Czy sprawdziłby się dziś "burmistrz powietrzny"? O tym, jak dawniej radzono sobie w czasie epidemii

- Tak jak obecnie w Rosji mamy ministerstwo do spraw nadzwyczajnych, tak w dawnej Polsce istniała funkcja burmistrza powietrznego, który sprawował władzę w mieście na czas zarazy - o tym, jak radzono sobie z epidemiami w przeszłości, mówił w TOK FM mediewista prof. Jerzy Pysiak.
Zobacz wideo

Podczas gdy mierzymy się z epidemią koronawirusa, prof. Jerzy Pysiak opowiadał w TOK FM, w jaki sposób z epidemiami na o wiele większą skalę radzili sobie nasi przodkowie. Jak mówił, wiele procedur wynikała z obserwacji i działania metodą prób i błędów, bo wiedza medyczna i mikrobiologiczna była o wiele mniejsza niż dziś.

- Trudno powiedzieć, jak nasi przodkowie wpadli na pomysł, że chorych należy izolować, skoro nie wiedzieli o rozprzestrzenianiu się chorób np. drogą kropelkową. Zapewne dlatego, że widzieli, że przebywanie w pobliżu osób chorych grozi zarażeniem - mówił historyk.

Gość TOK FM opowiadał, że sposoby radzenia sobie z chorobami były dawniej bardzo brutalne.  Wiemy np., że poza murami miasta budowano specjalne szopy, w których gromadzono zarażonych i chorych, a jeśli w domu w czasie zarazy  zachorowała jedna osoba, to reszta rodziny ten dom często po prostu opuszczała. Jak mówił prof. Pysiak, jeśli miasto dotknęła zaraza, władze miejskie wydawały zakaz wychodzenia przez osoby chore z domów  i odwiedzania ich.

Burmistrz powietrzny

Historyk opowiadał też o instytucji burmistrza powietrznego, którego miasta często powoływały na czas zarazy. - To był urzędnik do spraw specjalnych. Tak jak obecnie w Rosji mamy ministerstwo do spraw nadzwyczajnych, tak w dawnej Polsce istniała funkcja burmistrza powietrznego - mówił badacz. Jak wyjaśniał, zwykle był to jeden z obywateli miasta, aptekarz albo medyk, w którego ręce składano sprawowanie władzy na okres "powietrza", czyli zarazy. Tymczasowe władze miejskie ulegały wówczas zawieszeniu, a jemu przydzielano specjalnych "powietrznych rajców".

Jak wyjaśniał gość TOK FM, strażnicy będący pod władzą powietrznego burmistrza pilnowali domów osób chorych, żeby nikt do nich nie wchodził i z nich nie wychodził. Dbali o usuwanie z ulic ciał zmarłych, nadzorowali handel, żeby w obrocie nie pojawiały się przedmioty skradzione z opuszczonych domów. - Wiele ludzi, głównie bogatych, czyli dwór, magnaci i bogaci mieszczanie wyjeżdżali z miasta, kiedy nadciągała zaraza  - wyjaśniał historyk.

W rozmowie z Rochem Kowalskim prof. Pysiak opowiadał, że taki burmistrz powietrzny nadzorował również grzebanie osób zmarłych. - Trzeba było dbać o to, żeby rowy, w których grzebano zmarłych, były wystarczająco głębokie. Chodziło o to, by bezpańskie psy nie rozkopały takiej mogiły i nie wyciągnęły tych ciał - tłumaczył. Jak dodał, najbardziej znanymi burmistrzami powietrznymi, działającymi w XVII wieku w Warszawie, byli warszawski aptekarz Łukasz Drewno, który swoją funkcję sprawował w latach 1624 - 1626 w czasie jednej z największych i najdłużej trwających zaraz w Warszawie, oraz Juliusz Ginter działający w latach 1656-1658.

Jak podkreślił prof. Jerzy Pysiak, na szczególną uwagę zasługuje fakt, że ludzie w dawnych czasach stosowali wiele procedur bez głębokiej wiedzy medycznej. - Metodą prób i błędów doszli do tego, że założenie ubrania osoby zmarłej z powodu zarazy spowoduje zarażenie - mówił historyk.

Polub TOK FM na Facebooku

DOSTĘP PREMIUM