz medycznego podziemia, czego dowody też znajdujemy na facebookowych grupach.
W sierpniu po emisji pierwszych odcinków serialu 'Podziemie' Naczelna Izba Lekarska ogłosiła, że chce postępowań dyscyplinarnych dla lekarzy, którzy działali w tym biznesie i stosowali metody niezgodne z aktualną wiedzą medyczną. Rzecznik Praw Pacjenta wszczął kontrole w jednostkach, które opisaliśmy w serialu 'Podziemie'.
"Akademia boreliozy" zorganizowała w związku z tym pikietę pod siedzibą Naczelnej Izby Lekarskiej I Ministerstwem Zdrowia. Michał Szebestik, były bokser zawodowy I jeden z głównych bohaterów publikacji TOK FM organizował akcję protestacyjną. Pomagała mu… pani Ewa.
Obrońcy medycznego podziemia szukają pomocy. Interpelacja w MZ
Interpelacja posła Miszalskiego trafiła do Ministerstwa Zdrowia. Zawiera argumenty, którymi zwolennicy medycznego podziemia posługują się od zawsze. Twierdzą, że jest jakiś spór w nauce, że są różne równorzędne metody leczenia, a w Polsce wybiera się tylko jedną, ograniczając tym samym pacjentom prawo do leczenia.
Poseł PO posunął się nawet do stwierdzenia, że lekarzom w Polsce brakuje wiedzy: "Pomimo badań i nagłaśniania problemu przez media i samych chorych, zwłaszcza stowarzyszenie chorych na boreliozę, wiedza lekarzy na temat chorób odkleszczowych jest ciągle niewystarczająca".
'Bokser' z 'Podziemia' ma kłopoty. Prokuratura wszczęła dochodzenie
Interpelacja w mgnieniu oka stała się pożywką dla obrońców niepotwierdzonych naukowo metod. Zaczęły ją udostępniać grupy zrzeszające setki tysięcy osób. Przy okazji kolportowano informacje, że interpelacja wpłynęła do Sejmu i dotyczy zmiany standardów leczenia boreliozy.
W postach znajdujemy informację, że poseł Miszalski dostrzega problem związany z boreliozą i przyznaje, że lekarze sobie nie radzą.
30 listopada polityk występował w Radiu Rebeliant. Formuła programu jest taka, że pytania mogą zadawać dzwoniący słuchacze. Pojawiły się głosy dotyczące interpelacji. Wtedy właśnie poseł wytłumaczył, że otrzymał treść w aplikacji messenger, że biuro poselskie przeczytało, nie widziało kontrowersji, a on to podpisał.
Jedną z dzwoniących była lekarka, która tłumaczyła, między innymi, jak szkodliwe jest promowanie i kolportowanie takich treści i w jak wielkim niebezpieczeństwie są pacjenci w związku z "leczeniem" stosowanym w medycznym podziemiu. Poseł przyznał, że interpelacja była błędem.
Na jednej interpelacji się nie kończy. Wicemarszałkini idzie tropem posła
Miszalski kilka dni później jednak diametralnie zmienił front. We wpisie na portalu X tłumaczy jak to było:
Czyli zmienił wersję. Już nie znajoma z Facebooka, a "kilka osób cierpiących na boreliozę i jej powikłania" miało stać za tą interpelacją. Poseł nie twierdzi już, że zrobił "kopiuj-wklej" tylko "zadaje suche i konkretne pytania". Pomija oczywiście przy tym fakt, że jego interpelacja zawiera, oprócz pytań, szereg sformułowań.
Przez wiele tygodni prosiliśmy Radio Rebeliant o udostępnienie nagrania z rozmowy z posłem Miszalskim. Niestety otrzymaliśmy informację, że wystąpiły "problemy techniczne" i nagranie nie jest osiągalne. Dodajmy, że wcześniejsze i późniejsze rozmowy znalazły się na portalu youtube.com. Tego niestety zabrakło, ale słowa wypowiedziane przez Aleksandra Miszalskiego potwierdzają uczestnicy tej dyskusji.
Dodajmy, że zanim poseł skierował swoją interpelację, w sprawie szkodliwości metod stosowanych w medycznym podziemiu - polegających głównie na długotrwałej antybiotykoterapii - wypowiedziały się: Naczelna Izba Lekarska, Rzecznik Praw Pacjenta, konsultanci krajowi z różnych dziedzin medycyny. Wszczęto postępowania dyscyplinarne wobec lekarzy posługujących się tymi niesprawdzonymi sposobami terapii boreliozy.
Serial "Podziemie". TU wysłuchasz wszystkich odcinków>>>
21 grudnia w siedzibie resortu zdrowia odbywa się mała uroczystość. W miejsce odwołanego kilka dni wcześniej profesora Andrzeja Horbana powoływany jest nowy konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych: profesor Miłosz Parczewski. Na pamiątkowym zdjęciu jest profesor, min. Izabela Leszczyna oraz wicemarszałkini Sejmu Monika Wielichowska.
Następnego dnia Wielichowska pisze interpelację z zakresu chorób zakaźnych "w sprawie metody leczenia chorych na boreliozę". Co ciekawe jest ona wprost sprzeczna z tym, co profesor Parczewski od wielu lat głosi publicznie na temat boreliozy i jej leczenia. Wicemarszałkini w swoim piśmie podnosi niemal wszystkie argumenty, które padały w interpelacji posła Miszalskiego. Dodaje też kolejne. Stwierdza między innymi, że metoda ILADS (stosowana przez lekarzy z podziemia, polegająca na długotrwałej antybiotykoterapii) jest alternatywną metodą dla pacjentów. Że jej zakazano, nie pytając o opinie pacjentów i chorych.
Wielichowska stwierdza na przykład, że WHO stworzyło nowe kody ICD-11 uwzględniające jako jednostkę chorobową "boreliozę przewlekłą". To nie jest prawda. Potwierdzał to na antenie TOK FM między innymi profesor Jarosław Pinkas, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego.
'Monetyzują szamaństwo'. Lekarz wstydzi się za kolegów z 'podziemia'. Co zrobi resort zdrowia?
Polityczka PO swoją interpelację wicemarszałek kończy pytaniem: "Pani Minister, czy resort przywróci wolność wyboru metody leczenia boreliozy, zarówno przez lekarzy, jak i każdego pacjenta?". Na portalu X tłumaczy, że jej interpelacja jest wynikiem prowadzonej przez jej biuro polityki. "Moje biuro nie wyrzuca pism, które przychodzą, do kosza. Kiedy nie są anonimowe, nie zostawiamy pytań bez odpowiedzi" - napisała. Problem w tym, że jej pismo już służy jako pożywka dla biznesu z medycznego podziemia.
Interpelacja Wielichowskiej pojawia się w wykazie 10 stycznia 2024 roku. W kilka godzin informacja o tym obiega fora i grupy zrzeszające chorych na boreliozę. Interpelacja jest przedstawiana jako kolejny dowód na to, że politycy partii rządzącej bronią ILADS. Fundacja Akademia Boreliozy prowadzona przez Michała Szebestika pisze na swoim profilu: "Tym razem poseł Monika Wielichowska postanowiła walczyć o zdrowie i życie chorych na boreliozę i o przywrócenie leczenia zgodnego z zaleceniami Międzynarodowego Stowarzyszenia Lekarzy (ILADS) oraz o prawo pacjentów do wyboru leczenia".
'Podziemie'. Borelioza i "leczenie", które szkodzi
W serialu dokumentalnym TOK FM "Podziemie", który opublikowaliśmy latem 2023 roku, ujawniliśmy, jak metody ILADS i inne stosowane przez grupę lekarzy wpływają na pacjentów. Zgodnie z badaniami naukowymi prowadzonymi na całym świecie, długotrwała antybiotykoterapia nie poprawia stanu pacjenta, a może poważnie zaszkodzić. Często do wykrywania boreliozy i koinfekcji w podziemiu stosowane są też niesprawdzone, bardzo drogie metody diagnostyczne.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty.
Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
O konsekwencjach zdrowotnych takich terapii mówili w naszych publikacjach prof. Krzysztof Simon, prof. Joanna Zajkowska i inni eksperci. Wszyscy podkreślali, że metody leczenia oparte o wytyczne stowarzyszenia ILADS mogą mieć fatalny wpływa na całą populację. Przeciągająca się antybiotykoterapia może prowadzić do powstawania antybiotykooporności, a w konsekwencji zgonów pacjentów z powodu nieskuteczności leczenia dostępnymi lekami.
Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że w 2050 liczba zgonów spowodowanych antybiotykoopornością będzie porównywalna z liczbą zgonów w wyniku chorób nowotworowych.