Krzysztof Głuchowski: Problemy moje i teatru zaczęły się dokładnie po premierze "Dziadów"

O tym, że ma zostać odwołany ze stanowiska, dyrektor Teatru im. Słowackiego dowiedział się od dziennikarzy. Krzysztof Głuchowski poruszony jest wyrazami wsparcia, solidarnością, jaką okazało mu aktorzy oraz środowisko teatralne. Nie ma wątpliwości, że początkiem całej sprawy była premiera "Dziadów" w reżyserii Mai Kleczewskiej.
Zobacz wideo

W czwartek zarząd województwa małopolskiego wszczął procedurę odwołania Krzysztofa Głuchowskiego z funkcji dyrektora Teatru im. Juliusza Słowackiego. W oświadczeniu uzasadnił to nieprawidłowościami, jakie wykazał audyt w teatrze. Chodzić ma o naruszenie przepisów zamówień publicznych i o niedopełnienie dbałości o dobre imię placówki. Minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński komentował, że "wszystkie informacje na ten temat docierają do niego z prasy". Podkreślił także, że Teatr Słowackiego nie jest instytucją MKiDN, a instytucją samorządową - "prowadzoną i kierowaną przez samorząd".

O wszczęciu procedury poinformowany nie został także Krzysztof Głuchowski. - Dowiedziałem się, jak wszyscy, od dziennikarzy, którzy wyśledzili wzmiankę na stronie urzędu, w czwartek po 17 - mówił w TOK FM. Informacja, jak dodał, rozeszła się błyskawicznie. - Reakcja była dosyć niesamowita. W życiu nie spodziewałem się tak szybkiej reakcji osób z branży, całego zespołu, który błyskawicznie zgromadził się w teatrze. Przyszła też ogromna ilość dziennikarzy - opowiadał w rozmowie z Wojciechem Muzalem. 

Głuchowski nie ma wątpliwości, że pomysł wyrzucenia go ze stanowiska, to kara za "Dziady" w reżyserii Mai Kleczewskiej. Przedstawienie było krytykowane m.in. przez małopolską kurator oświaty Barbarę Nowak i ministra edukacji Przemysława Czarnka. Nie można zapominać o tym, że żadna z tych osób przedstawienia nie obejrzała.

- Problemy moje i teatru zaczęły się dokładnie po premierze "Dziadów" 19 listopada - podkreślił dyrektor krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego.

"Urząd nie mieszał się w politykę teatru". Do czasu

Do czasu wystawienia "Dziadów" wielkiego zainteresowania tym, co dzieje się w teatrze, ze strony zarządu sejmiku małopolskiego, nie było. Jak stwierdził gość TOK FM, "urząd nie mieszał się w politykę teatru". - Do momentu, kiedy w Polsce nie nastąpiło przesilenie związane z protestami Strajku Kobiet. Wtedy w teatrze pojawiła się czerwona błyskawica, jako naturalny odruch części pracowników. Zostałem za to pociągnięty do odpowiedzialności - mówił Głuchowski.

Wyjaśnił, że polegało to na tym, "urząd nie odzywał się przez rok". - I nie chciał pomóc teatrowi w żaden sposób. Byliśmy pozbawieni przez rok pandemii jakikolwiek opieki, pomocy finansowej czy też jakiegokolwiek wsparcia organizacyjnego. Teatr był całkowicie sam w pandemii - podkreślił dyrektor Teatru im. Słowackiego w Krakowie.

Po roku ochłodzenia relacje się poprawiły. - Aż do czasu premiery "Dziadów", kiedy sytuacja się diametralnie zmieniła. Nasze stosunki w zasadzie przestały powoli istnieć i zanikać. Oczywiście myśmy nadal uważali, że jest między nami możliwość dialogu, chcieliśmy wrócić do rozmów - podkreślił.

Prowadzony przez Głuchowskiego teatr sam więc musiał mierzyć się i mierzy z problemami takimi jak podwyżki opłat, inflacja. Do tego dochodzi remont budynku, który ma trwać pięć miesięcy. Gość TOK FM przypomniał, że finansowa sytuacja teatru byłaby lepsza, gdyby nie decyzja resortu kultury,  którym kieruje Piotr Gliński.

Chodzi o to, że Ministerstwo Kultury nie przyzna istniejącemu od końca XIX wieku teatrowi statusu "narodowego", a co za tym idzie dodatkowych pieniędzy (mowa była o 3 mln złotych). Resort "nie poczynił żadnych zobowiązań, nie było nawet listu intencyjnego", tłumaczył Piotr Gliński.  

Jak mówił dyrektor, sam "minister nie ma nic do teatru, oprócz tego, że wycofał się ze współprowadzenia". - Wycofał się, to jest decyzja, która nam się nie podoba, bo uważamy, że ten teatr jak najbardziej powinien być instytucją narodową. To się mu się najzwyczajniej w świecie należy, ze względu na rangę, dziedzictwo i historię - uważa dyr. Głuchowski.

DOSTĘP PREMIUM