Dwie prawdy i jeden upadek. Co wydarzyło się na trasie do Morskiego Oka?
Dwie rozbieżne wersje zdarzeń: po ostatnim upadku konia na trasie do Morskiego Oka obrońcy zwierząt alarmują o przeciążeniu, a fiakrzy argumentują, że był to jedynie nieszczęśliwy wypadek. Czy zastąpienie konnych zaprzęgów elektrycznymi busami na popularnej trasie na Podhalu byłoby pogwałceniem tradycji? - Wielu turystów przyjeżdża, żeby zobaczyć tego górala na koniu - mówił Paweł Pełka.
- Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ) informował, że na trasie do Morskiego Oka miał w sobotę (8 sierpnia) paść koń pracujący przy przewozie turystów.
- Fiakrzy twierdzą, że był to tylko nieszczęśliwy wypadek. Obrońcy zwierząt są innego zdania.
- Czy konie dalej muszą wozić turystów na trasie do Morskiego Oka?
Co by się stało, gdyby zastąpić wozy zaprzężone w konie na słynnej trasie do Morskiego Oka elektrycznymi busami? - Górale twierdzą, że konie trafiłyby w większości do rzeźni. Pewnie byłyby akcje, żeby te konie wykupić, trochę by ich zostało, brałyby udział w uroczystościach - mówił Paweł Pełka, redaktor naczelny "Tygodnika Podhalańskiego" w audycji "OFF Czarek".
Obecnie ruch na trasie obsługuje niemal 300 koni. Na ile ich obecność tam to tradycja?
- Wielu turystów przyjeżdża, żeby zobaczyć tego Górala na koniu. Jest to jakiś argument, że gdyby tego transportu nie było, koni byłoby o wiele mniej. Element tradycji, czyli przekazywanie sobie hodowli konia z ojca na syna, pewnie by w jakiejś części zniknął - mówił gość Cezarego Łasiczki.
Czy wożenie turystów do Morskiego Oka to wieloletnia tradycja? Co o protestach sądzą turyści? O tym dowiesz się, słuchając całej rozmowy w aplikacji TOK FM!
Źródło: TOK FM