Spór wokół Parady Równości. Prokuratura umorzyła śledztwo. "Dużo nas to kosztowało"
- Przed rokiem doszło do zmiany zarządu Fundacji Wolontariat Równości, organizującej Paradę Równości;
- Nowe władze twierdziły, że poprzedni zarząd dopuścił się nadużyć finansowych;
- Prokuratura tego nie potwierdziła;
- "Przez ostatnie lata jednoczyliśmy się wszyscy w ramach solidarności w walce z PiS, a teraz, gdy PiS już nie rządzi, ktoś postanowił znaleźć innego wroga" - komentują aktywiści.
Śledztwo dotyczyło m.in. przekazania przez Fundację Wolontariat Równości darowizn finansowych na rzecz innych organizacji. Jak mówił w TOK FM nowy prezes fundacji - Rafał Dembe, jego poprzedniczka - tuż przed odwołaniem - miała przelać około 100 tys. złotych na konta trzech innych organizacji: 40 tys. złotych na rzecz Fundacji BASTA Barta Staszewskiego oraz po 29,7 tys. złotych na rzecz szczecińskiej Lambdy Polska oraz Republiki Różnorodności z Poznania. Opisywaliśmy to przed rokiem na naszym portalu.
Prokuratura - po przeprowadzeniu kilkumiesięcznego postępowania - stwierdziła brak znamion czynu zabronionego i umorzyła sprawę. Informację potwierdził nam rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prokurator Piotr Antoni Skiba.
Była prezeska Fundacji Wolontariat Równości Julia Maciocha od początku mówiła w TOK FM, że w tej sprawie nie ma żadnej sensacji ani nadużyć. - To, że przelewy wyszły 10 stycznia [dzień przed jej odwołaniem - przyp. red.], to zbieg okoliczności. Decyzję o tych darowiznach podjęliśmy jeszcze w grudniu. Wcześniej wspieraliśmy organizacje, opłacając przedstawione przez nie rachunki, ale to zajmowało za dużo czasu. Stąd decyzja o darowiznach - mówiła nam w marcu 2024 roku Maciocha. Dziś nie chciała z nami o tej sprawie rozmawiać.
W gazecie przeczytał, że jego dom ma zniknąć. 'Nogi się pode mnı̃ ugı̃ły'
"Ta sprawa dużo nas kosztowała"
- Choć po tylu latach nienawiści wobec środowiska LGBTQ+ jestem gruboskórny, to jednak ta sprawa dużo mnie i wszystkich nas kosztowała. Nawet niektóre osoby, które były mi bliskie, odsunęły się ode mnie. A to, co robili ludzie w internecie, było nie do opisania - opowiada Bart Staszewski z fundacji BASTA. - Zarzucano nam, że my te pieniądze ukradliśmy, że poniesiemy odpowiedzialność, że popełniliśmy jakieś straszne przestępstwo. Wiele osób w ogóle nie chciało słuchać naszych argumentów. Ja to nazywam e-linczem - dodaje aktywista.
I nie ukrywa zdziwienia całą tą aferą. - Przez ostatnie lata jednoczyliśmy się wszyscy w ramach solidarności w walce z PiS, a teraz, gdy PiS już nie rządzi, ktoś postanowił znaleźć innego wroga - w tym przypadku nas - i to się rozlało - twierdzi Staszewski.
W jego opinii najbardziej na sprawie ucierpiała była prezeska Wolontariatu Równości, która dziś jest już poza aktywizmem. - Jestem przekonany, że Julia nie zrobiła nic złego. Dla mnie była to dyskryminacja ze względu na płeć. Nie chcę być jej rzecznikiem, ale przez ostatnie miesiące wieszano na niej psy. Prokuratura potwierdziła, że bezpodstawnie - mówi Staszewski. Podkreśla, że sobie również nie ma nic do zarzucenia. - Pieniądze otrzymane od Wolontariatu Równości przeznaczyliśmy na monitoring mediów - wyjaśnia.
Sytuacja osób LGBT gorsza niż rok temu? 'Zaczynam tracić wiarę'
Do sprawy szeroko odniosła się też Monika Tichy, prezeska Lambdy Polska (organizacji, która też dostała wspomniane dotacje). W oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych zapewniła, że jej fundacja "zachowała się w sposób transparentny, przekazując nowemu zarządowi Fundacji Wolontariat Równości - na jego prośbę - dokumenty umów darowizn".
Tichy przypomniała też, że za otrzymane środki Lambda organizowała lub pomagała organizować marsze równości, a z całości "opublikowała dokładne rozliczenie". Zwróciła przy okazji uwagę, że informacje o tych rozliczeniach i działaniach przechodziły bez echa - inaczej niż hasła o rzekomej "kradzieży" pieniędzy.
"Po raz kolejny okazuje się, że w naszej 'społeczności', kiedy można coś złego powiedzieć o kimś zasłużonym, wszyscy mają zdanie, a internet aż huczy. Kiedy okazuje się, że nie było o co się pieklić, jest cisza" - dodała gorzko prezeska Lambdy.
Inne wątki śledztwa też umorzone
Prokuratura badała też inne wątki dotyczące działań poprzedniego zarządu Fundacji Wolontariat Równości. "Postępowanie toczyło się także w sprawie niezasadnego dokonania cesji przekazującej prawa i obowiązki do dysponowania domeną paradarownosci.eu i umożliwienia korzystania z domeny przez członków zarządu Fundacji, a także w sprawie zniesławienia członków zarządu Fundacji. Także w tym zakresie postępowanie zostało umorzone, odpowiednio wobec stwierdzenia, iż czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego oraz wobec stwierdzenia, że czyn nie zawiera znamion czynu ściganego z oskarżenia publicznego i brak jest interesu społecznego w objęciu ściganiem z urzędu" - przekazał TOK FM rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Jak ustaliliśmy, postanowienie jest nieprawomocne, a decyzja została zaskarżona przez przedstawicieli Fundacji Wolontariat Równości. To oznacza, że teraz sąd oceni, czy umorzenie śledztwa było przedwczesne, czy też nie.
- Jeśli chodzi o nasze oficjalne stanowisko, to nie komentujemy sprawy do czasu wydania decyzji przez sąd i od tego zależą nasze dalsze działania - powiedział TOK FM obecny prezes Wolontariatu Równości Rafał Dembe. Zapytaliśmy go również, czy nie żałuje swoich działań sprzed prawie roku. - Ewentualne zarzuty stawia prokuratura. My opisaliśmy zaistniałą sytuację i na tej podstawie prokuratura wszczęła śledztwo - przekazał nam Dembe. Jak dodał, czeka na rozstrzygnięcie sądu i wierzy, że sąd przyjrzy się sprawie dokładniej niż prokuratura.