Asystenci z problemami, uczniowie bez pomocy. Kłopoty Ukraińców w polskim systemie edukacji
- Nauczyciele i asystenci z Ukrainy są rzuceni w polski system edukacji na głęboką wodę;
- Problemem jest też brak znajomości przepisów w organach prowadzących i dyrekcjach szkół;
- Pomóc miał przygotowany przez MEN program 'Szkoła dla wszystkich', ale utknął w Radzie Ministrów. Jak mówi się nieoficjalnie, z przyczyn politycznych.
W Warszawie zatrudnienie asystentek w części szkół finansują organizacje pozarządowe, w niewielkim stopniu - miasto. Takie osoby pracują na stanowisku pomoc nauczyciela. Ale są już też nauczyciele i nauczycielki z Ukrainy, którzy nostryfikowali dyplomy (procedura uznania ważności) albo skończyli studia w Polsce i uczą w warszawskich szkołach.
Takim nauczycielem jest m.in. Oleksandr Pustovyi, który skończył studia w Warszawie i uczy historii w Szkole Podstawowej nr 141 im. majora Henryka Sucharskiego. Wcześniej pracował też jako asystent międzykulturowy, dziś natomiast - oprócz lekcji w szkole, prowadzi Sobotnią Szkołę Ukraińską. Podczas bezpłatnych zajęć dzieci uczą się języka ukraińskiego, historii tego państwa, kultury i geografii. Oleksandr działa też w Fundacji 'Ukraiński Dom'.
Rzucone na głęboką wodę
Na przestrzeni lat spotykał się w szkołach z wieloma sytuacjami. Mówił o nich na wtorkowym posiedzeniu sejmowej Komisji Edukacji. Przez prawie dwa lata - w ramach Warszawskiego Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń, czyli placówki doskonalenia nauczycieli - prowadził koło wsparcia dla asystentek międzykulturowych z Ukrainy. W większości to nauczycielki, które po wybuchu wojny zostały rzucone na głęboką wodę. Najczęściej nie znały języka, realiów polskiej szkoły, podejścia uczniów i ich rodziców. - Spotykaliśmy się regularnie, rozmawialiśmy m.in. o problemach i o tym, jak sobie z nimi radzić. Wprowadzałem asystentki w polski system edukacyjny, tłumaczyłem im, jakie są zasady oceniania, za co można np. wstawić plus a za co minus, na jakiej zasadzie oceniane jest zachowanie uczniów - mówi nasz rozmówca.
Jak dodaje, wielokrotnie spotykał się z wypaleniem zawodowym asystentek, ich frustracją i stresem. - W mojej ocenie takim osobom potrzebny jest pewien rodzaj superwizji. Chodzi o to, by miały z kim porozmawiać m.in. o tym, co na siebie przyjmują, słuchając opowieści o wojnie i doświadczeniach dzieci i ich rodziców. To trauma, straszne wojenne obrazy, które wciąż w nich tkwią, trudne emocje. Asystentki niejednokrotnie trzymają to w sobie i to je emocjonalnie obciąża - mówi gość TOK FM.
Ukraiński a nie rosyjski
Wspomina też o sytuacjach, gdy do szkół - w funkcji asystenta - trafiają osoby które nie mówią po ukraińsku, a jedynie po rosyjsku. - Sam znam taki przypadek, gdy chciałem przyjąć do naszej Sobotniej Szkoły nauczycielkę języka ukraińskiego. Gdy zacząłem z nią rozmawiać okazało się, że prawie nie mówi po ukraińsku, a była zatrudniona w pobliskiej szkole w Warszawie jako asystentka - opowiada w TOK FM.
W jego ocenie nie powinno to tak wyglądać. - Oczywiście, dla części rodziców może to nie stanowić problemu, ale dla niektórych - już tak. Bo nie chcą mówić po rosyjsku w Polsce, w obliczu ciągle trwającej brutalnej wojny. I ja to rozumiem - tłumaczy nasz rozmówca. Przyznaje, że bywało i wciąż bywa też tak, że to dzieci mówią tylko po rosyjsku, bo przyjechały z rosyjskojęzycznej części Ukrainy. - Wtedy naszą rolą jest pokazanie im języka ukraińskiego, ukraińskiej tradycji czy historii - mówi.
Zdarzają się też i inne sytuacje. - Dowiedziałyśmy się np. o szkole, w której dyrekcja powiedziała, że nie zatrudni asystentki międzykulturowej, bo do tego trzeba mieć polskie obywatelstwo, co jest kompletnym absurdem - mówi Agnieszka Kozakoszczak z Warszawy, reprezentantka Koalicji na rzecz Wzmacniania Roli Asystentów i Asystentek Międzykulturowych. - Albo druga sytuacja - asystentka dostała informację, że jej umowa nie będzie mogła być przedłużona na okres wakacji, ponieważ została zatrudniona od 1 października, a nie od 1 września. Takie podejście jest niezgodne z oficjalnymi wytycznymi MEN. Podaję to jako przykład niewiedzy w organach prowadzących i dyrekcjach szkół - dodaje Agnieszka Kozakoszczak.
Sejmowa komisja i pytania o wsparcie dla ukraińskich uczniów
W trakcie obrad zarówno posłowie, jak i przedstawiciele organizacji pozarządowych pytali o szumnie zapowiadany w ubiegłym roku program 'Szkoła dla wszystkich'. To unijny projekt podzielony na trzy moduły: 'Asystent międzykulturowy', 'Dobrostan społeczności szkolnej' i 'Doskonalenie kadr systemu oświaty'.
Program zakładał m.in., że asystentów w szkołach dla dzieci cudzoziemskich będzie o wiele więcej. 'Jeden asystent międzykulturowy obejmuje wsparciem w danej szkole grupę liczącą nie więcej niż 20 uczniów i uczennic z Ukrainy, w której mogą być uwzględnieni również uczniowie z niepełnosprawnością. W przypadku większej liczby uczniów dyrektor może zatrudnić asystenta na każdą rozpoczętą 20-osobową grupę' - napisano już kilka miesięcy temu na stronach rządowych.
Program to również szkolenia dla nauczycieli - jak radzić sobie z konfliktami wśród dzieci na tle narodowościowym, jak reagować na bullying (zastraszanie) czy dyskryminację, jak prowadzić mediację. Zakłada również profilaktykę zaburzeń zdrowia psychicznego oraz wsparcie psychologiczno-pedagogiczne dla dzieci i młodzieży z doświadczeniem migracyjnym lub uchodźczym. O trudnościach i wyzwaniach stojących przez ukraińskimi, ale i polskimi dziećmi, jak też przed nauczycielami, pisaliśmy wielokrotnie.
- Wszystko to ruszy od stycznia, bo wtedy będą uruchomione na ten cel pieniądze unijne - mówiła w TOK FM wiceministra edukacji Joanna Mucha. Potem były zapowiedzi, że projekt zacznie działać w marcu - mamy maj, a wciąż go nie ma.
- Program jest przygotowany przez MEN i został przekazany do Rady Ministrów. W tej chwili jest procedowany i naprawdę mam nadzieję, że bardzo szybko uzyskamy akceptację. Nie mogę informować o zasadach w nim ujętych do czasu aż nie będzie on zatwierdzony - mówiła we wtorek w sejmie Joanna Mucha.
Jak ustaliliśmy, już 25 listopada zeszłego roku Zespół Programowania Prac Rządu podjął decyzję o włączeniu projektu uchwały Rady Ministrów w sprawie programu wyrównywania szans edukacyjnych dzieci i młodzieży z Ukrainy 'Szkoła dla wszystkich' w latach szkolnych 2024/2025, 2025/2026 i 2026/2027, do wykazu prac legislacyjnych. Minęło pół roku idalej nic, a - zgodnie z zapowiedziami - na realizację tych zadań Polska ma dostać ok. 500 milionów złotych z UE.
- Tu chodzi o wybory - nie ma wątpliwości jedna z naszych rozmówczyń, przedstawicielka organizacji pozarządowej (chce pozostać anonimowa). - Było dużo antyukraińskich wypowiedzi ze strony różnych polityków, wypomina się Ukraińcom i Ukrainkom, że dostają za darmo zasiłki, miejsca w szkołach czy wizyty u lekarza. Co oczywiście nie jest prawdą, bo większość Ukraińców w Polsce pracuje i znacząco wspiera naszą gospodarkę. Ale myślę, że rząd nie chciał, by teraz jeszcze ten program stał się polem antyukraińskiej narracji. Stąd wstrzymywanie się z decyzjami - wskazuje nasza rozmówczyni.