Feliks z popiołów. "To ksiądz wybrał dla mnie imię. Miałem być tym, który ocaleje"
W środowe wieczory, w Klubie Poznańska 38 w Warszawie, spotyka się grupa wsparcia "Felka". Feliks wchodzi do klubu tuż przed rozpoczęciem mitingu. Ma osiemdziesiąt parę lat, proste plecy i błysk w oku. Zdejmuje czarny płaszcz, chwyta białą kawę i rozpoczyna spotkanie z tymi, którzy - tak jak on - wiedzą, czym jest uzależnienie. Kobietami, mężczyznami, starymi i młodymi. Chce im pomóc. Podobnie jak lata temu - kiedy w Polsce jeszcze nie bardzo wiedziano, czym jest alkoholizm - ktoś pomógł jemu.
Felek źle pije
Zaczął pić jako piętnastolatek. Od razu bez umiaru. Pierwsza zauważyła to matka. "Oj, ale ty Felek źle pijesz" - powiedziała pewnego wieczoru. Nie zmartwiła się tym, że pije, ale tym, że jego więź z alkoholem jest tak mocna. Zauważyła, że tylko wódka umie zagłuszyć egzystencjalne lęki jej syna.
Jako młody chłopak był bardzo zagubiony. Potrzebował ukojenia i odpowiedzi. "Jak żyć?" - to pytanie, wracało wówczas do niego najczęściej. "Trzeba rąbać frajerów" - mówili koledzy. "Mężczyzna musi być kimś" - mówił ojciec. Ale kim? Felek nie wiedział.
- Żyjemy, doznajemy bólu i umieramy. Nie widziałem sensu - wspomina.
Gdy bywał trzeźwy, czytał filozofów. Od Tatarkiewicza szybko jednak przesuwał się w kierunku butelki. A kiedy sięgał po alkohol, niewiedza traciła na znaczeniu. Już po drugiej setce ciało zaczynało się rozluźniać i przychodził upragniony spokój.
O alkohol nie było trudno, zwłaszcza przy okazji świąt. W warszawskim domu Feliksa ojciec robił nalewkę, z której wypijał jeden kieliszek. Matka jedynie moczyła usta. Nie lubili mocnych trunków. Z procentów korzystał więc Feliks.
'A w Ukrainie mopa znacie?'. Co słyszą Ukrainki w polskich domach?
Uciszanie emocji
Gdy miał 17 lat, świetnie znał smak i moc wódki, ale wciąż jeszcze szukał innych radości. Tak trafił na zajęcia z malarstwa i odkrył, że poza głową, ma też inne mocne strony. Na białych kartkach papieru malował kolorowe postaci. Jasne twarze, przenikliwe spojrzenia i otwarte dłonie. Talent chłopaka dostrzegli inni. Pojawiły się pierwsze propozycje wystaw. Stojąc przed sztalugą, Felek zamarzył o studiach. Po raz pierwszy w życiu miał motywację do nauki. Zdał maturę. Złożył papiery na ASP. Jednak na 48 godzin przed egzaminem poczuł dobrze znany lęk. I znów podążył za nim.
Trudno powiedzieć, ile trwało felkowe uciszanie emocji. Dni i noce w alkoholowym ciągu wyglądają tak samo. Wódka. Wódka. Sen. Wódka. Kanapka. Wódka. Wódka. Sen…
Dni pełne alkoholu zmieniały się w tygodnie, a miesiące w lata. Po 26. urodzinach Feliksa ojciec postanowił posłać syna w kamasze. Skoro domowa dyscyplina nie działa, może wojskowa naprostuje chłopaka.
- Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek usiadł ojcu na kolanach, żebym się przytulił, pogadał... Kiedyś powiedział mi: "Wiesz, wtenczas tak nas wychowywano, żeby nie okazywać uczuć. Myślałem, że jak cię skrytykuję, to dodam ci odwagi, energii". "Tato, to działało całkiem odwrotnie. Nie mogłem się po tym pozbierać" - odpowiedziałem.
W kamaszach, ale z kieliszkiem
Z dwóch lat na służbie Feliks pół roku przesiedział w areszcie. Gdyby kazano mu coś z tego okresu namalować, mógłby namalować celę, którą zapamiętał najlepiej. Również wojskowe pojazdy - złom, który odpalał tylko "z pychu". Zapamiętał też wysokość żołdu, który wystarczał na 10 papierosów dziennie, żyletkę i kilka innych niezbędnych rzeczy. Nie mógłby namalować metalowego kubka z kawą, bo za to nie miał czym zapłacić. Nie stać go też było na najważniejsze - wódkę.
Na ulicy spał ciągle z wystawioną ręką. 'Skurcze mięśni, zimne poty. Było strasznie'
Felek nie dostawał przepustek i nie umiał się podporządkować. Umiał za to przeskakiwać przez ogrodzenie, znajdować bary i rozmawiać z cywilami tak, żeby chcieli postawić kieliszek. Pił z nimi, a później okradał pijanych. Zorganizował grupę, z którą ograbiał wojsko z czego się tylko dało - pasów, butów, kurtek. A później te zdobycze sprzedawał, zarabiając na kolejne procenty. Dużo pił i dużo uciekał. Z wojska wrócił jeszcze bardziej uzależniony. I takiego, całkiem pijanego 28-latka, ojciec w końcu wyrzucił z domu. "Muszę chronić rodzinę" - powiedział synowi.
'Działo się na całego'
Po tygodniach spędzonych na klatkach i w parkach, Felek otrzymał mieszkanie komunalne. Gdy otwierał metalowe drzwi, z wnętrza unosił się zapach trawionego alkoholu, brudnych jeansów i nieświeżych włosów.
- Przychodziłem do mieszkania, a w nim kupa ludzi i jeszcze pytają, kim ja jestem. "Jestem właścicielem" - mówiłem. "Jak właściciel, to się połóż". Działo się na całego. Ale nie było co ukraść, bo nic w tym mieszkaniu nie miałem - wspomina.
W wieku trzydziestu lat pił już dosłownie wszystko. Z kolegami od kieliszka nazywali tę fazę zmechaceniem. Feliks zmechacił się przy pomocy acnosanu na trądzik i płynu na porost włosów. Dobrze znał już cywilne więzienie i szpitale psychiatryczne. Lądował w nich po tym, jak widział myszy i słyszał szepty. Parę razy nawet się wystraszył, ale młody organizm szybko dochodził do siebie. Pił więc dalej, kradł i wszczynał awantury.
Izabela P. nie była jedyna. Tak znikają Polacy. Zaglądamy za kulisy śledztw
'Ogień na ogień'
Po kolejnej bójce sąd nakazał mu podjęcie leczenia. Uważano wtedy, że od alkoholu należy odwyknąć. Wystarczyć miały 24 miesiące. Po dwóch latach dumni mężczyźni z klubu abstynenckiego otrzymywali więc dyplom poświadczający, że już nie są uzależnieni. Nagrodzeni brali dyplom, kolegów i szli do baru. Sukces opijano wódką.
Alkoholików leczono wtedy anticolem, który w połączeniu z alkoholem prowadził do zatrucia lub śmierci. Felek anticolu brać nie chciał. Wystarczyło, że biorą znajomi. Jak Maciek - mechanik samochodowy.
- Miał przymus brania anticolu, więc czasami mu towarzyszyłem. Kupował flaszkę, z którą chowałem się w kiblu. On szedł do pielęgniarek. Jak tylko połknął anticol, wpadał do ubikacji i wypijał połówkę. Druga połówka była dla mnie. Nazywaliśmy to ogień na ogień. Jak się napiłeś od razu, anticol nie działał - opowiada.
W końcu jednak nadeszła rewolucja w leczeniu.
W 1956 roku młody socjolog Zbigniew Wierzbicki - redaktor naczelny miesięcznika "Zdrowie i Trzeźwość" - wyjechał z wizytą do Stanów Zjednoczonych. Poznana przez niego w USA Wspólnota Anonimowych Alkoholików oraz metoda 12 kroków i 12 tradycji zaowocowała artykułem: "AA - nieznana w Polsce forma walki z alkoholizmem". Dzięki nawiązanym kontaktom, trzy lata później poznańska poradnia przy ul. Marcinkowskiego, jako pierwsza w Polsce, otrzymała materiały związane z tym programem. Specjaliści z Poznania mogli zacząć przygotowywać się do pracy terapeutycznej, nie tylko medykamentami. A kilkanaście lat później, w Poznaniu, mogła powstać pierwsza w Polsce grupa AA.
Z popiołów
Patrząc na młodego Feliksa, nietrudno było pomyśleć, że nie dożyje starości. A jednak. W pewnym momencie postanowił zbudować siebie od nowa. Niejako z popiołów. Bo z każdym kolejnym rokiem picia niszczył nie tylko swoje ciało, ale i poczucie własnej wartości. I dopiero gdy pogarda do siebie samego stała się nie do zniesienia, zamiast setki Feliks zapragnął leczenia. Prawdziwego.
- Długo nie wiedziałem, że alkoholizm jest chorobą, którą trzeba zrozumieć. Chorobą, na którą tak naprawdę nie choruje ciało, a dusza - mówi.
Kiedy w 1985 roku w Warszawie zorganizowano pierwszy punkt kontaktowy, w którym alkoholicy i ich rodziny mogli otrzymywać rzetelne informacje, Felek miał już 44 lata. I ciężko pracował, żeby pozostać trzeźwym.
Swoją trzeźwość Feliks zawdzięcza programowi 12 kroków.
- Ten program pomaga uzyskać zgodę na siebie. Takiego, jakim się jest. Dziś wiem, że najważniejszą książką, którą człowiek musi przeczytać, jest on sam. Trzeba nauczyć się czytać siebie - własne myśli i uczucia. Bo zarówno te przykre, jak i te przyjemne są niesłychanie przydatne. Ja chciałem uciec od tych przykrych, ale pijąc skazałem się na życie bez uczuć w ogóle.
12 kroków czytał z lekarką, której zadedykował swoją pierwszą książkę - "Zgrabki i niezgrabione". To ona namówiła go, żeby został sponsorem, czyli osobą, która pomaga innym alkoholikom w zachowaniu trzeźwości. Feliks dał się namówić i tak sponsoruje do dziś. Na podstawie programu 12 kroków, prowadzi nie tylko spotkania dla alkoholików, ale też narkomanów, erotomanów, pracoholików, uzależnionych od komputera i przemocowców.
'Ten, który ocaleje'
W wieku osiemdziesięciu lat Feliks zaczął działać na rzecz młodych ludzi w depresji. Nadal pisze, wrócił do malowania, a kilka lat temu zaczął biegać. Nagrywa. Stworzony z Rafałem Porzezińskim audiobook "12 kroków według Felka alkoholika poznaje Rafał hazardzista" został wyróżniony przez kapitułę Stowarzyszenia Wydawców Katolickich "Feniks".
- Gdy się urodziłem, moi rodzice sprowadzili księdza Polaka, żeby mnie ochrzcił. To on wybrał dla mnie imię Feliks. Miałem być tym, który ocaleje. I nawet jeśli czasowo dla niektórych byłem martwy, odżyłem - mówi dzisiaj.
Jeśli jesteś w kryzysie lub wiesz o tym, że ktoś w kryzysie może potrzebować pomocy, skorzystaj ze wsparcia specjalistów:
- Linia wsparcia dla dorosłych, działająca przez 7 dni w tygodniu, 24/dobę - 800 70 22 22.
- Linia wsparcia dla dzieci i młodzieży, działająca przez 7 dni w tygodniu, 24/dobę - 116 111.