,
Obserwuj
Mazowieckie

Dziadek walczy o zdrowie wnuka. Sam chorował, ale dziś rusza na Tour du Mont Blanc

4 min. czytania
26.07.2025 12:00
Już trzeci raz Jan Baranik weźmie udział w wyprawie, której celem jest zebranie pieniędzy na rehabilitację Olinka. Chłopiec ma m.in. chorobę nerek i porażenie mózgowe. Wymaga kosztownej rehabilitacji. W akcję angażuje się prezenterka Dorota Gardias.
|
|
fot. archiwum prywatne rodziny

 

  • Wyprawa rozpoczyna się w niedzielę 27 lipca;
  • To nie jest pierwsza wyprawa pana Jana. W poprzednich latach odbyły się już dwie - przeszedł Główny Szlak Beskidzki i przejechał na rowerze całą Polskę;
  • Olinek urodził się w 27. tygodniu ciąży. Lekarze nie dawali mu szans, a jednak się udało. Chłopiec się rozwija. Bliscy walczą o jego zdrowie.

 

Jan Baranik ma 64 lata, za sobą dwie choroby nowotworowe i poważną operację kręgosłupa. Życie wielokrotnie wystawiało go na próbę, ale - jak mówi - dla chorego wnuczka zrobi wszystko. Jest dziadkiem 9-letniego Olinka, który urodził się (w 27. tygodniu ciąży) z poważną chorobą nerek i dziecięcym porażeniem mózgowym. Ma też zespół Aspergera.

Olinek jest rezolutnym, towarzyskim chłopcem. Uczęszcza do jednej z podstawówek w Warszawie. Na razie nie chodzi - korzysta z wózka - ale jest szansa, że dzięki intensywnej rehabilitacji to się zmieni. Ta wymaga jednak niemałych kosztów. Państwo finansuje tylko część leczenia.

Mama Olinka była jedną z pierwszych osób, które organizowały aukcje na Facebooku. Wystawiała różne przedmioty, w tym np. przetwory przygotowywane przez babcię Olinka. Ale pieniądze z tego są obecnie niewielkie, a potrzeby dziecka cały czas rosną. Stąd pomysł na wyprawy dziadka Olinka i ich relacjonowanie w mediach społecznościowych.

Wyprawa na Tour du Mont Blanc z Dorotą Gardias

Jan Baranik idzie w góry - tym razem w Alpy. Wyrusza na Tour du Mont Blanc. To trasa uznawana za jedną z najpiękniejszych i najbardziej wymagających pieszych wędrówek w Europie. Wyruszy w niedzielę 27 lipca. Razem z nim po górach maszerować będzie prezenterka telewizyjna Dorota Gardias, która zawsze - choć częściowo - towarzyszy dziadkowi Olinka. Jednocześnie w internecie nagłaśniania jest zbiórka na rzecz chłopca - liczy się każda złotówka.

To nie jest pierwsza wyprawa pana Jana. W poprzednich latach odbyły się już dwie - przeszedł Główny Szlak Beskidzki i przejechał na rowerze całą Polskę.

Pan Jan jest pod opieką kardiologa. Do wyprawy przygotowywał się przez kilka tygodni. - To głównie chodzenie. Starałem się jeździć raz w tygodniu w Góry Świętokrzyskie i około czterech godzin chodziłem po tych górach. Dwa razy miałem też wyjazd w Tatry, gdzie chodziłem już po wyższych górach, z większymi przewyższeniami. To były wędrówki całodzienne. Odległości też były dużo większe, za każdym razem jakieś 23-27 km - opowiada Jan Baranik.

Jego zdaniem w przypadku takiej wyprawy kluczowe jest właśnie przygotowanie, ale też samo nastawienie. - Nie można się przejmować tym, czy się uda, czy się nie uda. Trzeba myśleć o tym, co jest tu i teraz - przekonuje. Z poprzednich wycieczek zachował nauczkę, by ograniczyć zawartość plecaka do minimum (aby był jak najlżejszy). - W trakcie jednej z wypraw, jak doszedłem do Rymanowa Zdroju, to odwiedziłem pocztę, parę kilogramów spakowałem do paczki i wysłałem do Warszawy - wspomina.

Postawić Olinka na nogi

Cel jest prosty: postawić Olinka na nogi. - On rozwija się intelektualnie bardzo dobrze i to jest ważne, bo przekłada się na rehabilitację fizyczną - jeśli rozumie, co ma robić. Mieliśmy zastój - nie chciał ćwiczyć, miał gorszy moment, natomiast teraz się odblokował. Bardzo chętnie chodzi na zajęcia, trenuje i robi postępy - opowiada mama Olinka, Agnieszka Jóźwicka.

Podkreśla, że niezwykle ważna jest stała rehabilitacja, terapia i również rozwój umysłowy. - To, że on jest w stanie chodzić do szkoły ze zdrowymi dziećmi, realizować program edukacyjny, ma duże znaczenie. Oczywiście musi w swoim tempie niektóre rzeczy nadganiać - mówi Jóźwicka.

Cieszy się, że syn jest "rewelacyjny z matematyki". Z polskiego - jak dodaje - idzie mu trochę gorzej, ale biorąc pod uwagę, jak kiepskie miał rokowania - "radzi sobie znakomicie". - On praktycznie nigdy nie przestaje się śmiać. Mimo tego wszystkiego, co przechodzi - tych wszystkich trudów, bólu i mimo ograniczeń, jakie ma, jest bardzo uśmiechniętym, pozytywnym młodym człowiekiem - mówi mama chłopca.

Jakie koszty trzeba ponosić?

- Wsparcie dziadka, a tak naprawdę - wsparcie ze strony ludzi, którzy obserwują dziadka, kibicują mu i chcą przekazać środki na Olka, jest dla nas obecnie kluczowe - podkreśla nasza rozmówczyni. Przyznaje przy tym, że wsparcia państwa jest "praktycznie zerowe".

- Jako przykład weźmy wózek, który kupiliśmy w grudniu. Jest dopasowany do potrzeb syna, ale nie jest jakiś rewelacyjny. Kosztował 30 tysięcy złotych, a dofinansowanie od państwa to 3 tysiące złotych - informuje pani Agnieszka. - Dwa miesiące temu musieliśmy wymienić ortezy. Robimy to dwa razy w roku. One kosztowały około 6,5 tys. złotych, a dofinansowanie od państwa wynosi 1,5 tys. złotych - dodaje.

Jest też specjalistyczny kombinezon, który chłopiec musi nosić (i też często wymieniać, bo rośnie). Kosztuje kilka tysięcy złotych, a dofinansowania nie ma w ogóle. Przykłady, jak mówi pani Agnieszka, można mnożyć. - Dochodzą rozmaite wizyty lekarskie, które są pilne, a niestety w kolejce na NFZ trzeba długo czekać i my na to czekanie nie możemy sobie pozwolić. Są też leki, które nie są refundowane, więc pomoc dziadka jest ogromna - podsumowuje z dumą.