Świat opanowała nowa epidemia. Wywołał ją wirus wysokiej inflacji i kryzysu kosztów życia
Mamy wojnę, która toczy się w sklepach w zasadzie wszystkich sieci i branż. Od spożywczych marketów z produktami za grosze, po luksusowe butiki z markowymi artykułami za tysiące. W tej wojnie wszystkie chwyty są dozwolone, a handlowcy sięgają po najnowocześniejsze technologie i szkolą armię ludzi. I jednocześnie ostrzegają przed przewagą drugiej strony oraz przed stratami wynikającymi z systematycznie przegrywanych bitew. Handel walczy ze sklepowymi złodziejami, ta walka jeszcze nigdy nie była tak zacięta. Handlowcy już wiedzą, że ten rok, jeśli chodzi o sklepowe kradzieże, będzie najgorszy w historii. I dlatego policjanci mają w sklepach darmową kawę.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Cofnijmy się o kilka miesięcy. Wszystko zaczęło się dość niewinnie, bo od masła lub sera. To właśnie wtedy zaskoczeni klienci, na przykład kupujący kostkę paczkowanego sera żółtego, musieli ją "odbezpieczyć". Niektóre sklepy, by walczyć z plagą kradzieży, zaczęły bowiem umieszczać w uzbrojonych alarmami pojemnikach nie tylko elektronikę czy akcesoria komputerowe, lecz także pakowane sery czy wędliny. Najdroższe alkohole były uzbrojone podwójnie, raz w sprężynkę z magnesem, dwa w magnetyczną wlepkę, a te z najwyższej półki w plastikowe pudełko. Zabezpieczeń robiło się tak dużo, że na odbezpieczanie produktów w kasie czekało się z lękiem: co tym razem pójdzie nie tak. Ale to była tylko rozgrzewka. Bo wraz z rosnącymi cenami pomimo mnożących się zabezpieczeń rosła liczba kradzieży. Jeszcze szybciej rosła ich wartość.
W sierpniu polska policja zebrała dane: w porównaniu z poprzednim rokiem liczba przestępstw związanych z kradzieżami w sklepach wzrosła aż o 40 proc., o 22 proc. wzrosła z kolei liczba wykroczeń. W sumie w policyjnych statystykach znalazło się 24 tysiące tego typu zdarzeń. Teraz jedna ważna informacja: szacuje się, że na gorącym uczynku w sklepach zatrzymuje się... co dziesiątego złodzieja. A to znaczy, że w ciągu sześciu miesięcy polskie sklepy okradziono prawie ćwierć miliona razy. A może i więcej. Handlowcy oceniają, że najczęściej były to tak zwane bieda-kradzieże. Ceny bowiem wzrosły tak bardzo, że wielu konsumentów przestało stać na to, co wcześniej było dla nich codziennym produktem. Dlatego w Żabce alarmy założono nawet na... parówki.
Epidemia kradzieży
Ale to wszystko hetka-pętelka. Są kraje w Europie, gdzie kradzieże sklepowe osiągnęły rozmiary epidemii, a ich skala waży na wartości całych firm i branż. W Wielkiej Brytanii najgorzej mają się największe marki odzieżowe. Według danych Brytyjskiego Towarzystwa Sprzedaży Detalicznej ze sklepowych półek znikają apokaliptyczne ilości towaru. Jeszcze nigdy nie było tak źle.
Brytyjscy handlowcy tę niewyobrażalną skalę zjawiska tłumaczą ubożeniem społeczeństwa. Kryzys kosztów życia jest tak głęboki, że Brytyjczycy w desperacji posuwają się naprawdę daleko. Na dodatek sklepy - w tym sieci odzieżowe - coraz częściej wprowadzają kasy samoobsługowe, by ograniczyć personel. Cięcia dotyczą także ochrony. I dlatego większość kradzieży sprzedawcy odkrywają dopiero podczas remanentów. Firmy handlowe raportują tak wielkie straty, że w ostatnim czasie giełdowy kurs brytyjskiego Nordstrom spadł z tego powodu aż o 10 procent.
Detaliści zbroją się więc od jakiegoś czasu jak na wojnę. Jedna z sieci ubiera personel w uniformy wyposażone w kamery osobiste. Inna oferuje policjantom darmową kawę. Byle tylko patrole wpadały jak najczęściej i płoszyły przy okazji potencjalnych złodziei. Jest tylko jeden warunek: policjanci muszą przychodzić z własnymi kubkami. Inną metodą jest tzw. bombardowanie troską. Jak to działa? To taktyka polegająca na dręczeniu klienta pytaniami o ewentualne wsparcie w zakupach. Celem takiego bombardowania są osoby typowane wcześniej jako "podejrzane". Bombardowanie podobno jest skuteczne, szczególnie prowadzone przy kasach samoobsługowych.
Było o metodach miękkich, teraz o twardych. W Nowym Jorku policję wspiera system kamer przemysłowych oraz sztuczna inteligencja. Analizuje nagrania wideo pod kątem potencjalnie podejrzanych zachowań klientów, na podstawie ogromnej ilości danych profiluje sklepowych złodziei.
Największy na świecie sprzedawca odzieży, właściciel takich marek jak Zara czy Bershka, pracuje nad nowym systemem zabezpieczeń. Nowa technologia nazywa się RFID i ma być prawdziwym przełomem. Namagnetyzowane czipy nie będą umieszczane na odzieży, ale w tkaninie, z której jest uszyta. Rzekomo nie można ich usunąć bez wycięcia dziury. Inditex ma nadzieje, że w ten sposób ograniczy kradzieży sklepowe o ponad połowę, podobno już od tej jesieni. Specjaliści wątpią w sukces. Operacja wymiany zabezpieczeń wciąż się przesuwa, bo... niewykrywalne czipy zostały od razu zlokalizowane podczas pilotażu w hiszpańskich sklepach. I masowo usuwane.