Ptasia grypa u kotów. Znamy stanowisko Państwowego Instytutu Weterynaryjnego. "W tej chwili nie dostrzega ryzyka"
Od kilkunastu dni pojawiają się doniesienia o nagłych zachorowaniach kotów w różnych miastach w Polsce. Choroba przebiega błyskawicznie, wiąże się m.in. z trudnościami oddechowymi, problemami neurologicznymi i wysoką śmiertelnością. Eksperci, po badaniach, nie mają wątpliwości, że chodzi o ptasią grypę i wirusa H5N1.
We wtorek 'Gazeta Wyborcza' opublikowała wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z Krakowa i Gdańska, którzy przebadali mięso drobiowe, jakim karmione były chore koty. Badaniem próbek mięsa zajmowały się zespoły naukowe prowadzone przez prof. Krzysztofa Pyrcia, dra hab. Macieja Grzybka i dra Łukasza Rąbalskiego. - Nasze wyniki mówią o obecności wirusa w jednej z pięciu dostarczonych próbek mięsa, które otrzymywały chore koty. Na tę chwilę nie jesteśmy w stanie stwierdzić, skąd on się wziął w mięsie i czy był źródłem zakażenia kotów, czy dostał się on tam właśnie od chorych zwierząt. Biorąc jednak pod uwagę ryzyko związane z przeniesieniem wirusa nie tylko na zwierzęta, ale i na ludzi, na pewno jest to trop, który wymaga gruntowego sprawdzenia. To już zadanie dla służb weterynaryjnych i nadzoru sanitarnego -
mówił 'Gazecie Wyborczej' wirusolog prof. Krzysztof Pyrć.
O sprawę zapytaliśmy Państwowy Instytut Weterynaryjny w Puławach. To - jak podkreśla jego szef, prof. Stanisław Winiarczyk - jedyne w Polsce referencyjne, akredytowane laboratorium, które zajmuje się badaniem ptasiej grypy. Profesor podkreśla, że na dziś w puławskim instytucie (PIWET) przebadano 40 próbek pobranych od chorych kotów. W połowie wykryto wirusa H5N1. - Były to próbki z różnych miast Polski: z Warszawy, Trójmiasta, Poznania, Wrocławia i Lublina - wylicza.
Profesor ocina się jednak od wyników badań z Krakowa i Gdańska. - Gdańsk i Kraków prowadzą badania na swoją rękę, niezależnie od nas - mówi. Nie chce tych wyników też komentować. - Abym mógł się sensownie ustosunkować do tego pytania, musiałbym mieć odpowiedź na szereg pytań: skąd była pobrana próbka, przez kogo, w jaki sposób, jaką metodą był ekstrahowany kwas nukleinowy wirusa, jaką metodą był badany (...) Jesteśmy zbyt poważną instytucją, by na podstawie przypuszczeń wysnuwać jakiekolwiek wnioski - kwituje.
Naukowcy z Krakowa i z Gdańska mieli wykryć wirusa w jednej próbce mięsa drobiowego. - Jest takie niemieckie przysłowie mówiące o tym, że coś pojedynczego nie stanowi o niczym. Muszą być pobrane dalsze próbki, dalsze badania, musi być dokładna analiza, by móc się jednoznacznie do tego ustosunkować - przekonuje Winiarczyk.
Jak podkreśla szef PIWET, w Puławach nie badano mięsa drobiowego podawanego kotom, bo nie było takiego zapotrzebowania. - Jeśli chodzi o badanie mięsa w jakimkolwiek kierunku, to zawsze działamy na zlecenie inspekcji weterynaryjnej, a zwłaszcza Głównego Lekarza Weterynarii. Do tej pory nie dostaliśmy takiego zlecenia, więc tego typu badań nie wykonywaliśmy. Badaliśmy próbki pochodzące od chorych kotów - precyzuje w rozmowie z nami Winiarczyk.
Dopytywany, czy w jego ocenie mięso drobiowe może być zagrożeniem, odpowiada, że raczej nie. - Wynika to z faktu, że w naszej kulturze mięso drobiowe jest albo gotowane, albo smażone. Krótko mówiąc, jest poddawane obróbce termicznej, w której wirus ginie - mówi naukowiec.
Podaje też, że 'w tej chwili nie dostrzega' ryzyka przeniesienia się wirusa z kotów na człowieka. - Opieram się na doświadczeniu i na informacjach naukowych, które mówią, że człowiek do tej pory od kota nie został zakażony. Było około tysiąca zakażeń u człowieka, niemniej w żadnym przypadku źródłem nie był kot. Samo mięso - jak powiedziałem - podlega obróbce termicznej, w czasie której ten wirus jest inaktywowany - twierdzi nasz rozmówca.
Na co powinni zwrócić uwagę opiekunowie kotów?
Profesor apeluje do opiekunów kotów, by chronili je przed kontaktem z dzikim ptactwem. - Nie karmmy kotów mięsem niewiadomego pochodzenia, a zwłaszcza surowym drobiem, o którym nie mamy pojęcia. Przestrzegajmy zasad higieny osobistej. Dobrze by było też od czasu do czasu przemyć miski kocie płynem dezynfekcyjnym. Balkony też od czasu do czasu umyć i zdezynfekować - radzi profesor.
Przyznaje, że na dziś nie można kategorycznie stwierdzić, w jaki dokładnie sposób doszło do zakażenia kotów wirusem ptasiej grypy. - To wymaga dopiero ustalenia - podaje nasz rozmówca. - Wirus we wszystkich próbkach, które przebadaliśmy, jest prawie identyczny, co stanowi przesłankę do tego, żeby powiedzieć, że pochodzą one z jednego źródła. Ale gdzie to źródło jest? Jeszcze nie wiemy - podsumowuje prof. Winiarczyk.
"Ryzyko przeniesienia zakażenia z chorego kota na człowieka jest znikome. Z właścicielami padłych kotów, u których potwierdzono zakażenie A/H5N1/ prewencyjnie kontaktują się pracownicy powiatowych stacji sanitarno-epidemiologicznych" - przekazał we wtorek Główny Inspektorat Sanitarny.