Naukowiec nie ma dobrych wieści dla północnej i zachodniej Polski. "Tam straty są największe"
- Deszczu wciąż jest za mało. Poza tym jest już trochę późno na to, by rośliny miały szansę prawidłowo się rozwinąć. Najmniej opadów było w kwietniu, w maju i na początku czerwca. A to był czas, gdy zaczynała się kształtować wielkość i masa ziarna w poszczególnych gatunkach zbóż - wyjaśnia nam Andrzej Doroszewski, kierownik Zakładu Agrometeorologii i Zastosowań Informatyki Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach.
Zwraca uwagę, że problemu nie rozwiązują drobne opady, które obecnie się pojawiają. - One mogą zmienić sytuację, ale tylko w niewielkim stopniu - mówi ekspert.
Według naszego rozmówcy najgorsze plony będą na północy i północnym-zachodzie Polski. - Tam są największe notowane straty, dochodzące nawet do 96 procent, a to jest naprawdę bardzo dużo - twierdzi prof. Doroszewski. Jak dodaje, z suszą zmaga się też Wielkopolska i województwo warmińsko-mazurskie.
Profesor przyznaje, że w badaniach widać wyraźnie, że w Polsce zmienia się klimat. W kilku województwach ponad 95 procent gruntów ornych już jest objętych suszą. - W ostatnich pięciu latach mieliśmy trzy lata z dużą suszą. I teraz ponownie. Zagrożone są przede wszystkim zboża jare, zboża ozime, ale też krzewy owocowe, truskawki, rzepak, kukurydza czy rośliny strączkowe. Tak prawdę mówiąc, wszystkie uprawy mają deficyt wody i plony będą o około 20 procent niższe w stosunku do plonów uzyskiwanych w przeciętnych warunkach pogodowych - przekonuje Doroszewski.
Naukowiec zwraca uwagę, że pomiary dokonywane przez puławski instytut są dziś niezwykle dokładne. - Przesyłane są nam dane meteorologiczne z różnych źródeł. Podstawowym ich dostarczycielem jest Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, skąd otrzymujemy mapę pogodową pochodzącą z obserwacji radarów naziemnych. Można powiedzieć, że mamy ponad 1,3 miliona punktów pomiarowych. To naprawdę bardzo dobra sytuacja. Do tego, dysponujemy danymi meteorologicznymi ze stacji meteo IMGW, naszych, samorządowych - jest ich łącznie 1079. Gdy zaczynaliśmy tworzyć cały system kilkanaście lat temu, stacji było zaledwie 220. Ta liczba wzrosła więc prawie pięciokrotnie i nasze analizy są z każdym rokiem dokładniejsze - tłumaczy Doroszewski.
Jak podkreśla profesor, przed polskim rolnictwem jest duże wyzwanie polegające na przygotowaniu się do zmian klimatu. Chodzi o to, by pomóc roślinom przetrwać w wysokich temperaturach i przy niewielkich opadach, m.in. przez magazynowanie wody. Bez tego, jak mówi, nie ma co liczyć na dobre plony.
Rolnicy alarmują, że susza daje im się we znaki. Apelują o komisje suszowe, które będą oceniać straty. Zgodnie z deklaracjami resortu rolnictwa, takie komisje mają powstać. Działać ma także specjalna aplikacja do zgłaszania szkód rolniczych. Minister rolnictwa Robert Telus podkreślił, że jeżeli różnice między wyliczeniami aplikacji i komisji będą duże, to możliwa będzie interwencja wojewody.