W miejscu poszukiwań Grzegorza Borysa znaleziono zwłoki
Ciało zostało znalezione na mokradłach w okolicy rozlewiska Lepusz. Polska Agencja Prasowa poinformowała, że prawdopodobnie jest to poszukiwany Grzegorz Borys.
Taką samą informację przekazała też - jako pierwsza - "Gazeta Wyborcza". "Wygląda na to, że Grzegorz Borys utopił się zaraz po ucieczce z domu" - podają dziennikarze.
- W poniedziałek ze zbiornika Lepusz wyciągnięto ciało mężczyzny - podała kom. Karina Kamińska, rzeczniczka pomorskiej policji. Jak dodała, zwłoki zostały znalezione przez saperów około godziny 10.30.
Grzegorz Borys nie żyje. Jest oficjalne stanowisko prokuratury
Zaznaczyła, że ciało zostanie przewieziono do badań sekcyjnych. Nie potwierdziła jednak, czy jest to poszukiwany od 18. dni, za zabójstwo 6-letniego syna, Grzegorz Borys. - Za szybko, by udzielić takich informacji. Dopiero po badaniach sekcyjnych ustalona zostanie tożsamość mężczyzny - powiedziała na konferencji policjantka.
Już w piątek pomorska policja przekazała, że "nie wyklucza", iż podejrzany o zabójstwo 6-letniego syna nie żyje. Służby zawęziły też obszar poszukiwań do dwóch hektarów. - Wyznaczony przez nich teren obejmuje rejon zbiornika wodnego Lepusz, który znajduje się w otulinie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego - mówiła Karina Kamińska z policji w Gdańsku.
Tragiczna śmierć 6-letniego chłopca
Do makabrycznego zdarzenia doszło w piątek 20 października. Przed południem, w jednym z mieszkań w Gdyni Fikakowie, matka znalazła ciało 6-letniego chłopca. Dziecko miało ciętą ranę szyi, co potwierdziła potem prokuratura, po przeprowadzeniu sekcji zwłok. Na miejscu pojawiła się policja, śledczy, technicy kryminalni, a także Żandarmeria Wojskowa. Okazało się bowiem, że mężczyzna służył w Marynarce Wojennej.
Dzień później prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu Grzegorzowi Borysowi zarzutu przestępstwa z art. 148 par. 2 pkt 1 Kk, czyli zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Skierowano również wniosek do sądu o jego tymczasowe aresztowanie. 30 października Interpol wystawił 'czerwoną notę' za poszukiwanym.
Mały Tomek skatowany na śmierć. Jest wyrok sądu w głośnej sprawie
Mieszkańcy Gdyni Fikakowa podkreślali, że zachowanie ojca 6-latka od dłuższego czasu budziło niepokój. - Można powiedzieć, że przeczuwaliśmy, że coś się może stać - powiedziała w Polsat News jedna z kobiet. Jak dodała, gdy mężczyzna pojawiał się na placu zabaw ze swoim dzieckiem, był agresywny. A chłopczyk miał "chodzić jak na szpilkach". - Bardzo zabiegał o uwagę taty, chciał się z nim bawić. Mama bardzo rzadko pojawiała się na placu - mówiła jedna z rozmówczyń stacji.
Wirtualna Polska ujawniła, że 44-latek zostawił na miejscu zbrodni list, w którym miał napisać: "Przepraszam za wszystko, wszyscy jesteście bestiami".
"Według wstępnych, nieoficjalnych hipotez śledczych, mężczyzna miał zaplanować zabójstwo syna wcześniej. Ma o tym świadczyć m.in. sprzęt survivalowy, który zabrał ze sobą z domu. Także jego zachowanie po opuszczeniu miejsca zamieszkania przemawia za tym, że planował zbrodnię" - informowała WP.
Zarzut dla 71-latka za zabójstwo Maurycego. 'Udało się ustalić sekwencję zdarzeń'