Brać forsę i szybko wiać. Dlaczego Zjednoczone Emiraty Arabskie wychodzą z OPEC?
To będzie odcinek pod hasłem "Bierz forsę i w nogi". Forsę biorą Zjednoczone Emiraty Arabskie i wychodzą z OPEC, organizacji zrzeszającej kraje wydobywające ropę naftową i zbiorowo zarządzającej wydobyciem. Od swoich członków OPEC wymaga trzymania się zasad, bo większość z nich czyniła bajecznie bogatymi, decydując, kto i ile będzie płacić za energię. Emiraty wyłamały się z tego porządku. Chcą produkować i zarabiać na ropie według własnych zasad póki czas, bo emiraccy stratedzy widzą naftową przyszłość w czarnych barwach. Co niekoniecznie jest złą wiadomością dla reszty świata. Tej, która ropy nie produkuje i musi kupować. Czyli także dla Ciebie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Zjednoczone Emiraty Arabskie pakują zabawki i wychodzą z kartelu państw-eksporterów ropy naftowej?
- Dlaczego robią to akurat teraz, kiedy ropa naftowa jest droga?
- Dlaczego na końcu to dobra informacja dla nas, tankujących samochody przy stacyjnym dystrybutorze?
Na początek sam OPEC - organizacja, do której należą najwięksi eksporterzy ropy. Założyły ją Arabia Saudyjska, Kuwejt, Iran, Irak i Wenezuela. Dziś liczy dwanaście państw, które razem kontrolują około 30 procent światowej produkcji ropy. Metoda jest prosta: umawiamy się ile każdy produkuje, pilnujemy żeby nikt się nie wyłamał i w ten sposób utrzymujemy cenę ropy na poziomie, który nam odpowiada. Nie za niskim, bo każdy chce zarabiać. I nie za wysokim, bo wtedy wykruszają się kupujący.
Oprócz OPEC w wersji podstawowej istnieje też OPEC z Rosją, Meksykiem i jedenastoma kolejnymi państwami. Wspólnie odpowiadają za ponad 40 procent globalnych dostaw. Do OPEC nie należą dwaj czołowi producenci: Stany Zjednoczone i Norwegia. W obu formułach system działa tak długo, jak długo wszyscy przestrzegają limitów. A to, jak się okazuje, jest najtrudniejsza część, i coraz częściej się nie udaje.
Czarne owce
Przez lata jedni do OPEC wchodzili, inni wychodzili. Na przykład Indonezja, która produkuje akurat tyle ropy ile potrzebuje, więc limity nie są jej do niczego potrzebne. Albo Katar, który z OPEC się wymeldował, bo przestawił wydobycie z ropy na gaz ziemny. Są też tacy, którzy do organizacji należą, ale limity mają za nic. Jak Rosja, Kazachstan czy Irak, które regularnie produkują więcej niż powinny, wykorzystując sytuację, gdy wszyscy inni trzymają się zasad. Jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, trzeci co do wielkości producent ropy naftowej w OPEC, po Arabii Saudyjskiej i Iraku, które wybrały inną taktykę. Niezadowolone z polityki organizacji, postanowiły wypisać się z niej na dobre. Wychodzą głośno trzaskając drzwiami. Dlaczego? I z jakiego powodu ta decyzja jest strategicznie ważna dla świata, w tym dla Ciebie?
Na pierwszy rzut oka - chodzi o wojnę Ameryki z Iranem, zablokowaną dla arabskiej produkcji - drogę morską. I o dodatkowy eksport: Emiraty są w tym szczęśliwym położeniu - dosłownie i w przenośni - że swoją ropę naftową mogą ładować na statki już poza linią blokady w Cieśnienie Ormuz. A skoro tak, to limity sprzedaży są dla Abu Dhabi szczególnie niekorzystne. Ale nie o wojnę tu chodzi, lub nie tylko o nią.
Zasadnicze powody są dwa. Po pierwsze: chodzi o strategię. Sprzedawać więcej i zarabiać na ilości, czy sprzedawać mniej i zarabiać na wysokiej marży. Emiraty wybierają bramkę numer jeden. W przeciwieństwie do Arabii Saudyjskiej, największego gracza w regionie, który preferuje bramkę numer dwa i naciska na cięcie produkcji, by dzięki wysokiej cenie zarabiać więcej. Abu Dhabi wykorzystywało tylko część swoich możliwości, a w toczonym w OPEC sporze systematycznie zbierało cięgi. Aż miarka się przebrała.
I powód numer dwa: globalnie znacznie ważniejszy. Emiraccy stratedzy są przekonani, że jesteśmy świadkami początku końca świata jaki znamy. Ropa wyczerpuje się jako gospodarczy napęd. Transport i produkcja energii przestawiają się na inne paliwa. Coraz więcej prądu wytwarza się z gazu i źródeł odnawialnych. Motoryzacja przesiada się ze spalinówek do elektryków i dlatego ropa nigdy już nie będzie tak cenna jak kiedyś. Dowodem ma być między innymi sytuacja na światowych giełdach. Dwa wojenne miesiące bez arabskiej ropy upłynęły na rynkach względnie spokojnie. Zamiast stać w kolejce po horrendalnie drożejącą ropę, świat na wyścigi kupuje panele słoneczne, rośnie też sprzedaż aut na baterie. Postępuje proces zwany przez ekonomistów destrukcją podaży, polegający głównie na rezygnacji z potrzeb. W tym konkretnym przypadku - potrzeb naftowych.
A skoro tak, warto pompować ile się da, póki czas. I taką strategię wybrały Zjednoczone Emiraty Arabskie. Tamtejsi planiści widzą świat, w którym popyt na ropę osiągnął już szczyt i dlatego zamierzają sprzedawać ile się da, zanim skończą się chętni. Żeby to robić, chcą mieć swobodę ruchów. Wychodzą więc z klubu, którego znaczenie będzie regularnie spadać, dziękując za 60 lat współpracy i życząc pozostałym wszystkiego najlepszego. Doprowadzając do najpoważniejszego rozłamu w klubie eksporterów ropy naftowej, od chwili jego powstania.
Benzyna tania jak woda
Na koniec o skutkach. Najpierw o tym natychmiastowym. Tu będzie krótko, bo skutek był żaden. Po ogłoszeniu wyjścia Emiratów z OPEC cena ropy nawet nie drgnęła. Te poważniejsze skutki są odroczone, bo wydarzą się po zakończeniu konfliktu z Iranem i otworzeniu cieśniny, przez którą ropa znów popłynie w świat. Wtedy Zjednoczone Emiraty Arabskie mogą wpuścić na rynek o połowę więcej surowca niż wydobywały wcześniej. Wypowiedzieć reszcie producentów wielką wojnę cenową i wprowadzić rynek w ryzykowny korkociąg, na którego końcu benzyna jest tania jak woda, także w polskim dystrybutorze. Możliwe zatem, że dla producentów to naprawdę ostatnia chwila, by brać forsę i szybko wiać.
źródło: TOK FM