"Bycie uchodźcą w Polsce nie jest łatwe. Bywa, że jest się głodnym i nie ma kogo prosić o pomoc"
Uchodźczynie - między innymi z Ukrainy, Tadżykistanu, Wenezueli, Jordanii, Czeczenii i Afganistanu - opowiadają w filmie o zwyczajach związanych z macierzyństwem w ich krajach. Jedną z bohaterek jest Leyla - pochodząca z Czeczenii. Do Polski przyjechała kilkanaście lat temu z gromadką dzieci. Uciekali przed wojną i prześladowaniami.
Jak mówi, w Czeczeni zostawiła wszystko. Przyjechała w ciemno, razem z dziećmi. - Pamiętam moment, gdy trafiliśmy do ośrodka, a tam zastaliśmy metalowe, piętrowe łóżka i drzwi zamykane na klucz. Pomyślałam, że trafiliśmy do jakiegoś więzienia. Ale byliśmy bardzo zmęczeni, poszliśmy spać od razu, w tym, co mieliśmy na sobie. A następnego dnia, gdy otworzyłam oczy, okazało się, że drzwi od pokoju są otwarte. Że mamy co jeść, jesteśmy bezpieczni. I mamy siebie - opowiada TOK FM Leyla.
Przyznaje, że bycie uchodźcą w naszym kraju nie jest łatwe. - Zwłaszcza na początku to jest bardzo trudne. Bywa, że jest się głodnym. Bywa, że nie ma kogo poprosić o pomoc. Bywa, że nie można znaleźć dachu nad głową - mówi. Teraz, kiedy sama czuje się już pewniej, pomaga innym uchodźcom.
Warszawska Fundacja Polskie Forum Migracyjne od 2007 roku wspiera uchodźców i migrantów w Polsce. Ostatnio w dużej mierze są to kobiety z Ukrainy, ale nie tylko. Organizacja dąży do tego, żeby Polska była krajem, w którym ludzie różnych kultur i religii żyją w zgodzie i szacunku. W ramach programu "Wsparcie Kobiet" w 2022 roku udało się zorganizować dla uchodźczyń w Warszawie szkoły rodzenia, konsultacje położnicze czy konsultacje z fizjoterapeutką.
W ramach tego właśnie projektu powstał też film. - Każda z nas ma mamę. Dlatego postanowiłyśmy nakręcić tę filmową opowieść. Historie poszczególnych kobiet stały się jedną wspólną historią - mówi Weronika Brączek. Opowieści o macierzyństwie są przedstawione przez pryzmat kołysanek śpiewanych w krajach poszczególnych bohaterek.
- Lesia z Ukrainy opowiedziała o historii kołysanki o bezpiecznym powrocie do domu. To wprost kojarzy się z politycznym wymiarem obecnej wojny w Ukrainie. To samo było z kołysanką z Wenezueli, którą opowiedziała nam Beatrice. Melodia bardzo przypomina melodię pieśni patriotycznej - opowiada Brączek. - Była też kobieta z Wietnamu. Mówiła, że w jej kraju takich piosenek jest wiele. Różnią się w zależności od regionu, są poświęcone głównie naturze. Jest tam na przykład zwyczaj, że kobieta w ciąży powinna zjeść trzy gęsie jaja - opowiada dalej koordynatorka projektu.
Leyla w swojej opowieści jako jedyna nie mówi o mamie, ale o tacie. - Moi rodzice się rozwiedli, zostałam z tatą. Wiem, jak wiele wysiłku wkładał w to, aby nas dobrze wychować - przyznaje Czeczenka. Beatrice z Wenezueli w osobistej opowieści wokół macierzyństwa, dzieciństwa i kołysanek, przypomina, jak ważne jest, aby rodzice dawali swoim dzieciom przestrzeń do bycia sobą i podążania własną drogą. Z kolei Sitora z Tadżykistanu opowiada o tym, jak jej córeczka nauczyła ją mówić otwarcie o miłości.
Film pokazuje, że migrantki to kobiety, które szukają normalnego życia i choć pochodzą z różnych kultur i miejsc na świecie, mają podobne potrzeby i doświadczenia. - Nie bez przyczyny jednym z wątków opowieści są kołysanki, które opisują przyrodę - te wyjątkowe formy muzyczne prezentowane w różnych językach zarówno łagodzą emocje, jak i otwierają na inność - mówi Brączek.