,
Obserwuj
Mazowieckie

Pierwsza "dożywotka" w Polsce. Monika Osińska to "psychiczny wampir" czy ofiara sądu?

6 min. czytania
20.01.2024 14:20
W marcu 2023 roku, po 27 latach na wolność wyszła Monika Osińska - pierwsza kobieta w Polsce skazana na dożywocie. Obraz 18-latki postrzeganej jako bezduszna i manipulująca femme fatale, po ponad ćwierć wieku zmieniła jedna książka.
|
|
fot. Jacek Marczewski

"Witam, wejdźcie" - mówi Jolanta, zapraszając trójkę licealistów - Yogiego, Gołębia i Osę do wnętrza siedziby Biura Marketingu i Promocji Turystyki Szkolnej Abigail. Biuro (nr lokalu 32) mieści się przy ul. Erazma z Zakroczymia na warszawskim Tarchominie. Jest piątek 19 stycznia 1996 roku, po godz. 16.00.

Firma Abigail zajmuje się drukiem i kolportażem krzyżówek. Krzyżówki z chorymi dziećmi na okładkach sprzedaje się, pod co większymi galeriami handlowymi. Cena zawsze jest nieokrągła - np. 1,59 zł. Chętni dają najczęściej monetę dwu- lub pięciozłotową, a nadpłata jest dzielona pomiędzy sprzedającego, a szefa Abigail, i jednocześnie szwagra Jolanty - Krzysztofa O.

Yogi - Marcin M., Gołąb - Robert G. oraz Osa - Monika Osińska, wchodzą do środka i zgłaszają się do sprzedaży krzyżówek. Jola zaczyna spisywać dane Osy. O tym, co dzieje się potem, każdy opowie coś innego.

Yogi: Znał Jolę, ponieważ wcześniej dorabiał w Abigail. To on wpada na pomysł obrabowania firmy (bo na obrabowaniu miało się skończyć). Sygnał do ataku daje Osa. Yogi zaczyna dusić Jolę. Gołąb uderza ją kijem dwa lub trzy razy, potem uderza i Yogi.

Gołąb: Kija używa tylko Yogi. Również Yogi dźga Jolę nożem (o czym Gołąb dowiaduje się od Osy) i przeszukuje szuflady. Gołąb nie zadaje ciosów.

Osa: Ani razu nie dotyka ofiary, zajmuje się jedynie szukaniem przedmiotów, które można ukraść. O kiju bejsbolowym dowiaduje się, dopiero gdy cała trójka wysiada z taksówki. Zgadza się na to, że da znak do ataku, ale gdy odpowiedni moment nadchodzi, trzykrotnie kręci głową na znak protestu. To Gołąb uderza Jolę kijem, ale nie jest pewna. Zakleja judasza w drzwiach plastrem opatrunkowym, zabiera kartkę ze swoimi danymi i wyrywa słuchawkę z telefonu. Zagląda do lodówki ("Tatara bym zjadła" - miała sobie pomyśleć). Bierze ręcznik z łazienki i każe Gołębiowi zakryć twarz Joli.

Wszystko kończy się przed godz. 17.00, a trójka nastolatków po opuszczeniu wieżowca udaje się na pizzę.

Zwłoki 22-letniej Jolanty Brzozowskiej odkrywa mieszkająca w sąsiedztwie nastolatka z koleżanką, które przychodzą do Abigail, by skorzystać z ksero. Krew jest na ścianie, na oknach, na firankach, na regale. Komputer leży na podłodze koło biurka. Pod biurkiem leży Jola. W jej szyi tkwi długi nóż z czerwoną rękojeścią, na twarzy ma zakrwawiony ręcznik.

Z biura Abigail i mieszkania Joli (które znajdowało się w tym samym lokalu), znika 400 zł, kolczyki, zegarek, magnetowid oraz pager Krzysztofa O. Policjanci powiadamiają szwagra Jolanty o jej śmierci słowami: "Ma pan trupa w biurze. Mamy nadzieję, że pan to wyjaśni".

Chrześcijaństwo to amoralna religia? 'Gdy Jędraszewski straszył tęczową zarazą, mówił językiem Jezusa'

Pierwsza "dożywotka" w Polsce

Kilka dni później odbywa się bal maturzystów z liceum ekonomicznego przy ulicy Szczawnickiej w Warszawie. Yogi, Gołąb i Osa pojawiają się w ubraniach kupionych za pieniądze ukradzione z miejsca zbrodni. Najbardziej elegancka jest Osa. "Dłuższy fraczek miałam, krótkie spodenki, bezrękawnik, białą koszulę i buty na obcasie" - opisze później. Trójka ustawia się do wspólnego zdjęcia. "My się na tej fotografii uśmiechaliśmy. Ale byliśmy smutni" - powie.

Tymczasem trwają poszukiwania sprawców morderstwa w wieżowcu na Tarchominie. Nie mniej niż policja jest tu aktywny Krzysztof O. Chcąc nagłośnić sprawę, chodzi po mediach, gdzie opowiada o Joli - cichej skromnej, uczynnej dziewczynie z wielodzietnej rodziny, która miała ścisły umysł, pragnęła zostać policjantką i jeszcze w 1996 roku miała wyjść za mąż. O. występuje m.in. w talk-show Mariusza Szczygła "Na każdy temat" i reportażu Programu III Polskiego Radia, w którym szuka sprawców przy pomocy wróżek.

Nastolatkowie zostają aresztowani około miesiąca po zabójstwie. "Wpadają" przez skradziony pager, który znajduje się w rękach znajomego Osy z dzieciństwa - Sebastiana C.

Psycholożka, która rozmawia z Osińską tuż po jej aresztowaniu, notuje: "Z pozoru układna i grzeczna, przy bliższym kontakcie jej wypowiedzi wskazują na bardzo głęboki poziom demoralizacji. Nosi się z zamiarem samobójstwa przez powieszenie, jeżeli jej wyrok będzie dłuższy niż 10 lat". 20 marca 1998 roku Osa, Yogi i Gołąb zostają skazani na dożywocie. Tym samym Monika Osińska zostaje pierwszą kobietą w Polsce z takim wyrokiem.

"Tatar wskazuje na wampiryzm psychiczny"

Zanim jednak do tego dochodzi, media przeprowadzają swój własny proces, a w centrum zainteresowania znajduje się Osa. 18-latka jest przedstawiana jako zimna i bezduszna femme fatale, która, wykorzystując swoją urodę, kieruje dwoma mężczyznami, na jej skinienie gotowymi do najgorszego. Najwięcej kontrowersji budzi tatar, na który Osa rzekomo miała ochotę, podczas gdy z pokoju obok dobiegało rzężenie konającej Jolanty. "Tatar to surowe mięso, co wskazuje na wampiryzm psychiczny" - wskazuje psycholożka. Fakt, że Osa jest siostrą jednego z podwładnych szefa gangu ząbkowskiego - "Dziada", też nie pomaga.

Szum wokół niedoszłych maturzystów próbują wykorzystać nie tylko dziennikarze, ale i politycy. Maria Łopatkowa (1927-2016) - działaczka społeczna, pisarka, pedagog, a w latach 1993-1997 senatorka III kadencji, wydaje książkę "Śmierć przed studniówką" na podstawie trwającej ledwie kwadrans rozmowy z Osińską. Publikacja jest dostępna do kupienia podczas rozpraw sądowych.

Krzysztof O. dostarcza Osie do celi krzyżówki z wizerunkiem Joli na okładce. Ktoś decyduje się puścić przez radiowęzeł wywiad z nim. "Głośnik wisiał w każdej celi, więc wszyscy słyszeli, że nie można widzieć we mnie człowieka" - mówi Monika. Założone przez O. Stowarzyszenie przeciw Zbrodni nieustannie przypomina opinii publicznej i sądowi o grozie popełnionego morderstwa. Rodziny trójki niedoszłych maturzystów dostają ulotki z pogróżkami.

Gdy prezydentem Warszawy zostaje wybrany Lech Kaczyński, mianuje szwagra zamordowanej 22-latki doradcą Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawach ochrony praw ofiar przestępstw. Po kilku dniach O. zostaje jednak odwołany. Poszło o publiczną wypowiedź, w której nazwał mężczyznę skazanego za gwałt "ludzkim szambem", "o którym można mówić, jak mówi się o fekaliach." Później Krzysztof O. także trafi za kratki. W 2015 roku szwedzki sąd skazuje go na pięć i pół roku więzienia za sutenerstwo i gwałt.

"Więzienie mnie przeszlifowało"

Pierwsze dwa lata w więzieniu Osa przepłakuje. Odwiedzają ją rodzice, którzy rozwiedli się, gdy Monika miała 12 lat. Jak powie Osa już za kratami, jej relacje z matką nigdy nie były zbyt bliskie, zmienił to dopiero wyrok. Już nie nastolatka, a dorosła kobieta, "dożywotka" Osińska w więzieniu zabija czas sprzątaniem, rękodziełem, pochłanianiem książek i seriali kryminalnych oraz pracą w więziennej kuchni. Codziennie odmawia różaniec. W międzyczasie - pomimo eksperckich głosów o zbyt dotkliwej karze, choćby ze względu na młody wiek w momencie udziału w zbrodni - wymiar sprawiedliwości podejmuje kolejne niekorzystne dla niej decyzje.

Jesienią 2013 roku po raz pierwszy odwiedza ją Lidia Ostałowska. Dziennikarka od 1989 roku związana z "Gazetą Wyborczą" jest przekonana, że gdyby Monika nie była kobietą, wymiar sprawiedliwości i media potraktowałyby ją zupełnie inaczej. Reportaż poświęcony sprawie zabójstwa na Tarchominie ma być "książką feministyczną, jakiej nie było". Po trzech-czterech latach pogłębionych rozmów Monika nagle rezygnuje. "Muszę poskładać myśli" - pisze w liście do Lidii. W 2018 roku 64-letnia Ostałowska umiera.

"Lidka była moją najbliższą Przyjaciółką" - pisze na Facebooku reportażysta Wojciech Tochman, który decyduje się dokończyć to, czego Lidia nie zdołała.

W 2021 roku Osie mija 25 lat kary. A to oznacza, że może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie. Wydarza się to jednak dopiero dwa lata później - 28 marca 2023 roku. Wtedy o 44-letniej Osińskiej i zbrodni z jej udziałem znów robi się głośno. Ale już nie w taki sposób jak przedtem, na co swój wpływ ma Wojciech Tochman i książka "Historia na śmierć i życie". Publikacja staje się pretekstem do zadawania pytań o zasadność kary dożywocia w Polsce - nie tylko tej wymierzonej Monice, ale i Yogiemu i Gołębiowi.

- Uważam, za głosem ludzi mądrzejszych ode mnie i ekspertów, którzy występują w książce, że żadna z tych osób nie powinna była dostać wyroku dożywocia, ponieważ sąd skazuje na dożywocie ludzi, co do których nie widzi szans na poprawę. Tymczasem 25 czy 27 lat temu sąd nie miał takich cudownych boskich zdolności, żeby ocenić, że ci zdrowi psychicznie młodzi ludzie nigdy nie się nie poprawią. Sąd nie mógł tego wiedzieć - podkreślał Tochman w "Magazynie Radia TOK FM".

Proces w sprawie całej trójki reportażysta wprost nazwał "jarmarkiem" i "igrzyskami". Odniósł się też do słynnego już tatara. "Z tym tatarem to była bzdura, tej sprawy w ogóle tam nie było. Wmówił jej to policjant, który ją przesłuchiwał" - zwrócił uwagę gość Anny Piekutowskiej.

"Potrzebowałam więzienia. Więzienie mnie przeszlifowało" - mówi sama Monika Osińska i utrzymuje, że zasłużyła na 25 lat za kratami. Ale nie więcej. Ma nadzieję, że książka uchroni innych przed popełnieniem tragicznego w skutkach błędu. "Może jakiś gnojek ją przeczyta. Może gnoja uratujemy" - stwierdza.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>