advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Mazowieckie

Była prezes Polskiego Radia i nie tylko. Głośne nazwiska w centrali IPN. "Bezczelne"

5 min. czytania
21.08.2024 18:01
Była prezes Polskiego Radia czy były szef Polskiej Fundacji Narodowej znaleźli pracę w Instytucie Pamięci Narodowej - ustaliło TOK FM. - To działanie bezczelne, które nie powinno mieć miejsca - mówi historyk prof. Andrzej Friszke.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

O nowych osobach w warszawskim Instytucie Pamięci Narodowej poinformowali nas pracownicy tej jednostki. - Nie mogę już patrzeć na to, co się tu dzieje. Jesteśmy w tym sami, a przychodzą nowi dyrektorzy, jak na swoje - powiedział nasz informator, prosząc o anonimowość.

Jak udało nam się ustalić, do centrali IPN w Warszawie trafiła m.in. dr Agnieszka Kamińska, była prezes Polskiego Radia w latach 2020-2023. Kamińska ukończyła filologię polską, a potem również podyplomowe studia dziennikarskie. W przeszłości (zanim została prezeską PR) pracowała w redakcji TVP Historia, była też wiceszefową Polskiego Radia 24.

Jak informowały Wirtualne Media, gdy prezes Kamińska obejmowała funkcję prezesa Polskiego Radia, Jedynka i Trójka miały po 5,3 procent udziału w rynku, a na koniec rządów Jedynka miała 5,0 procent, a Trójka zaledwie 1,8 procent.

Od 12 sierpnia Agnieszka Kamińska jest dyrektorem Centralnego Przystanku Historia w Warszawie. Rzecznik IPN Rafał Leśkiewicz przekazał TOK FM, że ma odpowiednie kompetencje do sprawowania tej funkcji. Jak podał, jest też 'osobą aktywną naukowo' (ma tytuł doktora). W IPN ma odpowiadać za "aktywną i efektywną realizację ustawowych zadań Instytutu w zakresie szeroko rozumianej edukacji historycznej". "W strukturze Instytutu Pamięci Narodowej powołano biuro odpowiedzialne za działalność Centralnego Przystanku Historia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Warszawie, najnowocześniejszego w Polsce centrum edukacji historycznej, które uruchomiliśmy 6 maja" - wskazał nam rzecznik IPN.

Niepokojące doniesienia z granicy. 'Takiego zaszczuwania nie przeżyłem'

Były wojewoda wicedyrektorem w IPN

Do Instytutu trafił również były wojewoda pomorski Dariusz Drelich. Został zastępcą dyrektora Biura Administracyjno-Gospodarczego. Jak pisała kilka lat temu "Gazeta Wyborcza", "pod koniec PRL młody Drelich był delegatem na wojewódzki zjazd Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, organizacji założonej w czasie stanu wojennego". "Należał do rady miejskiej PRON, która uważała wprowadzenie stanu wojennego za zbawienne dla Polski" - czytamy w "GW".

- Jest to bardzo interesujące, że Karol Nawrocki [prezes IPN - red.], który tak ostentacyjnie od pierwszych dni na stanowisku prezesa dekomunizuje przestrzeń publiczną w Polsce, przyjmuje na stanowisko kierownicze w IPN byłego działacza PRON. Jak się ma antykomunistyczna działalność pana prezesa do zatrudniania osób z taką przeszłością? - zastanawia się w rozmowie z TOK FM dr Mariusz Zajączkowski, historyk, wieloletni pracownik IPN, dziś w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.

- Gdybym był złośliwy, mógłbym zasugerować prezesowi Nawrockiemu lepsze ulokowanie kolegi z Gdańska w centrali IPN. Jako były działacz PRON - zamiast na zastępcę dyrektora w Biurze Administracyjno-Gospodarczym - pan Drelich byłby znakomitym kandydatem na koordynatora projektu dokumentacyjnego IPN: "Encyklopedia Solidarności" - mówi Zajączkowski, nie kryjąc ironii.

Były prezes Polskiej Fundacji Narodowej w IPN

Trzecią osobą, która trafiła do warszawskiej centrali IPN, jest dr Marcin Zarzecki - były prezes Polskiej Fundacji Narodowej (od połowy 2019 roku).

Przypomnijmy - Polska Fundacja Narodowa została założona w 2016 roku przez 17 spółek Skarbu Państwa. Miała budować polską markę, wykorzystując siłę i energię spółek. Szybko stała się jednak obiektem kontrowersji i ostrej krytyki za to, że promuje głównie działania partii rządzącej. Zasłynęła m.in. zakupem jachtu "I love Poland". O jej działalności szczegółowo informowało TVN24.

W lutym wszyscy członkowie zarządu Polskiej Fundacji Narodowej złożyli rezygnację . Marcin Zarzecki teraz został zastępcą dyrektora biura Przystanków Historia.

Co na to IPN? "Posiadają kwalifikacje"

"Uprzejmie informuję, że osoby, o które Pani pyta w swojej korespondencji, posiadają kwalifikacje do pełnienia stanowisk kierowniczych w Instytucie Pamięci Narodowej. Posiadają stosowne doświadczenie zawodowe, w tym na wysokich stanowiskach kierowniczych, poparte licznymi sukcesami zawodowymi" - napisał nam rzecznik IPN Rafał Leśkiewicz.

"Panowie Dariusz Drelich i dr Marcin Zarzecki będą realizowali zadania określone w regulaminie organizacyjnym Instytutu Pamięci Narodowej, a przypisane do biur, w których pełnią funkcje zastępców dyrektorów. Wszystkie trzy osoby, o które pyta Pani Redaktor, rozpoczęły pracę w IPN 12 sierpnia br." - wskazał Leśkiewicz w przesłanej nam korespondencji.

'Było mnóstwo krwi, wszyscy to widzieli'. 100 tys. złotych za krzywdę w strzeżonym ośrodku

- To działanie kolesiowskie. IPN stał się przechowalnią dla prominentnych działaczy PiS i Suwerennej Polski po przegranych wyborach z 15 października. To poczekalnia na lepszy czas w centrali IPN i być może w delegaturach i oddziałach w całej Polsce - mówi dr Mariusz Zajączkowski. Zastanawia się przy tym, o ilu "awansach" takich "spadochroniarzy" jeszcze nie wiemy i jakim kosztem tworzy się dla nich miejsca "pracy". - Irytujące jest to, że nawet nikt nie kryje zatrudniania prominentnych działaczy PiS teraz, w sierpniu - dodaje Zajączkowski. Zapytaliśmy IPN, co stało się z poprzednimi dyrektorami na stanowiskach, które aktualnie objęły nowe osoby - rzecznik instytutu do tego wątku się jednak nawet słowem nie odniósł.

- IPN od 2016 roku został całkowicie przejęty przez PiS. Został odcięty od wszelkich innych ośrodków akademickich, naukowych czy kulturalnych. Pełni funkcję zaplecza finansowego i personalnego dla partii PiS. Dlatego zatrudnienie tych osób mnie za bardzo nie dziwi - komentuje z kolei historyk prof. Andrzej Friszke. Przyznaje, że to działanie "bezczelne", które nie powinno mieć miejsca, ale IPN na razie się nie zmienił. - IPN jest instytucją, która dysponuje gigantycznym funduszem 600 milionów złotych i która może sobie pozwalać na dowolne zatrudnianie dowolnych ludzi, którzy z historią nie mają kompletnie nic wspólnego, a można im zapewnić przyzwoite warunki przeżycia. IPN to po prostu rezerwuar kadr Prawa i Sprawiedliwości - dodaje nasz rozmówca.

- Żadna z tych trzech osób nie ma wykształcenia, które predesponowałoby je do pełnienia funkcji kierowniczych w IPN, bowiem nie mają wykształcenia historycznego czy dorobku naukowego w zakresie historii najnowszej. Poza tym, są to prominentni działacze PiS, którzy stracili swoje synekury i zostali przygarnięci do IPN przez pana prezesa Nawrockiego, ponieważ tam są - dla takich jak oni - dosyć lukratywne pensje - mówi dr Mariusz Zajączkowski.

Instytutem Pamięci Narodowej zarządza dr Karol Nawrocki. Jest prezesem z nadania PiS. Nowa większość - po wyborach 15 października - zmieniła szefów wielu instytucji. Jeśli chodzi o IPN - ustawa uniemożliwia szybką zmianę kierownika. Zgodnie z nią kadencja prezesa wygasa m.in. na skutek skazania prawomocnym wyrokiem sądu za przestępstwo umyślne ścigane z urzędu. Natomiast Sejm może odwołać prezesa IPN, gdy jest - np. na skutek choroby - trwale niezdolny do pełnienia obowiązków; gdy nie wypełnia obowiązków nałożonych przez ustawę; działa na szkodę Instytutu Pamięci Narodowej lub gdy nie zostało przyjęte sprawozdanie z działalności IPN za dany rok kalendarzowy.