,
Obserwuj
Gospodarka

Wiemy, dlaczego masło jest takie drogie. To ich wina

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
06.10.2024 17:46
Chiny zalewa mleczna powódź, ale Zachód ma z mlekiem problem. Z tego powodu znów zaczęło drożeć masło. Niewykluczone, że jego cena znów poszybuje w kierunku rekordów.
|
|
fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl

Najludniejszy kraj na świecie przeżywa mleczną katastrofę. Produkuje gigantyczne ilości mleka. W tej produkcji przegonił nawet swój własny długofalowy plan zapewniania krajowi bezpieczeństwa żywnościowego. I już w tym roku Chiny wyprodukują rekordową ilość mleka zaplanowaną na rok przyszły. By ten plan wypełnić, chiński rząd zarządził sprowadzenie do kraju tysięcy krów rasy holsztyńskiej i zorganizowanie giga farm mlecznych. Chiny miały się uniezależnić od zewnętrznych dostawców. Przy okazji postanowiono, że Chińczycy powinni przeprosić się z nabiałem. Bo aż 80 procent spożycia to surowe mleko, a nie jego przetwory. Obywatele Chin nie mają zwyczaju jeść serów żółtych ani białych, a najważniejsza część produkcji, oprócz mleka w butelkach, to mleko w proszku, sprzedawane w części jako produkt dla niemowląt. I tu pojawia się problem, a właściwie dwa.

Chińczycy przestrzelili

Do realizacji mlecznego planu Chińczycy zabrali się z takim zapałem, że teraz nie ma kto tego mleka pić. Chiny mają najniższy w historii współczynnik dzietności. Polityka jednego dziecka skończyła się kilka lat temu zarządzeniem, że najbardziej wskazany model rodziny to 2 plus 3. Rzecz w tym, że na taki model decyduje się coraz mniejsza liczba par. Mało tego, coraz więcej związków podejmuje decyzję, że dzieci nie będzie mieć w ogóle. Dlaczego? Bo po pierwsze - w tym ultratradycyjnym do niedawna państwie młodzi ludzie zmieniają nastawienie do życia. I po drugie - Chiny są w ścisłej czołówce państw z najwyższymi kosztami wychowania dziecka w relacji do statystycznego dochodu rodziny. Z obu powodów w Chinach w ubiegłym roku przybyło rekordowo mało Chińczyków, a ludność tego kraju spadła po raz pierwszy we współczesnej historii. Sprzedaż mleka w proszku dla niemowląt spadła o blisko 10 procent. Nie udało się też przekonać obywateli komunistycznego kraju do jedzenia serów, picia jogurtów czy używania w kuchni masła i śmietany. A skoro tak, to może mleko sproszkować i sprzedać za granicę. Albo - w alternatywie - zjeść krowy? Niekoniecznie. 

Reputacja Chin

Chińskie mleko jest w produkcji dwa razy droższe niż produkowane na przykład w niedalekiej Nowej Zelandii, będącej zresztą w tej dziedzinie światowym potentatem. Sprawa jest prosta - nowozelandzkie krowy jedzą trawę na łące, trawa rośnie sama i nic - w zasadzie - nie kosztuje. Chińskie krowy jedzą paszę, którą trzeba wyprodukować. To przeszkoda numer jeden. A przeszkoda numer dwa to fatalna reputacja Chin na świecie, gdy chodzi o mleko w proszku.

W 2008 roku światem wstrząsnął skandal związany z fałszowaniem składu mleka w proszku dla dzieci. Mleko zawierało szkodliwy dodatek, dzięki któremu spełniało wymogi odżywcze, ale doprowadziło sześcioro niemowląt do śmierci. Ponad 50 tysięcy dzieci trafiło do szpitali. Chińskie mleko w proszku musiało pożegnać się z międzynarodowym rynkiem. I to nie zmieniło się do dzisiaj. I dlatego chińska górka mleka w proszku nie ma znaczenia dla globalnego rynku. Bo nie da się go masowo eksportować. Na świecie mleko więc drożeje, w Chinach wręcz przeciwnie. Tyle, że nikt tego mleka nie potrzebuje. Z Chińczykami na czele.

Europejska zagadka drożejącego masła

Ceny masła rosną nie tylko w Polsce, ale też w słynącej z masła Irlandii. Na tamtejszej giełdzie towarowej drożeje piąty tydzień z rzędu. Rekordowo droga jest śmietana, a to od jej ceny zależy, ile kosztuje masło. Analitycy spodziewają się, że do końca roku jedno i drugie, jako towar rolny, będzie rekordowo drogie. Z tymi rekordami mierzą się już niemieccy konsumenci. Bo tam cena detaliczna masła na sklepowych półkach już znalazła się na historycznym poziomie. Kostka masła w dyskoncie kosztuje tam 2 euro 10 centów. Czyli prawie 9 złotych. Rok temu było to euro i 40 centów, czyli niecałe 6 złotych. Wzrost w ciągu 12 miesięcy? Szokujące 60 procent. A to nie koniec.

Europejscy analitycy rynków towarowych powołują się na tempo wzrostu z ostatnich miesięcy. Na niemieckiej giełdzie towarów rolnych, w porównaniu z wrześniem ubiegłego roku, masło podrożało o prawie 100 procent. Dlaczego? Ceny rosną, bo na największym europejskim rynku konsumenckim brakuje mleka. Wiele gospodarstw, zwłaszcza w Niemczech wschodnich, zrezygnowało z hodowli krów mlecznych. Energia w Niemczech stała się tak droga, że farmerom produkcja mleka przestała się opłacać. Dodatkowo, brakuje rąk do pracy. Sami Niemcy nie chcą pracować w rolnictwie, a rządowi nie udało się rozwiązać problemu z wykorzystaniem polityki migracyjnej. Brakuje chętnych do stawiania się w oborach od czwartej nad ranem. Z obu powodów na rynku utrzymują się więc tylko największe gospodarstwa, które stać na automatyzację, w tym na nowoczesne, bezobsługowe dojarnie. Producenci cieszą się z rosnących cen, a klienci płacą i płaczą. I myślą nad tańszymi zamiennikami. Co już cieszy producentów margaryny. Ale to już zupełnie inna historia.