Na proteście kobiet wykrzyczała "Je...ć PiS". W Polsce proces przegrała, idzie ze skargą do Strasburga
Julia Landowska - studentka medycyny z Gdańska - była jedną z uczestniczek protestów, które wybuchły po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji w październiku 2020 roku. Na jednej z manifestacji wykrzyczała: 'Je...ć PiS', wyrażając sprzeciw wobec działań partii rządzącej. Jak wskazywała w TOK FM, na co dzień nie używa wulgaryzmów. To była jednak manifestacja, a ta - jak tłumaczyła studentka - rządzi się swoimi prawami.
Julia usłyszała zarzuty z art. 141 Kodeksu wykroczeń: "Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany".
W styczniu 2022 roku Sąd Rejonowy w Gdańsku uznał dziewczynę za winną używania słów wulgarnych w miejscu publicznym i wymierzył jej karę grzywny w wysokości 50 złotych. Sprawa trafiła do apelacji - sąd podtrzymał decyzję z I instancji, choć - tym razem - odstąpił od wymierzenia kary. To dalej jednak oznacza, że studentkę uznano za winną.
- Wyrok sądu rejonowego jest dla mnie wyjątkowo dziwny - zostałam uznana za winną, ale bezkarną. Zdecydowaliśmy się z profesorem na apelację od wyroku, jak i na skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, bo ten wyrok nas nie satysfakcjonuje.Od początku w tej walce nie chodziło o karę finansową, czy to by było 50 zł - jak w tym przypadku - czy 1500 - mówi w rozmowie z TOK FM Julia Landowska. - W mojej sprawie chodzi o to, żeby pokazać, że każdy obywatel i każda obywatelka ma prawo otwarcie wyrażać sprzeciw wobec decyzji rządzących podczas legalnych zgromadzen publicznych. Będziemy walczyć do skutku, dla wszystkich osób, które protestowały po wyroku pseudoTK i dostały podobne zarzuty - dodaje nasza rozmówczyni.
Skarga do Strasburga
Julii od początku pomaga pro bono adwokat Michał Romanowski - prawnik, który reprezentuje też m.in. sędziów Igora Tuleyę czy Pawła Juszczyszyna. To on przygotował też teraz skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Zarzuca Polsce naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka - chodzi o prawo do swobody wypowiedzi i art. 6 Konwencji. Obejmuje on prawo do rzetelnego procesu z udziałem niezależnego sędziego. Skarga została złożona w środę 11 października.
Mecenas Romanowski w skardze przekonuje, że użycie przez Julię Landowską wulgarnych słów w trakcie protestu było "przejawem wolności wyrażania opinii i mieściło się w ramach dozwolonej prawem krytyki, a także było uzasadnione okolicznościami sprawy". Adwokat przypomina, że hasło, którego użyła studentka, po decyzji TK Julii Przyłebskiej w sprawie dopuszczalności aborcji było używane masowo, "tak werbalnie, jak i na niesionych przez demonstrantów transparentach".
"Używanie przez skarżącą hasła 'Je...ć PiS' było wyrazem jej bezsilności i słusznego gniewu, który odczuwała jako kobieta i studentka medycyny, która dodatkowo planuje zostać ginekologiem, a zatem będzie funkcjonować w systemie, którego ramy tworzy aktualnie m.in. wyrok Trybunału Konstytucyjnego" - wskazano w skardze.
Mecenas zwraca uwagę na coś jeszcze - że w sprawie Landowskiej dwukrotnie orzekał asesor sądowy, który "został powołany do pełnienia urzędu na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa (...), która nie spełnia wymogów niezależności i bezstronności, a w konsekwencji nie gwarantuje również bezstronności i niezawisłości powoływanych na jej wniosek sędziów".
W skardze jest mowa również o tym, że cała sprawa ma kontekst polityczny. "Skarżąca skandowała hasło stanowiące wyraz krytyki wobec partii rządzącej i czyniła to w reakcji na wyrok TK, dotyczący kwestii aborcji" - wskazuje prawnik w skardze.