,
Obserwuj
Gospodarka

Chodzi po kolędzie od 20 lat. "Powiedziano mi wprost: Proszę księdza, proszę uważać"

3 min. czytania
04.01.2026 19:17

- Ofiara zawsze była dobrowolna, jest dobrowolna i dobrowolna będzie.  Nigdy nie było tak żeby to było nakazane. Oczywiście są parafie, są wspólnoty, które mają już jakiś cel, natomiast zwykle jest to kilkadziesiąt złotych. To ofiara na miarę możliwości - mówił w TOK FM ks. dr Mariusz Boguszewski. A jak ocenia nowinki techniczne? 

Ksiądz po kolędzie
Ksiądz po kolędzie
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Po Bożym Narodzeniu w parafiach zaczyna się kolęda. W większości przebiega tradycyjnie, ale niektórzy księża wprowadzili zmiany. Część zrezygnowała z ofiar, inni wprowadzili udogodnienia elektroniczne. Są to zarówno zapisy on-line, jak i np. wirtualna mapa kolędy, gdzie ta relacjonowana jest na bieżąco, łącznie w informacją, gdzie w danym momencie jest ksiądz. 

- Nawet rozmawiałem o tym podczas ostatniej kolędy w kilku domach. Są dwie opinie. Jedni wskazują, że to bardzo potrzebne, dlatego że wiadomo, o której godzinie ksiądz przyjdzie, nie trzeba czekać czasami kilku godzin. Inni z kolei są przeciwnego zdania. W kilku domach powiedziano mi wprost: "Proszę księdza, proszę uważać, bo być może ktoś, kto nie jest przychylnie nastawiony skorzysta z okazji, żeby zlokalizować księdza w niecnym celu" - skomentował w TOK FM ks. dr Mariusz Boguszewski, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. 

Zastrzegł przy tym, że jest to wyzwanie, tym bardziej, że "wszystko teraz przenosi się do Internetu".  Choć, jak od razu dodał, "wydaje się, że kolędy w sieci nie odbędziemy". - Zawsze będzie to spotkanie face to face, spotkanie w domu, spotkanie osoby z osobą - podkreślił w rozmowie z Szymonem Kępką. 

"Nie ma już wejść na siłę"

Celem kolędy jest zacieśnienie więzi księdza z parafianami, wspólna modlitwa i pobłogosławienie domu. Jeszcze kilka lat temu księża odwiedzali kolejno wszystkie domy bądź mieszkania w parafii, pukając od drzwi do drzwi. Obecnie w wielu parafiach duchowni odwiedzają tylko tych parafian, do których zostali wcześniej zaproszeni za pośrednictwem kancelarii parafialnej. 

Gość TOK FM tłumaczy, że w tym kontekście momentem przełomowym był COVID-19, po którym w ogóle mniej osób zaczęło nie tylko przychodzić do Kościoła, ale też przyjmować księdza po kolędzie.  Zapraszają ci, którzy faktycznie chcą, "nie z obowiązku kulturowego, bo tak trzeba, bo tak rodzice kazali". - Zachodzimy do tych domów, w których naprawdę czekają. Pandemia wszystko zweryfikowała, nie ma już wejść na siłę - zastrzegł duchowny. 

Jak dodał, po kolędzie chodzi 20 lat i nie ma bardzo negatywnych doświadczeń. - Jeżeli już to może zdarzyły się dwie-trzy takie sytuacje. Ktoś np. krzyknął "zdzierca" czy coś innego - dodał. 

Podkreślił, że - co do zasady - to spotkania, na które ludzie czekają. Szczególnie, zapewnił, cieszą się z nich dzieci, które przygotowują wiersze, śpiewy, kolędy, a także ludzie starsi. - Starsze panie, starsi panowie, szczególnie samotni, ścielą biały obrus, stawiają świeczki, zapalają je w odpowiednim momencie. Czasem nawet próbuje im pomóc, ale mówią tylko: "Nie, nie, proszę księdza. Ja tu mam wszystko przygotowane". Tutaj leży zapalniczka, tu zapałki, które muszą być wykorzystane. Tak ma być, bo tak było zawsze" - opowiadał. I podkreślił, że "ta celebracja jest piękna". 

- Może przechodzimy do tego za szybko, za płytko być może, natomiast ci ludzie naprawdę chcą się spotkać, chcą porozmawiać - przyznał po chwili. 

- A jak ksiądz podchodzi do goszczenia w czasie kolędy: Tu na kawkę, tu na ciastko, tu na obiad? Tak można? - chciał też wiedzieć prowadzący "Poranek TOK FM". 

- Tak trzeba nawet, bo gość w domu, Bóg w dom. To polska tradycja. Oczywiście w mieście tych domów i mieszkań jest więcej i nie ma możliwości, żeby ksiądz wszędzie wypił kawę czy herbatę lub też zjadł ciastko, natomiast jest to naturalne. Zresztą to nie tylko wynik polskiej gościnności, ale po prostu samego spotkania - odpowiedział ks. dr Mariusz Boguszewski. 

Ile dać księdzu? "Ofiara na miarę możliwości"

Podczas wizyt w większości parafii księża zbierają od wiernych ofiary zwane popularnie kopertami. Także do tego aspektu wizyty duszpasterskiej odniósł się gość TOK FM.

- To wyzwanie czasów, bo gotówka jest teraz wypierana na rzecz transakcji bezgotówkowych. Choć jeszcze ciągle - przynajmniej w moim doświadczeniu - koperta pozostaje podstawą, szczególnie jeśli mowa o ludziach starszych - mówił duchowny. 

Dopytywany wprost, czy ofiar jest coraz mniej czy też są one realizowane przelewem, odpowiedział krótko: "są przekazywane w formie bezgotówkowej". Wskazał przy tym, że "ofiara zawsze była dobrowolna, jest dobrowolna i dobrowolna będzie". - Nigdy nie było tak żeby, że to było nakazane. Oczywiście są parafie, są wspólnoty, które mają już jakiś cel, natomiast zwykle jest to kilkadziesiąt złotych. To ofiara na miarę możliwości - podsumował w TOK FM. 

Źródło: TOK FM, PAP 

Redakcja poleca