Co dalej z kabaretami w Polsacie? Górski: Zachowują się jak Kaczyński
Robert Górski, lider Kabaretu Moralnego Niepokoju i jak sam się przedstawia, nawiązując do swych parodii Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego: 'były premier, były prezes, może też przyszły premier, bo jak wiemy... nie wiemy.', był gościem audycji "Humor i Teraźniejszość" i skomentował tam bieżący kryzys kabaretowy na antenie Polsatu.
Nawiązując do swojego dawnego cyklicznego skeczu, w którym parodiował rząd Tuska, Górski powiedział - Zamierzam wrócić z posiedzeniem rządu, choć na razie nie wiem do końca gdzie. Wrócę w ostatnim odcinku "Kabaret na żywo Młodzi i Moralni" - czego Państwo prawdopodobnie nie zobaczycie - przyznał satyryk.
"To wszystko jest śmieszne"
Całą sytuację z zawieszeniem przez Polsat emisji kolejnych odcinków skomentował - Życie jest kolorowe, że nawiążę do tytułu serialu TVP to takie "Barwy szczęścia". Wszystko się może zdarzyć i te złe rzeczy i te dobre więc na razie kręcimy kolejne odcinki, bo jesteśmy związani umową, musimy to nakręcić. Zresztą sprawia nam to przyjemność - zaznaczył. - Ustaliliśmy, że wiążę nas etos zawodowy. I jest też na nagraniach widownia, której nie możemy zawieść, więc gramy wszystko tak jak potrafimy najlepiej i zgodnie z tym, co przygotowaliśmy. Te odcinki nie są ani gorsze, ani lepsze od tych wcześniejszych - stwierdził z przekonaniem.
- Choć towarzyszy nam przy tym taki dziwny bezczas. Jak czerwiec w szkole. Że już nie jesteś w szkole, jeszcze nie jesteś na wakacjach. Nie wiadomo co się dzieje, nauczycieli już nie ma. Ma to pewien rodzaj takiej energii. Górski znalazł ciekawą analogię, ale przy tym stwierdził, że nie narzeka na nastroje. - Nie jesteśmy zdołowani. Na początku straciliśmy rzeczywiście trochę motywację do pracy, bo to taki dziwny, zaskakujący wyrok na nas zapadł, ale wróciliśmy do siebie, w końcu jesteśmy... z kabaretu. Koniec końców to wszystko jest śmieszne - powiedział przewrotnie.
Dla lidera Kabaretu Moralnego Niepokoju ważne też było, by w tej niecodziennej sytuacji zachować w swoich opiniach właściwe proporcje. - Polsatowi, o którym teraz mówimy w tak niewybrednych słowach i który na to absolutnie zasłużył, bardzo dużo zawdzięczamy. Kiedy rozpadła się telewizja publiczna w sensie kulturotwórczym, kiedy zostaliśmy stamtąd wypchnięci, to przyjął nas właśnie Polsat, a dokładniej Nina Terentiew. I to była nasza arka, w której żeśmy przepłynęli te lata - wspominał artysta. - Doskonale nam się współpracowało - podkreśla. Pytany wielokrotnie o jakąś cenzurę zawsze mówiłem o Polsacie jak najlepiej. Miałem tam poczucie absolutnie wolnej ręki, z czego korzystałem jak najbardziej. - przyznał.
"Jakaś myśl przyświeca tej osobie"
- Więc tak, przykro mi, że ta nasza współpraca z Polsatem tak gwałtownie się zerwała bez żadnej rozmowy, bez żadnego uzasadnienia. To bardzo dziwne standardy - zauważył. - Nawiasem mówiąc, podobne do tego, co się działo w ciągu ostatnich ośmiu lat. Prezes potrafił robić rzeczy tak absolutnie na rympał, bez żadnego uzasadnienia, usprawiedliwienia. Po prostu 'bo tak!'. Ludzie wyjdą na ulicę, zmarzną, wrócą do domu. Po co się nimi przejmować? - ironizował kabareciarz.
Wracając do tematu najbliższych odcinków "Kabaretu na żywo" Górski stwierdził, że "nie wie, jakie będą losy tych naszych programów, czy one w ogóle ujrzą światło dzienne". - Czujemy się też trochę jak autorzy "Półkowników", którzy robią jakieś rzeczy zakazane, chociaż tam nic takiego strasznego nie ma i nie było - przekonywał.
Gdy rozmowa zeszła na filmy, które w niedzielne wieczory zastąpiły emisje kabaretów, Górski zdobył się na żart. - Zwróciłem uwagę na jakiś taki wątek funeralny. Tu "Faceci w czerni", tam za pierwszym razem "Agenci z zaświatów", więc jakaś myśl przyświeca osobie, która wrzuca te filmy zamiast naszego programu. - stwierdził.
Życiowa analogia
- Ostatnio dostałem wiadomość, że pierwsza część "Facetów w czerni" miała 440 tysięcy widzów. To stary film, wszyscy już go widzieli. Nasza przewaga, może nikła, ale była, że dostarczaliśmy co tydzień szereg premier - powiedział skromnie Górski, po czym nie powstrzymał się i dodał: - Jak również na oglądalności, którą generowaliśmy. 1,5 miliona, czyli inaczej 12% ogółu ludzi, którzy oglądają telewizję. No to na dzisiejsze standardy bardzo dużo, a w Polsacie zdaje się najwięcej.
Podsumowując swą wieloletnią karierę kabaretową i telewizyjną, Górski znalazł ciekawą analogię. - Wydaje mi się, że moja postać jest trochę podobna do Kobieli z "Zezowatego szczęścia", że ja przypadkiem trafiam w różne miejsca, że przymierzam mundur i jestem brany za oficera. Albo jak Charlie Chaplin w filmie "Dzisiejsze czasy" macham szmatą, bo komuś spadła z samochodu czerwona szmata oznaczająca zbyt długi ładunek i staje na czele jakiejś komunistycznej rewolty - przyznał. - Mam jakieś takie szczęście, czy może pecha... Rzeczywiście rodzaj energii, która mnie rozsadza, sprawia, że ciągle pakuję się w jakieś kłopoty - podsumował swój dorobek.