Kanał Panamski utknął w korku. Prezenty na święta nie dojadą na czas?
Kanał Panamski to najważniejsza droga morska świata - łączy Pacyfik z Atlantykiem, skracając trasy statków o 13 tysięcy kilometrów. To trasa krótka i stosunkowo łatwa, bo nie trzeba płynąć wokół owianego złą sławą południowoamerykańskiego przylądka Horn. Problem w tym, że trasa ostatnio poważnie się korkuje, a wszystko przez katastrofę klimatyczną. Jak to możliwe, że drodze morskiej zagraża? susza?
Odpowiedź jest nieoczywista. Bo choć kanał łączą dwa oceany, jest on zasilany słodką wodą z pobliskich jezior. Z tych czerpią też panamskie wodociągi, dostarczając wodę pitną ponad połowie mieszkańców Panamy. Wybór jest więc niełatwy: albo woda w kranie dla Panamczyków i równowaga w przyrodzie, albo tani transport morski, zyski z tranzytu i ładunki żywności pływające po świecie z prawa na lewo i z lewa na prawo.
Choć kanał pracuje od ponad stu lat, a Panama jest jednym z najbardziej deszczowych państw na świecie, zmaga się z najgorszą od 20 lat suszą. Pora deszczowa jest ostatnio mało deszczowa. Poziom wody w jeziorach jest niższy niż zwykle. Dlatego napełnianie środkowej części kanału słodkimi wodami trwa dłużej. Jednocześnie przed transatlantyckim skrótem ustawiają się długie kolejki jednostek handlowych.
Ostatnio korek był tak wielki, że jeszcze w sierpniu statki stały w nim trzy razy dłużej niż zazwyczaj, czyli 21 dni. Władze kanału wprowadziły ograniczenia wielkości i wyporności statków oraz zredukowały dobowy ruch. Jednostki handlowe - korzystające z tej drogi - muszą być teraz lżejsze, żeby nie osiąść na mieliźnie. Mogą wieźć tylko trzy czwarte tego, co wcześniej. Bywa więc, że część ładunku muszą zostawić w porcie przed wejściem do kanału. Nadwyżkowy towar jedzie pociągiem wzdłuż drogi wodnej i jest ładowany z powrotem na statek po drugiej stronie. To kosztuje pieniądze i zajmuje czas.
Co z tymi prezentami?
I choć korek udało się rozładować, to logistykom na całym świecie ścierpła skóra. Zwłaszcza, że zbliża się czas największego ruchu - w handlu detalicznym trwają już przedświąteczne dostawy.
Menadżerowie transportu wciąż mają w pamięci, czym skończyło się zakorkowanie Kanału Sueskiego czy przestoje w chińskich portach z powodu pandemii. I nie było to tylko rozczarowanie brakiem świątecznych prezentów.
Z powodu problemów w transporcie morskim w górę poszły ceny frachtu - tak bardzo, że wpłynęły na ceny niemal wszystkich towarów na świecie: od chińskich podkoszulków po luksusowe samochody. Najwięksi pechowcy musieli w ogóle przerwać produkcję, bo brakowało istotnych elementów, jak na przykład łańcuchów do rowerów. Towarem na wagę złota stały się pospolite kontenery. Na jednym końcu świata statki czekały na redzie na ich rozładunek, na drugim nie było do czego zapakować towaru. Czy ten dramatyczny scenariusz ma szansę się powtórzyć?
Podobno nie. Ale problem jest poważny. Administracja Kanału Panamskiego zapowiada, że jeśli sytuacja się nie zmieni, ograniczenia w ruchu zostaną utrzymane do wiosny przyszłego roku. W przeciwnym razie w Panamie zabraknie wody w kranach. Jednocześnie trwa poszukiwanie rozwiązań awaryjnych. Jednym z pomysłów jest na przykład przekop do kolejnego jeziora i zmiana biegu rzek.
Już teraz Panama doświadcza najbardziej suchego lata w 140-letniej historii pomiarów, a prognozy na najbliższą przyszłość są raczej marne. Na świecie panuje zjawisko pogodowe znane jako El Niño, które dla Ameryki Środkowej oznacza jeszcze mniej deszczu, a dla Europejczyków - być może - mniej prezentów na święta.
SŁUCHAJ TAKŻE: