,
Obserwuj
Gospodarka

Za chwilę śniadanie może być warte fortunę. Wszystko przez jedną rzecz

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
22.02.2024 09:28
Brytyjska prasa podniosła ostatnio lament, że na półkach sklepowych może zabraknąć herbaty. Braki herbaty, to dla Brytyjczyków hiobowa wieść. Miałoby jej zabraknąć przez jemeńskich piratów, ale na szczęście alarm okazał się zdecydowanie przedwczesny, bo herbaty nie tylko nie zabraknie, ale też będzie tańsza. W przeciwieństwie do kawy i kakao, które biją rekordy cenowe. Poranna filiżanka espresso wkrótce może więc być na wagę złota.
|
|
fot. Chait Goli / Pexels.com

W tym artykule będą wieści dobre i złe. Bo powiemy o tym, co taniej a co drożej. Przynajmniej, gdy chodzi o stałe pozycje w repertuarze śniadaniowym. Bo z tych samych powodów, dla których jedne artykuły w nieskończoność drożeją, inne od jakiegoś czasu tanieją. Zatem kawa czy herbata?

Herbaciany koniec świata?

Zaczniemy od herbaty. Bo to właśnie ona trafiła ostatnio na czołówki światowych mediów. A najmocniej na czołówki mediów brytyjskich. Prasa szykowała Brytyjczyków na koniec świata. Otóż w krainie herbaty miało jej... zabraknąć. Sprawcami tego niewyobrażalnego braku mieli być jemeńscy piraci.

Tu dygresja i wyjaśnienie skąd w tej historii biorą się piraci. I co mają wspólnego z herbatą. Wspólnym mianownikiem jest Kanał Sueski. Najwięksi światowi producenci herbaty to: Indie, Chiny, Cejlon i kraje afrykański położone na wschodzie kontynentu. Którzy swoją produkcję eksportują głównie do Europy. Przeważnie robią to drogą morską, przez Ocean Indyjski przez Cieśninę Bab-al-Mandab, potem Kanał Sueski i Morze Śródziemne do portów w Europie także tych na północy oraz na Wyspach Brytyjskich. Droga morska przez Suez jest najkrótsza, a więc najszybsza i najtańsza. A właściwie była. Bo od listopada skorzystanie z niej, to gra w rosyjską ruletkę. Jemeńscy piraci, popierani przez Iran napadają na zachodnie statki handlowe. Głównie statki kontenerowe. Pomimo patrolowania okolicznych wód przez amerykańską marynarkę wojenną, droga na skróty na Zachód z Azji do Europy, stała się tak niebezpieczna, że ruch handlowy przez Kanał sueski właściwie zamarł. Większość światowych spedytorów decyduje się płynąć dookoła Afryki. A to kosztuje czas i pieniądze. A w niektórych przypadkach także część towaru, na przykład świeże owoce.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Wszystko to dla europejskich odbiorców stało się nie lada problemem. Nie chodzi bowiem tylko o terminy, ale też o koszt takie pływania objazdem. Trzeba zmienić plany dostaw, dostosować je do nowych okoliczności. Zgodnie z nowym harmonogramem pływają już meble dla Ikei, czy podzespoły dla motoryzacji od azjatyckich producentów. Bez nich stanąć musiały na jakiś czas fabryki w Europie, a na półkach europejskich sklepów zabrakło niektórych towarów. I tu dochodzimy do głównej bohaterki, czyli herbaty.

Dobre wiadomości dla fanów herbaty

Pierwsza wszczęła alarm jedna z brytyjskich sieci handlowych. Która postanowiła ostrzec klientów przed czasowymi brakami niektórych gatunków. No i się zaczęło. Rozgorzała ogólnobrytyjska filozoficzna dyskusja na temat życia bez herbaty. Zanim się rozkręciła na dobre, najwięksi światowi producenci zdementowali stanowczo możliwość niedostarczania towaru na półki. Nie przeszkodziło to Brytyjczykom rozpaczać nad najgorszymi scenariuszami. Z których żaden zapewne się nie wydarzy.

Importerzy herbaty przekierowali statki z dostawami na trasę wokół Przylądka Dobrej Nadziei, którą herbata pływała do Londynu, zanim Brytyjscy inżynierowie przekopali się przez Suez. Więc nie dość, że nie będzie braków, to jeszcze na dodatek będzie... taniej. Bo herbata jest jednym z tych towarów rolnych, który cena od niemal roku systematycznie spada.

Od chwili, gdy była historycznie droga, około półtora roku temu jest teraz tańsza aż o 40 procent. Jej cena systematycznie spada, a plantatorzy we wschodniej Afryce zaczęli likwidować część plantacji, bo produkcja przestała się opłacać. Jesienią w Ugandzie na rynku towarowym za kilogram herbaty płacono 200 szylingów w porównaniu do ponad 500 dwa lata wcześniej. Podrożała ludzka praca (a herbatę zbiera się ręcznie), droższa jest chemia do ochrony roślin. A cena herbacianych liści na świecie mocno spada, także z powodu spadku zapotrzebowania. Mniej kupuje jeden z największych importerów na świecie, czyli Iran. Miłośnicy herbaty mogą więc odetchnąć z ulgą. W przeciwieństwie do kawoszy.

Kawa na wagę złota

Sytuacja na froncie kawowym nie wygląda dobrze. Powody są dwa. Pierwszy leży na Bliskim Wschodzie. Podobnie jak herbata kawę dostarcza się do Europy drogą morską. Konkretnie z Azji i wschodniej części Afryki. Najkrótsza droga wiedzie przez Kanał Sueski. Domyślacie się zatem, co jest nie tak z kawą.

Wożenie jej objazdem wokół przylądka Dobrej Nadziei to dodatkowy koszt. A i tak ziarna są rekordowo drogie z powodu pogody. Kawie, szczególnie odmianie robusta, szkodzi pogoda. Ten rok ma być kolejnym rokiem ze zjawiskiem El Niño. Ma być podobnie jak rok wcześniej, tylko gorzej. Czyli sucho tam, gdzie zazwyczaj jest mokro i mokro tam, gdzie zazwyczaj jest sucho. Plus ekstremalnie gorąco. To jeden z powodów.

Inny to wycinanie kawowców w Wietnamie, gdzie rolnicy przestawiają się na bardziej dochodowe plantacje durianów. Ten ekstremalnie śmierdzący owoc stał się przebojem w Chinach. Jednocześnie błogosławieństwem dla wietnamskich farmerów i przekleństwem dla europejskich kawoszy. Jednym słowem - jest drogo, będzie drożej. Zwłaszcza w domu z kubkiem rozpuszczalnej, lub w kawiarni przy porannym espresso.

Coraz droższe kakao

Na koniec kakao. Tu sytuacja jest dramatyczna. Ceny ziarna tylko od początku roku wzrosły o 40 procent. Kakao podrożało zaraz po tym, gdy najwięksi producenci z zachodniej Afryki ogłosili, że zbiorą mniej niż im się wydawało. Uprawom zaszkodziła pogoda. Z powodu El Niño w zachodniej Afryce jest bardziej gorąco niż zwykle. Dodatkowo krzewy kakaowca zaczęły chorować, bo masowo dotknęła je odgrzybicza zaraza.

Jakby tego było mało, na rynku pojawili się kakaowi spekulanci. Uznali inwestowanie w kontrakty na kakao za wyjątkowo zyskowny i dodatkowo podbili ceny. Pogrążając w kryzysie producentów czekolad. A miłośników kakao w stanie głębokiej rozpaczy. I tutaj ceny jeszcze wzrosną, aż w końcu konsumentom zabraknie pary i przestaną kupować. Bo będzie za drogo. Wtedy sprzedaż zacznie spadać. Tak jak spada sprzedaż piwa. Na przykład w piwnym mateczniku, czyli w Niemczech. Ale to już zupełnie inna historia i obiecujemy wkrótce ją opowiedzieć.