,
Obserwuj
Łódzkie

Łódzki Urząd Wojewódzki hakowany przez pośredników cudzoziemców. "Nikt z tym nic nie robi"

Bartosz Kondziołka
5 min. czytania
28.09.2023 11:18
Od wielu miesięcy na system informatyczny Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi mają wpływać firmy, które za pieniądze oferują szybsze załatwianie spraw dotyczących obcokrajowców. W branży wrze, ale mimo szeregu skarg nic się nie zmienia.
|
|
fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

21 września Dariusz Joński i Michał Szczerba z KO weszli z kontrolą poselską do Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego. Chcieli sprawdzić m.in. wydawanie przez tamtejszy urząd pozwoleń na pracę dla cudzoziemców. Badali, czy oferujące ją firmy realnie ją zapewniają, czy może część z nich to tzw. słupy, a oferty pracy to tylko przykrywka, żeby obcokrajowiec mógł przyjechać do Polski.

- Włos staje dęba - mówił Joński po kontroli. - Okazuje się, że firmy pośredniczące w wydawaniu pozwoleń na pracę hakują służący do tego system informatyczny i za opłatą od 4 tysięcy złotych wzwyż oferują wejście do kolejki - mówił.

Łódzka odsłona afery wizowej. Szczerba o 'załatwiaczach'. 'To nas przeraziło'

Posłowie mieli też usłyszeć od urzędników, że kilka firm oferujących pośrednictwo w uzyskaniu pozwoleń na pracę może być fikcyjnych. - Nie oferują żadnej pracy, tylko udział w procederze przestępczym sprowadzenia ludzi i przyznania im wizy za łapówkę, która jest uiszczana, jako opłata pośrednictwa - podawał Szczerba.

Jak mówili posłowie, w styczniu 2023 r. ŁUW w Łodzi miał powiadomić w tej sprawie Straż Graniczną i Inspekcję Pracy. Urząd miał powiadomić też ABW. Ale to nie zmieniło sytuacji.

Poseł Joński wrócił na kontrolę do ŁUW w Łodzi w środę (27 września), ale - jak mówi - nie został wpuszczony. Politycy KO zapowiadają też kontrole w innych urzędach wojewódzkich w kraju.

Ze słów posłów może wynikać, że problemy są dwa. Pierwszy to hakowanie systemu do pozwoleń na pracę przez firmy w tym pośredniczące, a drugi to działalność fikcyjnych firm oferujących zatrudnienie. I o ten pierwszy zapytałem łódzkie firmy.

Afera wizowa. Czy minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau powinien podać się do dymisji? [SONDAŻ]

"Problem jest, ale posłowie wprowadzają w błąd"

- Posłowie nie wiedzą, o czym mówią i mylą pojęcia - twierdzi Adam Włodarczyk, szef łódzkiej firmy 4 Foreigners oferującej pośrednictwo między firmami i cudzoziemcami a urzędem wojewódzkim. - Problem hakowania jest, ale nie dotyczy systemu do pozwoleń na pracę, ale systemu rezerwacji terminu do złożenia wniosku o karty pobytu - mówi.

Ale po kolei. Jak tłumaczy Włodarczyk, żeby firma mogła zatrudnić obcokrajowca, musi wystąpić do urzędu wojewódzkiego o pozwolenie na pracę dla danej osoby (przykładowa opłata za pośrednictwo w tym zakresie to - z opłatą urzędową - w sumie 600 zł). Wniosek można złożyć osobiście, drogą pocztową albo przez stronę praca.gov.pl. To, jak mówi Włodarczyk, działa sprawnie.

Jeśli decyzja urzędu jest pozytywna, z pozwoleniem na pracę obcokrajowiec idzie do polskiego konsulatu w swoim kraju, żeby ubiegać się o wizę. Jeśli ją dostanie, przyjeżdża do pracy do Polski. Pozwolenie na pracę obowiązuje do 3 lat, a wiza tylko rok, więc żeby przedłużyć swoją pracę w Polsce, obcokrajowiec musi albo wrócić do konsulatu w swoim kraju i poprosić o wydanie nowej wizy, albo wystąpić do urzędu wojewódzkiego w Polsce o kartę pobytu - ta wydawana jest na okres do 3 lat. I to tutaj pojawia się problem hakowania.

- System ruszył przed pandemią i działał z przerwami. Problemy zaczęły się wiele miesięcy temu - mówi Włodarczyk. - Powinien otwierać się w godzinach pracy urzędu, a otwiera się o losowych porach. Miejsca w kolejce znikają w sekundę - opisuje.

Elżbieta Marcinkowska, szefowa łódzkiej firmy Alien, która zajmuje się podobnymi sprawami, pokazuje mi pismo, które w lutym 2022 r. dostała z ŁUW w Łodzi. Czytamy w nim m.in., że system "jest ciągle atakowany przez hakerów, co powoduje jego działanie o różnych godzinach pomimo naszych ustawień".

Firma Alien podaje, że interweniowała w tej sprawie m.in. w ŁUW w Łodzi, Urzędzie do Spraw Cudzoziemców, MSWiA, firmie obsługującej system, biurze PiS w Łodzi, a nawet w siedzibie partii rządzącej w Warszawie. Jak mówi Marcinkowska, nic się nie zmieniło.

I pokazuje mi kolejne pismo - z lipca 2022 r., ze skargą do ŁUW w Łodzi w sprawie systemu, pod którym podpisało się 14 przedstawicieli firm oferujących pośrednictwo między pracodawcami i cudzoziemcami a urzędem. W odpowiedzi, którą firma Alien dostała w sierpniu 2022 r., czytamy m.in.: "Posiadamy informacje o działaniach różnych informatyków, którzy - używając tzw. botów - rezerwują kilkanaście terminów i sprzedają za pieniądze miejsca rezerwacyjne, co niestety jest legalne w polskich przepisach prawa".

- Skoro to jest legalne, to dlaczego sam nie skorzysta pan z takiego bota? - pytam Włodarczyka.

- Myślałem o tym, ale to byłoby nieprzyzwoite. Dla mnie to nielegalne, mimo że urząd zapewnia, że jest inaczej - odpowiada. - Przestałem korzystać z tego systemu - mówi. - Kiedy zauważyliśmy nieprawidłowości, to mieliśmy z moimi pracownikami nocne dyżury, żeby udało nam się rezerwować terminy na złożenie wniosków. Bo system otwierał się również wtedy, o nieznanych nikomu porach. Ale uznaliśmy, że nie będziemy walczyć z botami, bo z góry jesteśmy skazani na porażkę. Teraz wysyłamy wnioski pocztą, ale to naruszenie równego dostępu do urzędu przez klientów, niezależnie czy występujących osobiście, czy przez pełnomocników. Bo jeśli firma, która korzysta z usług hakerów, jest w stanie ruszyć z realizacją wniosku w ciągu tygodnia od zarezerwowania wizyty w urzędzie w systemie, a ja albo inni klienci urzędu muszą czekać osiem miesięcy na taką wizytę - bo tak to wygląda po wysłaniu wniosku pocztą - to jesteśmy na straconej pozycji. To jest po prostu nieuczciwe i urząd nie może dopuszczać do takich sytuacji - przekonuje.

Kolejny wątek afery wizowej?

Zdaniem kilku moich rozmówców za działalnością botów stoi przynajmniej jedna z działających w Łodzi firm, z którą związana ma być była kierownik oddziału cudzoziemców ŁUW w Łodzi - w październiku 2019 r. zatrzymana przez CBA w związku z przyjmowaniem łapówek od menedżera agencji pracy w zamian za przyśpieszenie procedury otrzymania pozwolenia na pobyt w Polsce.

Posłowie Joński i Szczerba problemy w Łodzi łączą z tzw. aferą wizową. Na razie jednak bezpośredniego związku nie widać. Ale faktem jest, że do listopada 2019 r., czyli jeszcze w czasie zatrzymania kierownik oddziału cudzoziemców, Urzędem Wojewódzkim w Łodzi kierował obecny szef MSZ Zbigniew Rau.

Z pytaniami w sprawie hakowania systemu 21 września zwróciłem się m.in. do ŁUW w Łodzi. Nadal czekam na odpowiedź.

Edgar K. i afera wizowa. Lewica zawiadomi prokuraturę. 'Widać tutaj panikę'