"40 zł za kilogram chleba może nie będzie, ale 15 zł to tak". Przedsiębiorcy walczą o przetrwanie

To dla nas koniec biznesu - mówił właściciel sieci sklepów Lewiatan, podczas spotkania w parlamencie. Firmy nie dają rady udźwignąć wielkich podwyżek cen energii. A to tylko jeden z długiej listy problemów. Inflacja oznacza szybki wzrost cen praktycznie wszystkich produktów, więc za każdą dostawę trzeba zapłacić więcej. - Mąka w hurcie droższa o 100 proc., rok temu było 95 gr za kilogram, a dzisiaj 2 zł - wyliczał Maciej Mielczarski ze Stowarzyszenia Rzemieślników Piekarstwa.

- Wszystkie koszty rosną, nikt nam nie pomaga. Mąka w hurcie droższa o 100 proc., rok temu było 95 gr za kilogram, a dzisiaj 2 zł. Prąd podrożał o 300 proc. Na dodatek zlikwidowali nocną tańszą taryfę, a chleb piecze się w nocy, więc skok cen jest jeszcze większy. Przysłali ofertę, że aż mnie zatkało: umowa z ceną stałą na dwa lata, gdy ja nawet nie wiem, co będzie za rok i nikt nie wie - tak swoje położenie opisywał piekarz Maciej Mielczarski ze Stowarzyszenia Rzemieślników Piekarstwa.

Jak mówił podczas zorganizowanego w parlamencie spotkania, nie da się uniknąć podwyżek cen pieczywa. Podkreślił też, że branża od roku część rosnących kosztów brała na siebie. Teraz już nie ma wyjścia, musi je przełożyć na konsumentów. - 40 złotych za kilogram chleba może nie będzie, ale 15 złotych to już tak. A to jest 7-8 złotych za bochenek, który dzisiaj kosztuje 2 złote. My wiemy, że jest granica, powyżej której klient nie kupi, ale co mamy zrobić? - pytał retorycznie.

"Pralnia, która dostała podwyżkę, rachunek na 800 000 już nie istnieje"

W podobnie dramatycznej sytuacji są pralnie, które dotkliwie odczuły już skutki podwyżki cen energii. - W pralni do wszystkiego potrzebna jest wysoka temperatura: do prania, suszenia, prasowania. To wszystko jest na prąd i gaz - mówiła w parlamencie przedstawicielka Stowarzyszenia Pralników Polskich.

Większość firm tej branży po ostatnich podwyżkach jest na skraju upadku.- Pralnia z południa Polski płaciła 35 000 miesięcznie za gaz, a teraz ma rachunek na 210 000. W ciągu miesiąca faktura wzrosła o 170 000! To jest nie do odrobienia. Duża pralnia z rachunkami na 100 000 złotych, która dostała rachunek, podwyżkę na 800 000 złotych, już nie istnieje - wyliczała uczestniczka spotkania. 

Upadek pralni to kłopot dla tych, którzy korzystali z ich usług. A to na przykład szpitale, hotele.

Podwyżki cen energii to tylko jeden z problemów. Bo - jak wyliczali przedsiębiorcy - wzrosły też m.in. raty za leasing sprzętu, samochodów, do tego więcej trzeba płacić za usługi firm zajmujących się księgowością. A do tego pracownicy - w obliczu rosnącej inflacji - oczekuję podwyżek. - Branża widzi tylko jedno rozwiązanie: podwyżkę cen. Ale ta strategia ma swoje ograniczenia. Jest poziom, poza którym klienci w ogóle przestaną się pojawiać. Dzisiaj cena za kilogram prania bielizny pościelowej to 3 złote, żeby przeżyć, musielibyśmy ją podnieść do 20 zł, komplet pościeli z ręcznikami kosztowałby 70 zł - mówiła przedstawicielka Stowarzyszenia Pralników Polskich.

"Właśnie się zastanawiamy, kiedy zamknąć pierwszy sklep"

Właściciel dużej sieci - Lewiatan - przyznaje, że bierze pod uwagę zamykanie sklepów. - Zatrudniamy sąsiadów, u sąsiadów zamawiamy drobne prace, kupujemy warzywa i owoce ze szklarni obok, jajka z okolicznych kurników, wspieramy lokalne inicjatywy, pomagamy innym. I właśnie się zastanawiamy, kiedy zamknąć pierwszy sklep... I co ja mam tym wszystkim ludziom powiedzieć? Jesteśmy odpowiedzialni za pracowników, oni też mają rachunki do opłacenia, dzieci i seniorów na utrzymaniu - mówił w Sejmie Ireneusz Wróbel. - To dla nas koniec biznesu - zakończył pesymistycznie.

Jak można było usłyszeć podczas spotkania, "firmy nie chodzą do wyborów i umierają po cichu".

Obok astronomicznych podwyżek cen prądu i gazu największą przeszkodą dla przedsiębiorców jest też dzisiaj Polski Ład. Sztandarowy program PiS wprowadzono przed końcem 2021 roku. Przedsiębiorcy mieli więc miesiąc na dostosowanie się do zmian. - Tak jakbyśmy w tych wszystkich kłopotach nie mieli co robić, to jeszcze musimy rozgryzać jak ustawić płace i koszty - można było usłyszeć podczas spotkania.  Zdaniem przedsiębiorców Polski Ład, to "pomysł to budowanie imperium księgowych".

Nowe przepisy doprowadziły do tego, że właściciele firm muszą zatrudniać dodatkowych prawników, doradców podatkowych. - Nikt nie wie, o co chodzi z prowadzeniem podwójnych list płac, jak nakazało Ministerstwo Finansów. Księgowi nie chcą stosować się do przepisów rządowego rozporządzenia w tej sprawie, które ich zdaniem jest bezprawne, bo o podatkach stanowią z Polsce ustawy - opowiadali przedsiębiorcy.

A to wciąż dopiero początek kłopotów. Politycy już wprowadzają poprawki do świeżo uchwalonych przepisów i zapowiadają następne zmiany.

W Polsce jest ok. 2 mln małych i średnich firm. Tworzą one połowę polskiej gospodarki. W tych najmniejszych, które zatrudniają do dziewięciu pracowników, pracuje co czwarty Polak.

DOSTĘP PREMIUM