Za ile i czym polecimy na wakacje? Na pewno odczujemy turbulencje
Przed nami potężne kłopoty gigantów rynku lotniczego, które mogą wpłynąć na nasze plany wyjazdowe. Wkrótce wiosna, później wyjazdy wakacyjne, a tymczasem pojawia się problem, czy będziemy mieli czym polecieć na urlop. Obok coraz głośniejszych kłopotów Boeinga i opóźniających się dostaw samolotów, kłopoty są też z silnikami w maszynach europejskiego Airbusa, a właśnie tych dwóch typów samolotów używają choćby dwaj najwięksi niskokosztowi przewoźnicy na polskim niebie.
Amerykański Boeing ma ostatnio fatalną passę związaną z jego samolotami 737 MAX. Ta maszyna była nadzieją światowych linii lotniczych. Miała być nowoczesną wersją najpopularniejszego na świecie samolotu pasażerskiego. To, z czym przewoźnicy wiązali największe nadzieje, to oszczędności na paliwie, które miały wynikać z lżejszej konstrukcji, nowych silników i kilku zmian w budowie samolotu. Zmiany mieli odczuć też pasażerowie, bo kabina miała być wygodniejsza.
Wszystko zapowiadało się dobrze, niestety samolot okazał się spektakularną klapą. Kosztowało to życie blisko 350 osób, które zginęły w dwóch katastrofach MAX-ów w 2018 i 2019 roku. Przeprowadzone śledztwo wykazało, że już na etapie projektowania pracownicy Boeinga i piloci testowi mieli bardzo długą listę zastrzeżeń. W wewnętrznej korespondencji między pracownikami firmy jeden z nich określa Boeinga 737 MAX jako "samolot zaprojektowany przez klaunów, których nadzorują małpy".
Początek tego roku przyniósł kolejny cios: w samolocie Alaska Airlines podczas wznoszenia z kadłuba wyrwane zostało okno, pod którym zamaskowane były nieaktywne drzwi awaryjne. A ostatnie tygodnie, to już prawdziwa czarna seria: samoloty amerykańskiego Boeinga wypadały z pasa startowego, traciły opony i fragmenty poszycia kadłuba. Trwają dochodzenia dotyczące standardów bezpieczeństwa i jakości w procesie produkcji maszyn. Produkcji, która praktycznie stanęła w miejscu.
Kłopoty Boeinga. Będzie czym latać na wakacje?
Dochodzimy do obaw, jakie zgłaszają prezesi światowych linii lotniczych. U progu sezonu wiosenno-letnich podróży, latamy jak szaleni, a przewoźnicy widzą w tym świetny interes. Ale żeby otwierać nowe trasy i sprzedawać więcej biletów, trzeba mieć nowe samoloty. I tu jest problem. Prezesi dużych amerykańskich przewoźników: Delta, United, Southwest już wiedzą, że nie dostaną zamówionych samolotów na czas i opracowują plany B. A wspólnym mianownikiem tych planów jest cięcie siatki połączeń. Także europejski Ryanair, jeden z większych użytkowników samolotów Boeinga już wie, że nie będzie mógł rozwijać się tak, jak zamierzał.
Problem mają jednak nie tylko linie latające Boeingami. Także drugi ważny gracz na europejskim i polskim niebie, a więc użytkujący konkurencyjne wobec Boeinga samoloty europejskiego Airbusa. Wizzair, boryka się z problemami z silnikami montowanymi w jego maszynach. Te problemy zmusiły przewoźnika do uziemienia ponad 40 samolotów i skierowania ich na przeglądy. Efekt? Pocięta siatka połączeń, także z polskich lotnisk, bo Wizzair odwołuje dziesiątki lotów, ku rozczarowaniu pasażerów. Doszło do tego, że obaj zażarci rywale, czyli Wizzair i Ryanair zaczęli wzajemnie "ratować" pasażerów konkurencji, którym skasowano loty, choć to "ratowanie", to przede wszystkim zabieg marketingowy.
Miesiąc w miesiąc przez trzy lata. Tak służbowym samolotem podróżował na Wawel Morawiecki
Wakacje coraz bliżej. Bilety będą droższe?
Mniej połączeń, to jedno, ale drugie, o ceny. Bo skoro światowe linie przewożą mniej pasażerów, to gdzieś muszą sobie te straty odbić. I odbijają sobie w cenach biletów.
W Stanach Zjednoczonych ceny biletów w lutym były średnio o 6 proc. wyższe niż rok temu. Tym samym przeciętna cena biletu wrosła z 570 do ponad 600 dolarów. Przed podwyżkami ostrzega też Ryanair. Szef firmy mówi, że w rezultacie opóźnień w dostawach nowych samolotów i otwierania nowych tras, bilety mogą zdrożeć o 10 proc., choć ma to być mniej niż ubiegłoroczna, 17-procentowa skala wzrostów.
Ogółem, jak wynika z danych Unii Europejskiej, w ubiegłym roku bilety w Europie były nawet o jedną trzecią droższe, niż przed pandemią. To wszystko nie powstrzymuje nas jednak od latania. EasyJet, czyli druga największa tania linia lotnicza w Europie - obrazowo podaje, że w szczytach rezerwacji, zapełnia dwa 180-miejscowe samoloty co minutę. I to mimo droższych biletów. A zatem w tym sezonie będzie drożej, będzie mniej połączeń, ale i tak samoloty będą latały pełne. Pasażerów nie powstrzymają turbulencje branży lotniczej.
Zetki wykanczają kolejną branżę. Miliony krzewów poszły z dymem