"Osiem kieliszków w 45 minut". Prokuratura o kulisach wypadku na Trasie Łazienkowskiej
Do tragicznego w skutkach wypadku doszło w nocy z 14 na 15 września. Volkswagen arteon, za którego kierownicą siedział Łukasz Ż., najechał na tył forda, który następnie uderzył w barierki energochłonne. W zderzeniu zginął 37-letni pasażer tego auta; do szpitala trafiła jego żona i dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Do szpitala przewieziono także kobietę z volkswagena.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba przekazał, że zarzuty dla Łukasza Ż. obejmują spowodowania wypadku samochodowego ze skutkiem śmiertelnym i ciężkimi obrażeniami u części pasażerów, a następnie ucieczkę z miejsca zdarzenia. Ż. przyznał się do zarzucanego czynu, ale odmówił składania wyjaśnień. Sąd utrzymał tymczasowy areszt dla podejrzanego.
Prokurator zaznaczył, że zarzut dla Ż. mógłby być zmieniony, jednakże wymagałoby to posiadania kompletu opinii biegłych.
- Nie dostaliśmy jeszcze opinii lekarskiej posekcyjnej, czy też dotyczącej kwalifikacji obrażeń ciała. Nie wpłynęła też opinia dotycząca rekonstrukcji wypadków samochodowych. Nie ma też jeszcze retrospektywnej opinii toksykologicznej dotyczącej spożywania alkoholu. Brak tych opinii uniemożliwia nam skuteczne przedstawienie zmienionych zarzutów - zaznaczył.
Gaz wciśnięty do końca. Na liczniku 226 km/h
Skiba przekazał, że śledczy dysponują dwiema z trzech opinii dotyczących zabezpieczonych danych informatycznych dwóch aut uczestniczących w wypadku. Chodzi o dane z samochodu volkswagen arteon, a także ford focus, którym podróżowała pokrzywdzona rodzina. Prokuratura nie otrzymała natomiast opinii dotyczącej zapisu czarnej skrzynki z samochodu cupra, którym z miejsca zdarzenia miał uciekać sprawca wypadku.
Według tych opinii pięć sekund przed zderzeniem ford focus poruszał się z prędkością zmienną od 62 do 59 km/h. - Była to prędkość dopuszczalna - powiedział Skiba. - Kierowany przez Łukasza Ż. volkswagen poruszał się w ciągu pięciu sekund poprzedzających zderzenie z prędkością zwiększającą się od prędkości 205 km do prędkości 226 km na godzinę w terenie, gdzie dopuszczalna prędkość wynosi do 80 km na godzinę - mówił prokurator.
Dodał, że z opinii biegłego wynika również, że pomiędzy piątą a pierwszą sekundą przed zdarzeniem pedał gazu został wciśnięty do końca, co - jak stwierdził Skiba - spowodowało bardzo szybkie przyśpieszenie. Prokurator podkreślił, że biegły nie stwierdził, by następowały jakiekolwiek ślady hamowania. Dodał, że w oparciu o uzyskane dowody wiadomo, że Łukasz. Ż. na chwilę przed zdarzeniem, trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją jazdę. - Nie zabezpieczyliśmy tego telefonu - przekazał rzecznik prokuratury. Prokuratura polska zwróciła się do strony niemieckiej, na podstawie europejskiego nakazu dochodzeniowego, o zabezpieczenie i przekazanie tego telefonu. Strona niemiecka odpowiedziała, że Łukasz Ż. nie miał go przy sobie.
Podkreślił też, że na tym etapie postępowania, nie ma żadnych dowodów, że doszło do wyścigu. - Samochód cupra jechał ewidentnie wolniej - dodał. Prok. Skiba zaznaczył, że ponieważ nie ma jeszcze opinii toksykologicznej, nie można stwierdzić, czy Łukasz Ż. i kierowca drugiego samochodu - cupra, w trakcie jazdy, byli pod wpływem alkoholu.
Wypadek na Trasie 'Łazienkowskiej'. 'Łukasz Ż.' jest już w Polsce
Zarzuty dla Łukasza Ż. 'Osiem kieliszków w 45 minut'
Prok. Skiba zrelacjonował natomiast, co zarejestrował monitoring jednego z warszawskich lokali, w którym bawili się wcześniej Łukasz Ż. i inni. - Biesiadowanie rozpoczęło się o godzinie 00.15, a zakończyło o 1.00. W ciągu tych 45 minut Łukasz Ż. wypił osiem kieliszków 40 proc. wódki w kieliszku o pojemności 50 ml, a jego kolega wypił takich kieliszków pięć - powiedział prok. Skiba.
Do samochodu VW arteon wsiedli - Łukasz Ż, który nim kierował, pokrzywdzona Paulina K., podejrzani: Maciej O., Adam K. i Sara S. Do samochodu cupra formentor wsiedli podejrzani: Kacper K., który był kierowcą, Mikołaj N. i Damian J. Cała grupa dwoma samochodami, kierowała się do innego lokalu przy ul. Wał Miedzeszyński. Około 15 minut od wyruszenia w trasę doszło do wypadku. - Początkowo Damian J. i Mikołaj N. byli uważani za pasażerów arteona, gdyż takie oświadczenia składali 'na gorąco' oni oraz Maciej O. obecnym na miejscu zdarzenia służbom, celem zmylenia organów ścigania i wprowadzenia ich w błąd co do tożsamości osoby kierującej pojazdem marki VW i tożsamości osób przebywających w tym pojeździe - mówił prok. Skiba.
Przekazał też, że jeden z tych podejrzanych wręcz oznajmił postronnym świadkom, że to on był kierowcą samochodu VW. - Ustalenia ostatnich tygodni wskazują, że Damian J. i Mikołaj N. przybyli na miejsce zdarzenia samochodem cupra, opuścili ten pojazd, a następnie zachęcali i ułatwiali opuszczenie miejsca zdarzenia osobom znajdującym się w pojeździe VW - Sarą S. i Adamem K. - wyjaśnił rzecznik. Dodał, że żaden z podejrzanych nie potwierdza, że tym samochodem odjechał Łukasz Ż.
Prokurator poinformował także, że są kolejne osoby mające status podejrzanego w tej sprawie. Zaznaczył, że dwie osoby usłyszały zarzuty. - Jedną z tych osób jest Adam K., a drugą Sara S. Obydwoje byli pasażerami volkswagena - wyjaśnił.
Adam K. usłyszał zarzut nieudzielenia pomocy a także pomocnictwo w ucieczce i utrudnianie śledztwa. Sara S. usłyszała zarzut nieudzielenia pomocy. Adam K. został decyzją sądu aresztowany na trzy miesiące, a Sara S. dostała policyjny dozór.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>