Przy Modlińskiej 6 jest coraz gorzej. Handlarze piszą do władz. "Jesteśmy bezsilni"
- W środę komornik z asystą policji wszedł do hali przy Modlińskiej 6D w Warszawie w związku z decyzją sądu umożliwiającą jednemu z kupców powrót do handlu. Jak opisywała 'Gazeta Wyborcza', sytuacja po jego odjeździe tylko się zaogniła;
- Kupcy oskarżają ochronę wynajętą przez zarządcę o agresję i apelują do władz. W mediach społecznościowych relacjonowali, że zostali pozostawieni bez wsparcia wobec 'co najmniej 30 osób pochodzenia czeczeńskiego';
- Policja w rozmowie z TOK FM podkreśliła, że ataki mają charakter dwustronny i że prowadzi postępowania na podstawie złożonych zeznań.
Hala Modlińska 6D miała być nowym początkiem dla części kupców, którzy stracili swoje stoiska w wyniku pożaru hali Marywilska 44, do którego doszło w maju 2024 roku. Nowe miejsce zostało otwarte w październiku ub.r., ale pomiędzy handlarzami a właścicielem budynku - firmą Mirtan - pojawił się spór.
Konflikt pomiędzy kupcami z Modlińskiej a właścicielem hali. Komornik nie pomógł
Nasilił się on na początku 2025 r., kiedy właściciel hali zaproponował kupcom - w większości pochodzenia wietnamskiego - 20-procentową podwyżkę czynszu. T-Groupe, która reprezentuje kupców, nie zgodziła się na nowe warunki. Mirtan zarzuca obecnie, że firma korzysta z hali bez ważnej umowy i nie opłaca należności. Kupcy odpowiadają, że mają prawo do użytkowania obiektu.
5 maja hala została zamknięta decyzją wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego z powodu poważnych zagrożeń dla bezpieczeństwa, m.in. niesprawnych instalacji przeciwpożarowych i zablokowanych wyjść ewakuacyjnych. Mirtan obwinił kupców o nielegalne przeróbki, uniemożliwienie realizacji zaleceń służb oraz ignorowanie decyzji o opuszczeniu obiektu. Do budynku tego dnia próbowali dostać się handlarze, którzy starli się z ochroniarzami.
Konrad Fijołek może stracić władzę w Rzeszowie? 'Czuć wiatr zmian z Zabrza'
W minioną środę natomiast doszło do egzekucji komorniczej, na podstawie decyzji Sądu Rejonowego w Warszawie, który zezwolił jednemu z kupców na powrót do prowadzenia działalności na targowisku do czasu rozstrzygnięcia sporu. Jak podała 'Gazeta Wyborcza', 'komornik miał wprowadzić kupców na targowisko', a 'klauzula wykonalności postanowienia, jaką otrzymali kupcy, dotyczyła jedynie jednego boksu i części wspólnych hali'."
Według relacji "GW", handlarze "byli pod baczną obserwacją zamaskowanych, rosłych czeczeńskich ochroniarzy wyposażonych w butle z gazem pieprzowym". Po zakończeniu interwencji komornika i po opuszczeniu hali przez policję sytuacja - według kupców - uległa pogorszeniu.
Kupcy proszą władze o pomoc. "Zostaliśmy całkowicie sami"
"Chwilę później ostatni policjanci opuścili teren, pozostawiając nas - 18 kupców i 2 dziennikarzy - bez żadnego wsparcia ani ochrony. Jeden z funkcjonariuszy poinformował nas, że możemy wynająć własną firmę ochroniarską, a policja przyjedzie dopiero w przypadku fizycznego aktu agresji. Po dzisiejszych wydarzeniach straciliśmy resztki nadziei. Zostaliśmy całkowicie sami - łącznie 20 osób - bez żadnej ochrony, zdani na łaskę co najmniej 30 osób pochodzenia czeczeńskiego oraz nowej, agresywnej ochrony" - napisali handlarze, kierując swój apel o pomoc do służb, polityków oraz Rzecznika Praw Obywatelskich.
Komenda Stołeczna Policji zapewniła, że po zakończeniu działań komornika, funkcjonariusze pozostali na miejscu, "wylegitymowali wszystkie osoby będące na hali" i "rozmawiają z obiema stronami sporu, informując o możliwości złożenia stosownego zawiadomienia w przypadku kiedy doszłoby do naruszenia prawa oraz możliwościach dochodzenia swoich roszczeń".
- Jesteśmy bezsilni. Osoba, która nas reprezentowała, podpisała umowę z jakimś bandytą - wyznała w rozmowie z TOK FM Błażejem Kuleszą jedna z handlarek, Mirosława Kotyńska. Inny kupiec, który stracił dostęp do swojego stoiska, Tomasz Fan, relacjonował, że ochroniarze z Modlińskiej "atakowali" go i "gazowali" na oczach biernych policjantów.
Policja: To były wzajemne ataki
Nadkomisarz Paulina Onyszko z Komendy Rejonowej Warszawa Praga Północ podkreśliła, że skargi wpływają zarówno od zarządcy, jak i od kupców: - Jako policja musimy w tej sprawie być bardzo obiektywni. Tutaj nie ma jednej strony, która by atakowała. To były wzajemne ataki - powiedziała.
Zarządca hali utrzymuje, że obiekt musi pozostać zamknięty, jednak kupcy nie wierzą w te zapewnienia i kierują sprawy do sądu.
Posłuchaj: