Skarpetki z pracami Beksińskiego? "Na pewne rzeczy nie możemy pozwolić"
- Niemal każdy dzień przynosi kolejne zgłoszenie - mówi TOK FM dyrektor muzeum dr Jarosław Serafin. W tej chwili trwają dwa śledztwa dotyczące naruszenia majątkowych praw autorskich - po tym, jak ktoś próbował, bez uzgodnienia z muzeum, sprzedawać produkty z pracami Beksińskiego. Fałszywe grafiki i rysunki przypisywane Beksińskiemu systematycznie trafiają na aukcje w kraju i za granicą.
Muzeum w Sanoku współpracuje z prawnikami i twórcami kolejnych wystaw i multimedialnych widowisk poświęconych twórczości Beksińskiego. Do końca roku takie pokazy - z muzyką na żywo m.in. Nosowskiej i Roguckiego - planowane są we Wrocławiu, w Warszawie i Katowicach. Wszystkie bilety już się wyprzedały. Pod koniec października inne multimedialne widowisko "Świat Mistrza Beksińskiego", przygotowane przez sanockie muzeum i Fundację Beksiński, będzie pokazane w Krakowie.
W planach są też tradycyjne wystawy - tylko w październiku prace Beksińskiego będzie można oglądać w Jarosławiu na Podkarpaciu i we Wrocławiu. Przez całe lato, aż do początku października, jedna z największych wystaw prac tego malarza była pokazywana w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim. W tym samym czasie w Ogrodach Królewskich na Wawelu można było oglądać wystawę "Beksiński. Rzeźby".
O organizacji wystaw, konwojach przewożących obrazy z Sanoka w głąb Polski i o tropieniu fałszywek prac Beksińskiego w internecie z dyrektorem Muzeum Historycznego w Sanoku dr Jarosławem Serafinem rozmawiała Elżbieta Mazur-Bielat.
Elżbieta Mazur-Bielat:
Organizatorzy kolejnych wystaw powtarzają, że spodziewali się dużej frekwencji, ale nie aż takiej. Nie spodziewali się kolejek do wejść, a w nich aż tylu młodych ludzi.
Jarosław Serafin:
Beksiński jest atrakcyjny dla odbiorców bez względu na wiek. I to jest ważne, bo pokazuje, że perspektywy dla tej twórczości, dla sztuki mistrza, są znakomite. To oczywiście pokazuje również wszystko to, co dzieje się na rynku aukcyjnym. Ale ten sygnał od publiczności jest dla nas szczególnie ważny. Popularność i poziom pewnej renomy Beksińskiego zasługuje na przeniesienie promocji tej sztuki na poziom międzynarodowy.
Fani twórczości Zdzisława Beksińskiego mogą się obawiać, że tym obrazom - tak wożonym po świecie - może się coś wydarzyć, albo że nie będzie można ich oglądać w Sanoku.
Fakt, że organizowane są wystawy - nawet duże wystawy zewnętrzne - nie wpływa w najmniejszym stopniu na liczbę obrazów prezentowanych w ekspozycji stałej w muzeum w Sanoku. Muzeum - na mocy testamentu artysty napisanego w 2001 roku - otrzymało blisko 6 tysięcy prac. 10 procent, czyli około 600 prac, jest w stałej ekspozycji Muzeum Historycznego. Obrazy, które prezentujemy na wystawach zewnętrznych to prace, które na ogół są składowane w magazynach i są niedostępne dla publiczności.
My nie zamierzamy trzymać Beksińskiego na uwięzi, ale chcemy też tę sztukę rozsądnie dawkować, tym bardziej że twórczość mistrza jest dostępna wszędzie. W internecie znajdziemy setki prac artysty. W księgarniach, bibliotekach znajdziemy potężną liczbę albumów, wydawnictw biograficznych czy wspomnieniowych. Chyba żaden inny współczesny artysta w Polsce nie doczekał się tak licznych opracowań również filmowych. Dlatego - jeżeli idzie o dzieła - trzeba zachować pewien umiar, rozsądek. Tym bardziej, że podróż do Sanoka, nawet z najodleglejszych części kraju, nie jest specjalnym wyrzeczeniem. Pod ręką są piękne Bieszczady, więc można połączyć wizytę w Galerii Beksińskiego z bardziej aktywną formą odpoczynku.
Jak obrazy są przygotowywane do podróży na wystawy gdzieś w Polsce czy na świecie?
Taka wystawa to potężna logistyka. Selekcja dzieł również nie jest dziełem przypadku, to proces przemyślany. Dobiera się prace zawsze pod kątem pewnego klucza. Potem przychodzi moment transportu, który jest największym wyzwaniem. Podróż angażuje oczywiście konwój ochronny, konwój policyjny. Wszystko to sprawia, że pomimo świadomości niezwykłej wartości - również tej w wymiarze materialnym - dzieł, czujemy spokój w trakcje transportu i w trakcie prezentowania wystawy.
Czy pan dyrektor jedzie z takim konwojem?
Tak, zdarzyło mi się jechać konwojem do Warszawy. Muszę powiedzieć, że to akurat jest stresujące, bo - znajdując się w kolumnie pojazdów policyjnych - trzeba zachować szczególną uwagę. Ciekawe doświadczenie, ale nie polecam. [śmiech]
Filmowo brzmi to, co pan opowiada o zabezpieczaniu obrazów.
Faktycznie, choćby ostatnia podróż do Warszawy wzbudziła pewne zaskoczenie, gdy kolumna wyjeżdżała z Sanoka, ale miejmy świadomość, że wartość materialna tych dzieł wymaga szczególnych środków ochronnych.
Beksiński i prawnicy, którzy są pana współpracownikami - dlaczego było to konieczne? W jakich sytuacjach prawnicy są potrzebni dyrektorowi muzeum?
Niestety w przypadku Beksińskiego te związki były niejako wymuszone. My sami z siebie nie poszukiwaliśmy, ani nie pragnęliśmy bliskich więzi z kancelariami prawniczymi. Jednak popularność Beksińskiego ma i tę konsekwencję, że pojawiają się - niestety - zjawiska patologiczne na rynku sztuki, w formie choćby falsyfikatów coraz popularniejszych tak w Polsce, jak i za granicą, choćby na aukcjach amerykańskich. Z reguły są to falsyfikaty na bardzo niskim poziomie, które w jakiś sposób dewaluują postać i twórczość Beksińskiego. Z uwagi na wyborną technikę, na znakomity warsztat, nieprawdopodobne umiejętności malarskie, podrobienie Beksińskiego graniczy z cudem. Oczywiście nie wykluczamy i takich przypadków w przyszłości, ale na razie pojawiają się prace bardzo niskiej jakości
I bardzo szybko są wyłapywane. Jak to się dzieje?
Śledzimy aukcje - my i kancelaria, z którą współpracujemy i która zajmuje się monitorowaniem rynku artystycznego pod kątem falsyfikatów. Istnieją również pewne narzędzia internetowe ułatwiające wyszukiwanie takich przypadków. Zdarza się, że podejmujemy akcje prawne. Służą one przede wszystkim sygnałowi, który ma płynąć na rynek sztuki, że nic o nas bez nas, a przede wszystkim nic na temat Beksińskiego bez zadbania o licencję, o prawa autorskie. Nie jest to dyktowane żadnymi egoistycznymi pobudkami, bo muzeum większość swojej energii wkłada w promocję twórczości mistrza, ale chodzi przede wszystkim o dobro tej sztuki.
Jak powiedziałem, falsyfikaty z pewnością nie służą promowaniu artysty. Pojawiają się również produkty, które budzą nasz sprzeciw, pomijając już oczywiste naruszenie praw autorskich. W ostatnich latach pojawiły się m.in. skarpetki z twórczością Zdzisława Beksińskiego, a nawet body dziecięce, na których były prezentowane te obrazy. No na pewne rzeczy po prostu nie możemy pozwolić.
Gdzie odbyła się aukcja, na której znaleźliście falsyfikat Beksińskiego?
Takie falsyfikaty pojawiają się w różnych miejscach, nierzadko nieoczywistych. Jeden z falsyfikatów pojawił się na aukcji w domu aukcyjnym w Sztokholmie. I - uwaga - był to obraz podrobiony w sposób już niezły. Widoczna była ręka dobrego artysty fałszerza.
Ten falsyfikat został zatrzymany, a potem komisyjnie zniszczony. Natomiast najczęściej na rynku sztuki pojawiają się fałszywki rysunków Beksińskiego - te oczywiście znacznie łatwiej podrobić, ale nawet w tym wypadku kunszt fałszerza jest dużo gorszy od autora oryginału. Są to dość oczywiste falsyfikaty. Kancelaria na ogół konsultuje to z Muzeum Historycznym w Sanoku. My poddajemy to ocenie merytorycznej i na tej podstawie podejmowane są działania. Nie chcemy tworzyć wizerunku krwiożerczego muzeum, nie chodzi o represjonowanie osób działających na rynku sztuki, ale zachodzi potrzeba walki ze szkodliwym i bezprawnym procederem.
Czy pamięta pan jakąś szczególną sytuację? Telefon dzwoniący w nocy i ktoś mówiący do słuchawki: 'mamy!'?
Takich spektakularnych akcji na szczęście nie mieliśmy [śmiech]. Na ogół to są dość standardowe procedury. Dostajemy e-mail, namiary na aukcję, na której ulokowany jest fałszywy obraz, fałszywy rysunek czy inna forma twórczości Zdzisława Beksińskiego. Poddajemy go merytorycznej ocenie i najczęściej dajemy zielone światło dla postępowania prawniczego. Z reguły pismo przedsądowe powoduje, że takie prace znikają z aukcji. Jednocześnie mamy jednak świadomość, że jest to walka z hydrą, dlatego że w miejsce jednej zlikwidowanej aukcji fałszywej pracy pojawiają się jedna lub dwie następne. Dla nas istotny jest przekaz - że muzeum czuwa nad tym, bacznie monitoruje całą sytuację. Najgorzej byłoby, gdyby fałszerze czy nielegalni uczestnicy rynku aukcyjnego poczuli zupełną bezkarność.
Przypominam sobie jedną sytuację - faktycznie ciekawą i niezwykłą. Na aukcji jednego z najważniejszych domów aukcyjnych w Polsce pojawił się obraz, który wzbudził nasze podejrzenia. Okazało się, że mamy prawie identyczny obraz we własnych zbiorach. Kompozycja była niemal 1:1. Różniła się jedynie niuansami kolorystycznymi. Mając tę oczywistą wiedzę, że Beksiński nie tworzył autoplagiatów, nie powtarzał pewnych kompozycji, doszliśmy do przekonania, że w domu aukcyjnym pojawił się obraz fałszywy, choć bardzo dobrze skomponowany. Podzieliliśmy się tymi wątpliwościami i tutaj nasze olbrzymie zaskoczenie, że to jest również obraz oryginalny, a nawet lepszy od pracy, którą mamy w naszych zbiorach.
Po analizie porównawczej okazało się, że praca, którą przechowujemy w magazynach, jest tematem, który Beksiński podjął, ewidentnie nie dokończył i do którego po kilku latach powrócił. Nie wiemy, czy malował w oparciu o tę kompozycję, czy była to jakaś klisza pamięci. Natomiast sytuacja była dość osobliwa i chyba jest to jedyny przypadek obrazu mistrza, w którym mamy do czynienia z dwiema bardzo, bardzo zbliżonymi wersjami.