Rosyjski rubel najmocniejszy od 2017 roku. Jak to? A sankcje? "Ten kurs jest sztuczny"

25-procentowe umocnienie do dolara i nawet 30-procentowe do złotego - rosyjski rubel jest dziś najmocniejszy od 2017 roku. Jak to możliwe, skoro na Rosję nałożone są najostrzejsze w historii sankcje, a jej waluta właściwie jest niewymienialna?
Zobacz wideo

Sytuacja rosyjskiej waluty jest z jednej strony złożona, z drugiej - wynika z prostego mechanizmu zastosowanego przez rosyjskie władze. Jak mówił w "Raporcie Gospodarczym" analityk XTB Michał Stajniak, nie ma tu "nic naturalnego". 

- Może nie jest o czysta manipulacja, ale jest to sztuczne tworzenie rynku - wyjaśniał, opisując manewr, na który zdecydował się Kreml. Tuż po rosyjskim ataku na Ukrainę, w obliczu zapowiadanych, a potem nakładanych i rozszerzanych sankcji, rosyjski bank centralny mocno podniósł stopy procentowe. W sytuacji zbliżonej do normalnej można byłoby powiedzieć, że takie działanie miałoby skłonić zagranicznych inwestorów do pozostawienia środków w Rosji. - Ale to oczywiście było za mało - wskazał gość Wojciecha Kowalika. 

Rosja zdecydowała się więc zamrozić zagraniczne aktywa, co oznacza, że środków nie można przewalutować i wypłacić. Dodatkowo ci spośród rosyjskich eksporterów, którzy mogą jeszcze wysyłać towary za granicę i którzy dostają za nie dewizy, muszą wymieniać 80 proc. otrzymanych dewiz na ruble. - Poza tym Gazprom przyjmuje płatności tylko w rublach i wciąż wiele krajów tak mu płaci. Przewalutowanie przesłanych do firmy środków następuje więc po kursie, który jest narzucany - wyjaśniał ekspert.

Wszystko to sprawia, że kurs rubla jest utrzymywany sztucznie. - A przecież rubel nie jest w zasadzie dostępny do handlu międzynarodowego. Nie ma możliwości zawiązywania żadnych transakcji na rynkach terminowych czy spotowych, jest mocno ograniczony przepływ kapitału. Działa właściwie głównie rynek wewnętrzny - wyjaśniał Michał Stajniak.

Syndrom holenderski u bram

Jednak o ile rublowi pomaga to, że Rosja zarabia na surowcach, ma wciąż jeden silny sektor gospodarki i sztucznie utrzymywaną silną walutę, o tyle taka sytuacja może prowadzić do syndromu holenderskiego. - Czyli zabicia tych części gospodarki, które nie będą atrakcyjne. Zostaną tylko surowce - dodał gość TOK FM. 

Jak mówił, w Rosji już widać problemy związane ze sztucznie utrzymywanym, zbyt wysokim kursem rubla - bank centralny zdecydował się na obniżenie stóp, by osłabić kurs narodowej waluty. A najgorsze dla rosyjskiej gospodarki może dopiero nastąpić. 

- Jeżeli doszłoby do powrotu Rosji na rynki finansowe, to będzie dla rubla katastrofa. Nastąpi załamanie kursu większe niż w lutym czy marcu. Dziś rynek giełdowy dla zagranicznych inwestorów jest zamknięty, ale gdy kiedyś zostanie otwarty, będziemy mieli totalną wyprzedaż rubla i wszelkich możliwych aktywów - prognozował ekspert.

DOSTĘP PREMIUM