Koniec z kwarantanną? Prof. Flisiak: Nie spełnia u nas swego zadania

Prof. Robert Flisiak uważa, że nie ma sensu utrzymywać - w obecnej formie - przepisów dotyczących kwarantanny. - Gdyby dochodzenie epidemiczne udało się przeprowadzić w przypadku każdego zakażenia to przecież na kwarantannę musiałoby trafić kilkakrotnie więcej osób niż obecnie. Oczywiście przy obecnych możliwościach Sanepidu jest to nierealne - mówi w rozmowie z PAP.
Zobacz wideo

Zdaniem prezesa Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych prof. Roberta Flisiaka, obecnie "zbędne jest utrzymywanie u nas kwarantanny". Jak argumentował w rozmowie z PAP, "kwarantanna u nas nie spełnia swego zadania".

- Zwróćmy jednak uwagę na to, ile osób proporcjonalnie jest na kwarantannie, a ile na izolacji: jeden do jednego. Oznaczałoby to, że jedna osoba zakażona miała kontakt z zaledwie jedną inną osobą, którą trzeba wysłać na kwarantannę. A nawet mniej, bo przecież kwarantanną objęte są także osoby przyjeżdżające z innych regionów świata, a także skierowane na badanie. (...) To fikcyjne panowanie nad epidemią. Gdyby dochodzenie epidemiczne udało się przeprowadzić w przypadku każdego zakażenia, to przecież na kwarantannę musiałoby trafić kilkakrotnie więcej osób niż obecnie. Oczywiście przy obecnych możliwościach Sanepidu jest to nierealne. Poza tym przy kilku milionach osób odsuniętych od pracy nastąpiłaby katastrofa gospodarcza. Wygląda na to, że większość zakażonych deklaruje, że z nikim nie miała kontaktu przez ostatnie dni, a na kwarantannę trafiają co najwyżej osoby zamieszkujące razem z osobą zakażoną - wyjaśnił ekspert.

Prof. Flisiak zwrócił uwagę na słabość obowiązujących w Polsce przepisów, dotyczących kwarantanny  i testowania dla osób przyjeżdżających do naszego kraju. - Przykładowo osoby przylatujące ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie jest największa wszczepialność na świecie i niewielka liczba zakażeń, muszą poddać się testom na obecność wirusa, bez względu na to, czy są zaszczepione, lub muszą trafić na kwarantannę. Tymczasem przyjeżdżający z Francji, gdzie wyników dodatnich aktualnie jest 20 razy więcej, nie spotykają się z takimi ograniczeniami - powiedział. 

Prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych podkreślił, że przepisy dotyczące kwarantanny dla przyjeżdżających nie były modyfikowane. - W efekcie mamy teraz niezrozumiały zlepek instrukcji postępowania, nieprzystający do aktualnej sytuacji epidemiologicznej, "chroniący" nas przed przywleczeniem zakażeń z krajów, w których ryzyko zakażenia jest mniejsze niż w Polsce - dodał.

Ile zakażeń przed nami?

Omikron przyniósł w Polsce drastyczny wzrost zakażeń. Eksperci ostrzegają, że będzie ich jeszcze więcej. Zdaniem prof. Flisiaka obecnie należy skupić się na tym, jaki jest odsetek wyników dodatnich wśród wykonywanych testów. Jak wyjaśnił, "u nas zatrzymał się na poziomie około 30 proc. i wydaje się, że osiągnął już wartość szczytową w tej fali".

Na pytanie, czy w Polsce może być 100 tys. zakażeń dziennie, rozmówca Polskiej Agencji Prasowej ocenił, że takiego poziomu nie jesteśmy w stanie osiągnąć, "bo nie jesteśmy w stanie wykonać 300 tys. testów dziennie".

- Parę razy udało się nawet zbliżyć do 200 tys. testów dziennie, ale to był jak dotychczas szczyt naszych możliwości. Poza tym pojawia się istotna różnica między liczbą testów zleconych i wykonanych. Wynika ona zapewne z tego, że część osób rezygnuje z wykonania testu, bo na przykład woli pozostać na kwarantannie, którą nakłada się na każdego, kto dostał zlecenie badania. Inne osoby po prostu rezygnują z powodu kolejek do punktów wymazowych - stwierdził.

Kiedy koniec obostrzeń?

Ekspert ocenił, że niebawem - za dwa-trzy tygodnie - będzie można znosić w Polsce obostrzenia. Ale to nie znaczy, że przed nami koniec pandemii.

Prof. Flisiak nie wyklucza, że może się pojawić nowy wariant koronawirusa, ale równocześnie podkreślił, że "większość wirusologów jest zdania, że możliwości zmian strukturalnych w białku kolca, odpowiedzialnym za zakaźność wirusa, się wyczerpały". - Ale pamiętajmy, że jest wiele innych koronawirusów, które mogą w przyszłości wywołać kolejną epidemię. To nie musi być SARS-CoV-2. Na początku XX w. był już SARS, który na szczęście nie dotarł do Polski, potem pojawił się MERS, ten koronawirus też się nie rozprzestrzenił po świecie. Aż wreszcie dał o sobie znać COVID-19 - powiedział w rozmowie z PAP.

DOSTĘP PREMIUM