advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Gospodarka

"Płacimy za etaty, które nie są potrzebne". Tyle codziennie kosztuje nas utrzymanie górnictwa

4 min. czytania
04.12.2024 08:51
- Do roku 2030 polskie górnictwo węgla kamiennego - z pominięciem węgla koksowego - powinno w zasadzie przestać istnieć. Może poza dwoma kopalniami, które jeszcze rokują - mówi w TOK FM Jakub Wiech z portalu Energetyka24. Jak dodaje, nie opłaca się już w ogóle wydobywać polskiego węgla.
|
|
fot. / PIOTR DZIURMAN/REPORTER

4 grudnia przypada Barbórka, jedno z największych górniczych świąt. Jak ocenił w TOK FM Jakub Wiech, powodów do świętowania jednak nie ma, bo Polska jest w 'fatalnym' momencie transformacji. - Z jednej strony mamy ogromne potrzeby inwestycyjne w energetyce, polegające np. na konieczności budowy nowych mocy wytwórczych czy na pociągnięciu nowych sieci dystrybucyjnych i przesyłowych. A z drugiej strony - cały czas ogromne pieniądze co roku ładujemy właśnie w górnictwo węgla kamiennego, czyli bardzo specyficzną gałąź przemysłu wydobywczego, której de facto już nie potrzebujemy - mówił redaktor naczelny portalu Energetyka24.

Jak od razu dodał, na górnictwo węgla kamiennego dziennie - z publicznych pieniędzy - przeznaczamy 19 mln zł. Przy czym, jak zastrzegł, to się nie zwraca. - Wydobywamy węgiel po koszcie średnim około 820 zł, co oznacza, że na każdej tonie sprzedanego węgla górnictwo notuje stratę 300 zł. A w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku całkowita strata górnictwa netto sięgnęła 9 mld zł, a czego strata sprzedażowa 4 mld zł - przywołał konkretne dane w rozmowie z Wojciechem Muzalem.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Polska jak Wielka Brytania w 1999 roku

W ocenie gościa TOK FM rozwiązaniem w tej sytuacji może być przejście na import. Tak jak zrobiły to inne kraje Unii Europejskiej, jak np. Niemcy. - One cały czas mają własne elektrownie na węglu kamiennym, ale nie mają już kopalń węgla kamiennego - mówił.

Przypomniał, że Niemcy jeszcze w roku 2007 podjęły decyzję, by wygasić całe górnictwo węglowe - 'z tego właśnie względu, że trzeba było do niego notorycznie dopłacać'. - Tak samo zrobiły zresztą inne państwa, np. Francja, więc da się funkcjonować na energetyce opartej na węglu kamiennym przy jednoczesnym braku kopalń tego surowca - dopowiedział redaktor naczelny Energetyka24.

Zwrócił przy tym uwagę, że choć w polskim górnictwie ograniczono wydobycie, to jednak głównym problemem pozostał przerost zatrudnienia. - Płacimy za etaty, które nie są potrzebne. A żeby było śmieszniej, w roku 2023 zatrudnienie w górnictwie węgla kamiennego wzrosło, a efektywność i wydobycie znacząco zmalały - podkreślił.

Teraz w branży pracuje ok. 72 tys. osób, podczas gdy Polska wydobywa ok. 35 mln ton węgla energetycznego (to ten używany w elektrowniach). To, jak zastrzegł gość TOK FM, wynik, który Brytyjczycy osiągali w 1999 roku przy zatrudnieniu ok. 10 tys. osób. - Jeszcze porównajmy to z jednym krajem: Stanami Zjednoczonymi. Tam wydobycie węgla kamiennego sięga rocznie około 580 mln ton, czyli ponad 10 razy więcej niż w Polsce. Za to górnictwo amerykańskie zatrudnia 45 tys. osób, więc prawie dwa razy mniej ludzi niż górnictwo polskie - dodał.

Poruszenie wśród górników. Apelują o uchylenie drobnych przewinień, by mogli odebrać 'czternastki'

'Przeciąć sztuczną kroplówkę dla górnictwa'

- Skoro kopalnie nam są zbędne, to jak powinniśmy to rozegrać? - chciał wiedzieć prowadzący.

- Do roku 2030 polskie górnictwo węgla kamiennego - w energetycznej części, czyli z pominięciem węgla koksowego - powinno w zasadzie przestać istnieć. Może poza dwoma kopalniami, które jeszcze rokują, czyli przede wszystkim 'Bogdanką' - odpowiedział Jakub Wiech.

Jak wskazał, środki, które idą na ten cel, powinny zostać uwolnione. Tym bardziej, że do roku 2030 chcemy przeznaczyć na górnictwo kolejne 80 mld zł, ale nie na inwestycje i usprawnienie wydobycia, ale na przetrwanie tego sektora.

Bezrobocie górników? 'To nie będzie problem'

- Sprawiedliwa transformacja, o której mówimy, ma szansę zaistnieć też z tego względu, że górnicy to są wykształceni ludzie, profesjonaliści. To są spawacze, monterzy, technicy. Takich zawodów bardzo potrzebujemy na rynku. I proszę mi wierzyć, że ich zagospodarowanie na rynku w Polsce, kiedy bezrobocie jest najniższe w historii, nie będzie żadnym problemem - podkreślił.

Zaskakujący transfer. Górnicy zapisali się do Zielonych

Do tego, jak mówił, potrzeba teraz już tylko decyzji politycznej. - Chodzi o to, by przeciąć sztuczną kroplówkę dla górnictwa, która płynie nieprzerwanie od 30 lat - zaznaczył.

Na uwagę, że ilekroć ktoś podniósł rękę na górników, to tego szybko żałował, odpowiedział krótko. - Był jeden wyjątek. Janusz Steinhoff w rządzie Jerzego Buzka doprowadził do zamknięcia 20 kopalń i redukcji zatrudnienia w górnictwie o 92 tys. osób. Nie spowodowało to wzrostu bezrobocia na Śląsku. A przez czasy jego rządów górnictwo wyszło z poziomu 20 zł strat na tonie do poziomu 6 zł zysku na tonie - skwitował w TOK FM.