,
Obserwuj
Dolnośląskie

Z Nigerii uciekła, w Białorusi przeżyła piekło, we Wrocławiu zaczęła nowe życie

Małgorzata Waszkiewicz, TOK FM
5 min. czytania
15.08.2025 17:06
- Musiałam wyjechać z Nigerii, bo moje życie było zagrożone - mówi Anu. Jej rodzinna miejscowość, zamieszkana przez członków plemienia Joruba, została zaatakowana przez pasterzy Fulani. W jednym z brutalnych napadów zginął jej brat. W chwili ucieczki Anu była w pierwszym tygodniu ciąży, choć dowiedziała się o tym dopiero później.
|
|
fot. JOAQUIN SARMIENTO/AFP/East News
  • Anu opuściła Nigerię w 2022 roku, wybierając trasę przez Białoruś;
  • Kobieta kilka razy próbowała przekroczyć polską i ukraińską granicę. Dwa razy odmówiono jej prawa do ochrony międzynarodowej. Dzięki pomocy wolontariuszy wreszcie się udało;
  • We Wrocławiu Anu spotkała ludzi, którzy całkowicie odmienili jej życie. Trafiła do programu patronatu społecznego prowadzonego przez Stowarzyszenie Nomada.

W ostatnich dekadach w Nigerii nasiliły się konflikty między pasterzami Fulani (grupa etniczna znana z koczowniczego trybu życia), a rolnikami z innych grup etnicznych. Wynika m.in. ze zmian klimatycznych, a co za tym idzie: pustynnienia kraju i trudnego dostępu do wody, ale także wzrostu liczby ludności i nakładających się podziałów religijnych. Według organizacji takich jak International Crisis Group i Amnesty International uzbrojone frakcje Fulani brały udział w krwawych starciach, w których ginęły setki osób rocznie.

W 2022 roku Anu opuściła Nigerię, wybierając trasę przez Białoruś. - Życie na Białorusi było dla mnie prawdziwym piekłem. Przez trzy lata tułałam się po dworcach i lasach, bez schronienia, bez poczucia bezpieczeństwa - wspomina. 

Nie ma co jeść, pić, gdzie spać

Synka - Niko - urodziła w białoruskim Brześciu. O tym, co przeżywała, na bieżąco opowiadała wolontariuszom.

- Na początku to były problemy najniższego szczebla. Nie mieli co jeść, nie mieli wody ani miejsca, w którym mogliby się schronić - opowiada Katarzyna Zięba ze Stowarzyszenia Nomada, która cały czas była w kontakcie z Anu. - W przygranicznym lesie jest też duża przemoc. A w tym momencie oficjalnie zawieszone jest prawo do azylu, więc uchodźcy nie mogą fizycznie złożyć wniosków. Po drugiej stronie muszą się mierzyć z brutalnymi zachowaniami białoruskich strażników. Osoby, które tam utkną, nie mają więc żadnej sensownej drogi wyjścia - opowiada aktywistka.

Anu kilka razy próbowała przekroczyć polską i ukraińską granicę. Dwa razy odmówiono jej prawa do ochrony międzynarodowej. Dzięki pomocy wolontariuszy uzyskała tzw. exit wizę i legalnie przekroczyła granicę w Terespolu, składając w Polsce wniosek o ochronę międzynarodową.

Parasol nad głową i codzienne wsparcie. Czym jest patronat społeczny?

We Wrocławiu Anu spotkała ludzi, którzy całkowicie odmienili jej życie. Trafiła do programu patronatu społecznego prowadzonego przez Stowarzyszenie Nomada.

Anu i jej syn Niko
Anu i jej syn Niko
Materiały prywatne

Patronat społeczny to nie jest kolejny projekt pomocowy. To model, który realnie zmienia życie zarówno osób uchodźczych, jak i tych, którzy decydują się im towarzyszyć. Wywodzi się z Kanady, gdzie działa od lat 70. Dzięki niemu ponad 350 tysięcy uchodźców znalazło swój dom. Dziś jest w ponad 20 krajach, obejmując łącznie ponad 700 tysięcy osób. Na czym polega?

Grupa mieszkańców - sąsiedzi, znajomi, czasem ludzie, którzy dopiero się poznają - zobowiązuje się na określony czas wziąć pod opiekę konkretną rodzinę lub osobę. To oznacza codzienne, praktyczne wsparcie: znalezienie i wyposażenie mieszkania, pomoc w załatwianiu formalności, zapisaniu dzieci do szkoły, nauce języka, dostępie do opieki zdrowotnej, a często także w poszukiwaniu pracy. Patroni stają się towarzyszami codzienności, tłumaczą rzeczywistość, wprowadzają w lokalne życie, są pierwszym punktem oparcia w nowym kraju.

Od listopada 2023 roku w Polsce trwa pilotaż tego projektu. Polega na wprowadzaniu i testowaniu modelu Community Sponsorship, zwanego roboczo 'patronatem społecznym'.

Za pilotaż w Polsce odpowiadają organizacje: Homo Faber, Nomada, Polskie Forum Migracyjne, Towarzystwo Inicjatyw Twórczych "ę", a badawczo nad projektem czuwa Ośrodek Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego.

W ramach polskiego pilotażu do lipca 2025 roku utworzono 15 grup patronackich złożonych z 75 patronów, a wsparcia udzielono 34 osobom uchodźczym.

Najważniejsze są relacje

- Patronat społeczny to nie tylko wsparcie formalne. To budowanie relacji. Anu była tu sama jak palec, więc ważne było, żeby wiedziała, że może na nas liczyć. Była bardzo wystraszona - mówi Barbara Pędzich, jedna z patronek Anu.

Nigeryjka nie ma wątpliwości, jak wielkie wsparcie dostała. - We Wrocławiu spotkałam rodziny, które otoczyły mnie opieką. Dzięki nim czuję się tu bezpieczna i kochana. Zapisali mojego synka do przedszkola, mnie na kurs języka polskiego, pomogli w uznaniu dyplomu z Nigerii, opłacili wymagane opłaty i towarzyszyli w sprawach medycznych - opowiada.

Dlaczego pomagają? Motywacje patronów są różne, ale łączy je sprzeciw wobec obojętności.

Do grupy patronackiej należy prof. Anna Pacześniak, politolożka z Uniwersytetu Wrocławskiego. - Coraz bardziej jestem zirytowana polską klasą polityczną, która - niemal niezależnie od barw - uprawia narrację antyimigrancką. Skoro inni nie działają, postanowiłam dołożyć swoją cegiełkę - wyjaśnia.

Dla księdza Pawła Mikołajczyka, duchownego luterańskiego, to także kwestia wartości. - Trudno wyobrazić sobie osoby w trudniejszej sytuacji niż uchodźcy. Patronat społeczny odzwierciedla to, co powinniśmy robić jako ludzie - mówi ksiądz. Razem z żoną i grupą parafian pomaga polsko-palestyńskiej rodzinie z Gazy. 

Kinga Bacewicz ze Stowarzyszenia Nomada podkreśla, że ten model integracji ma ogromny potencjał społeczny. - Pozwala aktywnie uczestniczyć w procesie integracji, przełamywać bariery i budować relacje - wyjaśnia aktywistka.

Małe kroki, wielkie zmiany

Dzięki patronom Anu szybko poczuła, że może zacząć nowe życie. Mieszkanie, przedszkole dla Niko, kurs języka, uznanie dyplomu, wsparcie w pierwszych formalnościach. To wszystko zorganizowano w ciągu kilku miesięcy.

Dziś Anu sprzedaje ręcznie robione świece i mydła na lokalnych targach. Szydełkuje. Od września - kiedy Niko będzie spędzał w przedszkolu więcej czasu - planuje znaleźć stałą pracę. Ma świadomość, że powrót do wyuczonego zawodu laborantki może być trudny. Jej patroni wierzą, że znajdzie w Polsce pracę, bo Anu jest pracowita i rzetelna.

Oddolne inicjatywy

Aktywiści tłumaczą, że w Polsce wciąż pokutuje przekonanie, że pomoc uchodźcom to zadanie wyłącznie państwa lub samorządu. - Patronat społeczny pokazuje, że może być inaczej, że obywatelki i obywatele mogą wziąć sprawy w swoje ręce, a jednocześnie, dzięki wsparciu organizacji społecznych, działać w sposób skoordynowany i skuteczny - wyjaśnia prof. Anna Pacześniak. - Bo ludzie w Polsce chcą pomagać, ale potrzebują narzędzi i wsparcia. Patronat daje im jedno i drugie - dodaje.

- Patronat społeczny idzie w poprzek dominującej narracji politycznej, opartej na strachu przed 'innymi' - wtóruje ks. Paweł Mikołajczyk.

Aktywiści mówią, że patronat społeczny to coś więcej niż program integracyjny. - To narzędzie budowania mostów w czasach, gdy wielu polityków woli stawiać mury. Nad nami jest taka czarna chmura, czyli  narracja polityków budująca lęk i dystans wobec migrantów. W tym klimacie oddolne inicjatywy patronatu społecznego stają się nie tylko wsparciem humanitarnym, lecz także formą codziennego, spokojnego oporu wobec nieludzkiej polityki - mówi Barbara Pędzich, jedna z patronek. 

****

Według raportu UNHCR 'Global Trends 2024', pod koniec 2024 roku przymusowo przesiedlonych ludzi na świecie było 123,2 miliona. To rekordowa liczba, obejmująca uchodźców, osoby przesiedlone wewnętrznie (IDP), osoby ubiegające się o azyl i inne kategorie osób zagrożonych, zmuszonych do ucieczki.

****

Stowarzyszenie Nomada rekrutuje teraz do drugiej edycji programu we Wrocławiu i prace planuje rozpocząć wsparcie w drugiej połowie sierpnia 2025.