,
Obserwuj
Śląskie

"W tych strojach jesteśmy zjawiskiem. Wszyscy chcą robić zdjęcia"

Bogdan Widawka
4 min. czytania
23.04.2023 09:00
Chciały być kołem gospodyń wiejskich, ale Bytom gminą wiejską nie jest, więc takiego koła stworzyć nie mogły. Wpadły więc na inny pomysł. Założyły stowarzyszenie i wzięły się za promowanie lokalnych tradycji. Połosprawiają, pogodajom, ale jak trzeba pomóc, nie oglądają się na innych, tylko od razu działają - takie są "Stolarzowickie Gospodynie" z Bytomia.
|
|
fot. Bogdan Widawka

Jeśli ktoś chciałby zobaczyć, jak wyglądają prawdziwe, górnośląskie stroje ludowe i skosztować prawdziwego kołocza czy żuru, powinien przyjechać do Stolarzowic. W tej dzielnicy Bytomia prężnie działa grupa gospodyń, które kultywują lokalne tradycje. Nie tylko pokazują się w regionalnych strojach, ale też przygotowują pyszności śląskiej kuchni.

Można się z nimi spotkać na festynach, tradycyjnych dożynkach czy obchodach Bożego Ciała. W ubiegłym roku zaprezentowały się także podczas pierwszego Festiwalu Organizacji Pozarządowych Fajer w Bytomiu. Bywa, że paradują na barbórkach u boku swoich mężów górników. Ich specjalnością są plecione wieńce, palmy czy stroiki. Jednak to, czym przede wszystkim trafiają do serc mieszkańców i turystów, są domowe i typowo śląskie dania.

15 zaangażowanych kobiet

Stolarzowickie Gospodynie to grupa złożona z 15 kobiet: Anetty, Sabiny, Magdy, Marzeny, Ewy, Róży, Grażyny, Zosi, Ireny, Patrycji, dwóch Alicji i trzech Katarzyn.

W swojej dzielnicy znane są od wielu lat, ale dopiero od niedawna działają jako stowarzyszenie. Chciały być kołem gospodyń wiejskich, ale Bytom gminą wiejską nie jest, więc - zgodnie z przepisami - takiego koła stworzyć nie mogły. Sformalizowanie grupy pozwoliło im na łatwiejszą współpracę z instytucjami i realizację pomysłów, których stolarzowiczanki mają coraz więcej.

Ich znakiem rozpoznawczym jest - wspomniany już - śląski strój. Na pytanie, jak długo się go zakłada, panie odpowiadają bez wahania: 'gibko'. Jak mówią - kiedyś tego ubierania było więcej, dziś to 'tylko' sukienka, zopaska, bluzka, rajstopy, chusta, korale, kolczyki i bransoletki. Dawniej śląskie gospodynie miały inny strój na beztydziyń (w dni powszednie), a inny na niydziela i świynta.

Kiedy pani Sabina idzie ulicą w śląskim stroju, podnosi z dumą głowę. - Tak samo dziewczyny, kiedy idą do kościoła w śląskich strojach. Ludzie zatrzymują się i proszą o wspólne zdjęcie - mówi jedna ze Stolarzowickich Gospodyń.

- Kiedyś wpadłam do szkoły po dzieci, byłam w śląskim stroju, nie zdążyłam się przebrać. Pozostałe dzieci w klasie od razu chciały zrobić ze mną zdjęcie. Nawet podczas wizyty u dentystki, kiedy miałam na sobie śląski strój, pani dentystka też chciała zdjęcie - śmieje się pani Sabina. - W szkołach, gdzie prowadzimy dla dzieci warsztaty, na przykład z robienia palm czy szydełkowania, chcemy wprowadzić trochę tej śląskości - mówią Stolarzowickie Gospodynie.

'Gryfno frela'

Pani Kasia odnajduje się w tej grupie całkowicie, choć nie jest rodowitą Ślązaczką. - Dziewczyny przez rok uczyły mnie 'ślunskij godki' i idzie mi coraz lepiej - mówi dumnie. Na pytanie o najpiękniejsze śląskie słowa, odpowiada z nienagannym śląskim akcentem: 'gryfno frela' (czyli 'fajna dziewczyna').

- W tych strojach jesteśmy w Stolarzowicach - i nie tylko tu - zjawiskiem. Kultywowanie śląskich tradycji jest dla mnie bardzo ważne - zapewnia pani Kasia. Dopytywana o zabawne sytuacje, które zdarzają się podczas występów, wspomina jedną z mszy w miejscowym kościele, kiedy koleżanka z grupy niechcący wylała na jej zopaskę pół litra wosku.

- Nazajutrz śmiałyśmy się z tego, a koleżanki podpowiadały mi, jak się tego wosku z ubrania pozbyć. Takich przygód mamy o wiele więcej - zapewnia pani Kasia. Potwierdza to zresztą pani Róża. - Przed świętami Bożego Narodzenia prezentowałyśmy się w Górnośląskim Parku Etnograficznym w Chorzowie. W nasze śląskie stroje przebrałyśmy się już na miejscu, w skansenie. Po występie nie mogłam znaleźć mojej spódnicy, w której przyjechałam. Po wspólnych poszukiwaniach okazało się, że spódnica jest...pod sukienką, nawet nie zauważyłam, że mam ją na sobie, pod śląskim strojem - śmieje się pani Róża.

Stolarzowickie Gospodynie robią dużo dobrego dla miejscowej społeczności. Są wesołe, żartują, ale kiedy jest jakiś problem albo komuś trzeba pomóc, nie zastanawiają się długo. W swoim gronie robią zrzutki, kupują potrzebne artykuły i zanoszą tym, którym wiedzie się źle i nie stać ich na podstawowe artykuły spożywcze czy coś słodkiego dla dzieci na święta.

Szukają swojego lokum

Do pełni szczęścia Stolarzowickim Gospodyniom brakuje miejsca, gdzie mogłyby się regularnie spotykać. Teraz robią to w domu u pani Sabiny, ale - jak mówią - marzą o pomieszczeniu, najlepiej z kuchnią, gdzie mogłyby coś ugotować czy upiec, nauczyć gotować młode dziewczyny, porozmawiać czy ustalić kolejne występy. - Nie ma w Stolarzowicach miejsca, z którego mogliby korzystać wszyscy mieszkańcy, takiego na wzór świetlicy. Gdyby było, zwłaszcza w ferie czy w wakacje młodzież - zamiast gapić się w telefony czy komputery - mogłaby ciekawie spędzić czas - zapewnia pani Sabina.

W najbliższym czasie Stolarzowickie Gospodynie będzie można spotkać 7 maja, podczas rozpoczęcia sezonu motocyklowego na terenie parafii pw. Chrystusa Króla w Bytomiu-Stolarzowicach czy w ramach uroczystości Bożego Ciała, również w tej parafii.