,
Obserwuj
Mazowieckie

Co się działo na komisariatach? "Stopień okrucieństwa był ogromny"

6 min. czytania
16.12.2024 06:43
Jak mówi TOK FM była zastępczyni RPO, cechą charakterystyczną zachowań policjantów było zatrzymywanie ludzi w tzw. "kotłach". - Mieliśmy do czynienia z pokojową manifestacją, a ludzie byli otaczani przez zwarty kordon policji i nie mogli z niego wyjść - opowiada dr Hanna Machińska.
|
|
fot. Karolina Misztal/REPORTER / KAROLINA MISZTAL/REPORTER

"ObyPomoc" była nieformalną grupą prawników i prawniczek, którzy w latach 2016-2023 pomagali działaczom inicjatywy Obywatele RP. Chodziło o wsparcie przy zatrzymaniach, na komendach i komisariatach, ale też później - w sądach. Wszystko w ramach działania pro bono.

Grupa przygotowała właśnie specjalny raport na temat pomagania, zatytułowany "Działania na rzecz samoorganizacji społecznej wobec prawnego nękania uczestników protestów w latach 2016-2023". Część spraw w sądach - mimo roku od wyborów 15 października i rok od zaprzysiężenia rządu Donalda Tuska - wciąż trwa. Ale większość już się zakończyła. Sądy potwierdzały, że zatrzymania były bezpodstawne i niezasadne. Spora część osób zatrzymywanych dostała zadośćuczynienia.

Spodziewany przez władze ''efekt mrożący'' szykan w pewnym stopniu osiągnięto

''W początkowym okresie działania biura (ObyPomoc) liczba zgłoszeń przyrastała szybko, potem praktycznie nie rosła, co dowodzi, że krąg protestujących narażonych na zwarcie z policją został ograniczony. Można zatem uznać, że spodziewany przez władze ''efekt mrożący'' szykan w pewnym stopniu osiągnięto, choć grupa osób zdeterminowanych pozostała do końca znacząca, a ich aktywność widoczna" - czytamy w raporcie przygotowanym przez Obywateli RP i ich prawników.

Z danych wynika, że do 15 października 2023 roku w biurze ObyPomocy zarejestrowano zgłoszenia 925 osób, które w związku z udziałem w pokojowych demonstracjach były zatrzymywane i miały postępowania przed sądami. Chodziło głównie o postępowania z kodeksu wykroczeń, ale też z kodeksu karnego i administracyjnego. Co istotne, ponad połowa postępowań z kodeksu wykroczeń rozpoczęła się od wydania przez sąd wyroku nakazowego. Mówiąc wprost, sądy uznawały winę tylko na podstawie policyjnego wniosku o ukaranie, bez wysłuchania racji osób, które protestowały na ulicach.

Okładka książki 'ObyPomoc. Działania na rzecz samoorganizacji społecznej wobec prawnego nękania uczestników protestów(...)'
Okładka książki 'ObyPomoc. Działania na rzecz samoorganizacji społecznej wobec prawnego nękania uczestników protestów(...)'
Fot. printscreen z wersji pdf

"Straciłem dystans"

Jedną z osób, które od początku pomagały prawnie Obywatelom RP był adwokat Radosław Baszuk. Jak mówi, tak mocno się w to zaangażował, że sam stał się uczestnikiem tego ruchu. - Chyba trochę straciłem pożądany w moim zawodzie dystans do spraw, które prowadziłem i do swoich klientów. Sam stałem się też uczestnikiem zgromadzeń i akcji organizowanych przez Obywateli RP. Ale z perspektywy czasu oceniam to jako jedno z ważniejszych i lepszych doświadczeń mojego życia - mówi adwokat w rozmowie z TOK FM.

Skala represji wobec osób, które na ulicach walczyły o takie wartości jak praworządność, demokracja, prawa człowieka, wolne sądy, była ogromna. Jak mówi mecenas Baszuk, liczba stawianych protestującym zarzutów ograniczała się do kilku przepisów z kodeksów. Obserwowano pewną powtarzalność. - To było oczywiście tamowanie bądź utrudnianie ruchu na drodze publicznej, umieszczanie napisów i innego rodzaju treści w tzw. sferze publicznej bez zezwolenia np. administratora budynku. Mieliśmy do czynienia również z zarzutem rzekomego niewykonywania poleceń funkcjonariuszy publicznych. To najczęściej, ale z czasem doszły też zarzuty karne dotyczące choćby rzekomego znieważenia funkcjonariusza publicznego na służbie czy rzekomego naruszenia jego nietykalności - opowiada Radosław Baszuk.

Obalenie pomnika księdza Henryka Jankowskiego

Wśród spraw, które trafiały do sądów, była m.in. historia z Gdańska, gdzie trzech przyjaciół obaliło pomnik księdza Henryka Jankowskiego. - Potem położyli na tej obalonej już bryle pomnika odzież dziecięcą. Była to akcja symboliczna, mająca podkreślić powód tej akcji, czyli tolerowane i niewyjaśniane zarzuty o zachowania pedofilskie - tłumaczy adwokat. I dodaje, że sprawa gdańska przeszła przez wszystkie możliwe instancje i finalnie zakończyła się uniewinnieniem oskarżonych od zarzutu znieważenia pomnika, ale też zniszczenia mienia.

Mecenas mówi z dumą, że system pomocy prawnej od początku zadziałał. To byli prawnicy z ObyPomocy, ale też z innych inicjatyw, choćby z Kolektywu Szpila. - Trzeba powiedzieć, że zdecydowana większość zatrzymań po protestach czy akcjach obywatelskich to były zatrzymania, które nie spełniały podstawowych kryteriów, czyli zatrzymywano osoby, które nie popełniły żadnego czynu zabronionego. Na komendach i komisariatach zdarzały się wobec nich - przypadkowe rzekomo - kopnięcia, wykręcenia rąk, podszczypywania. Ale trzeba też powiedzieć o tym, że sposób zwracania się do zatrzymywanych demonstrantów przez policję - czyli np. mówienie per "ty" czy używanie wulgaryzmów - wszystko to było absolutnie nieproporcjonalne i nieuzasadnione - opowiada Radosław Baszuk.

"Funkcjonariusze policji dążyli do tego, by złamać tych ludzi"

Zatrzymywani - choćby po protestach kobiet w związku z "wyrokiem" Trybunału Julii Przyłebskiej w sprawie aborcji czy po Tęczowej Nocy - byli przewożeni do różnych komisariatów, w tym do komendy na ul. Wilczej w Warszawie. Wielokrotnie pojawiała się tam dr Hanna Machińska, ówczesna zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara.

- Nie mogę wskazać jednego choćby, modelowego, dobrego traktowania osób zatrzymanych. Bo te zatrzymania były nacechowane bardzo dużą brutalnością. Funkcjonariusze policji dążyli do tego, by złamać tych ludzi, by ich zgnębić. Przeprowadzano rewizje osobiste, rozbierano do naga, demonstranci musieli siedzieć w kajdankach, które wbijały im się w ręce. Nie zapomnę też nigdy sytuacji, gdy jedna z osób zatrzymanych poprosiła o wodę. I w zamian usłyszała od osoby, która była po cywilnemu, "My nie jesteśmy kelnerkami i wody nie będziemy podawać". Zareagowałam wtedy bardzo stanowczo - opowiada dr Machińska.

Jak dodaje, cechą charakterystyczną zachowań policjantów za rządów PiS było też zatrzymywanie ludzi w tzw. "kotłach". - Mieliśmy do czynienia z pokojową, spokojną manifestacją, a ludzie byli otaczani przez zwarty kordon policji i nie mogli z niego wyjść. Pozbawiano ich wolności. Podejmowałam wtedy negocjacje z policjantami. Zwracałam się do osoby, która zarządzała tą sytuacją, a nagle okazywało się, że on nie może od tego odstąpić, bo to jest dyspozycja z Komendy Stołecznej. Stopień okrucieństwa ze strony policji był ogromny. O co chodziło z tym trzymaniem w "kotle"? By tych ludzi trzymać, przestraszyć, wywołać efekt mrożący. W państwie demokratycznym - było to po prostu niesłychane - opowiada w TOK FM dr Hanna Machińska.

Jak wspomina, były też sytuacje, gdy osobiście - razem z innymi prawnikami - odprowadzała uczestników manifestacji do tramwaju, by po drodze nie zostali zatrzymani. - Przypomnijmy sobie słynne historie z babcią Kasią, ale też innymi paniami z grupy Polskich Babć. To było absolutnie niewyobrażalne traktowanie tych babć. Używanie gazu pieprzowego, pałek, bezkarność funkcjonariuszy - to wszystko miało przecież miejsce. Nie mam wątpliwości, że komendant główny policji ówczesny, Jarosław Szymczyk powinien ponieść odpowiedzialność, podobnie jak komendant stołeczny. To osoby, które wydawały - wprost albo nie wprost - określone polecenia i wprowadzały taką a nie inną opresyjność - mówi prawniczka. Do dziś tak się jednak nie stało - pisaliśmy o tym już wcześniej.

"Nacjonalizm to nie jest patriotyzm"

Dr Hanna Machińska wspomina słynną akcję na jednym z Marszów Niepodległości, gdy grupa demonstrantów stała na drodze z białymi różami i hasłem "Nacjonalizm to nie jest patriotyzm". - To było dla policji największym naruszeniem. Przyjechaliśmy tam na miejsce razem z mecenasem Baszukiem. Okazało się, że grupa z różami - w tym osoba z niepełnosprawnością, studentka prawa czy profesor belwederski - została otoczona przez kordon policji, a potem te osoby były wynoszone w kierunku ulicy Smolnej. To było kilkanaście osób. Przyjechałam i pytam o podstawową rzecz - dlaczego te osoby przez kilka godzin nie mogą skorzystać z toalety? I wtedy jedna z funkcjonariuszek - to jest niewiarygodne - poszła z jedną z tych osób do toalety, stanęła przy otwartych drzwiach i patrzyła na załatwianie potrzeb fizjologicznych. Gdy się o tym dowiedziałam, doszło do awantury. Powiedziałam krótko "Spróbujcie jeszcze raz wejść z osobą zatrzymaną do toalety". Było też tak, że policjanci i policjantki nie chcieli się przedstawiać. To było nagminne - dodaje dr Hanna Machińska.

Po czterdziestu kilku latach znowu nie można pisać na murach źle o PZPR

Mecenas Radosław Baszuk nie kryje, że część policyjnych historii była absurdalna i powodowała śmiech. - Pamiętam sytuację umieszczenia napisów na płocie Filtrów Warszawskich. Napisano tam "PiS = PZPR". Napis był naniesiony ekologiczną farbą, którą bardzo szybko dało się zmyć, więc o żadnym zniszczeniu mienia nie było mowy. Broniąc w tej sprawie dwóch dziewczyn starałem się znaleźć argumenty, by przekonać sąd, że nie należy ich karać. Przypomniałem sądowi, że ten przepis w kodeksie przetrwał kilkadziesiąt lat. I trochę ironicznie powiedziałem, że po czterdziestu kilku latach znowu nie można pisać na murach źle o Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. I wtedy wszyscy się zaczęli śmiać, łącznie ze składem sądzącym. W efekcie, zapadł wyrok uniewinniający - opowiada Baszuk.

Jak dodaje, większość osób, w których sprawach występował, dostawała potem zadośćuczynienia za bezprawne zatrzymania. - Z czasem to już nie były kwoty symboliczne, stawały się coraz wyższe. W jednej ze spraw udało mi się wywalczyć dla klienta zadośćuczynienie w kwocie 50 tysięcy zł. Tu w grę wchodziły bardzo osobiste sytuacje tej osoby i wyjątkowa krzywda, ale o szczegółach nie mogę mówić. Chcę tylko podkreślić, że mówimy o zadośćuczynieniach za bezprawne zatrzymania, nie aresztowania, więc to były naprawdę spore kwoty - podsumowuje Radosław Baszuk. Raport z działań grupy ObyPomoc można znaleźć TUTAJ.