,
Obserwuj
Gospodarka

Teraz Azja, potem Europa? Energetyczny kryzys rozlewa się na cały świat

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
27.03.2026 20:25

Regularne bitwy na pięści, przemytnicy i czarny rynek. Azja toczy nierówną walkę ze skutkami kryzysu energetycznego.

W Tajlandii rząd prowadzi cenowe kontrole na stacjach benzynowych
W Tajlandii rząd prowadzi cenowe kontrole na stacjach benzynowych
fot. Takashi Itoda/Associated Press/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto najmocniej odczuwa braki ropy naftowej i gazu?
  • Jakie rozpaczliwe kroki podejmują państwa Azji, żeby walczyć z brakami i wysokimi cenami?
  • Jak sytuacja na Bliskim Wschodzie odbije się na dżinsach, zabawkach, elektronice, a nawet diamentach i filmach Bollywood?

Państwa na południu i wschodzie Azji nie mają na czym gotować, na czym jeździć i jak się zasilać, bo brakuje im ropy i gazu. Jedno i drugie sprowadzały z Zatoki Perskiej. Teraz poszukują na świecie alternatyw i apelują do obywateli, by zachowali zimną krew i nauczyli się oszczędzać. Ale te apele mogą się na niewiele zdać, bo im bardziej dłuży się front energetycznej wojny, tym mniej prawdopodobne, że azjatyckim gospodarkom uda się z niej ujść z życiem. Podobny los - w dalszej kolejności - może spotkać... Europę.

Ropa od tygodnia nie schodzi z czołówek światowych mediów od Singapuru po Vancouver. I nie chodzi tylko o galopujące ceny, ale o fizyczny brak. Z powodu blokady jednego z najważniejszych szlaków morskich – z Zatoki Perskiej w świat – tankowce nie płyną stamtąd z surowcem. A region dostarcza drogą morską jedną piątą handlowanej ropy i mniej więcej tyle samo gazu. Najwięcej do Azji.

Na pierwszej linii frontu

Tam za baryłkę ropy pochodzącej z Emiratów Arabskich płaci się 160 dolarów, to o ponad połowę więcej niż średnio ostatnio za ropę Brent w Europie. Emiracki surowiec odpowiedni do przerabiania w azjatyckich rafineriach jest na południowym wschodzie Azji na wagę złota. Jego brak zmusza rządy w całym regionie do wspierania gospodarek miliardami dolarów, kierowców ustawia w kolejkach po benzynę, a urzędników wysyła do domu do pracy zdalnej. Azja stanęła na pierwszej linii energetycznego frontu. Ale po kolei.

Na początek Wietnam. Na rynku krajowym obniżył cła importowe na paliwa, niewielkie zapasy ropy mają zostać w kraju, nie można jej wyeksportować. Wietnamskie władze wzywają do zachowania zdrowego rozsądku i rezygnacji z kupowania na zapas. Apelują o korzystanie z transportu zbiorowego, a na krótkich dystansach do porzucenia aut na rzecz rowerów. Mimo tych apeli przed stacjami benzynowymi stoją gigantyczne kolejki, a na stacjach sytuacja znana w Polsce jako "awaria dystrybutorów".

Coraz gorzej wygląda też sytuacja w transporcie lotniczym. Tutaj także Azja liczy się z brakami, bo niemal w całości sprowadzała je z Bliskiego Wschodu. Benzyna lotnicza podrożała w regionie rekordowo, mocniej niż w Europie czy Ameryce, które albo produkują własne paliwa do samolotów, albo sprowadzają je spoza państw arabskich. Wietnamski rząd już kalkuluje wielkość strat narodowego przewoźnika i nie wyklucza, że będzie mu dopłacać do paliwa. Jednocześnie próbuje chronić konsumentów - by ograniczyć podwyżki na trasach krajowych wprowadza limity cen biletów.

Teraz Tajlandia. Kraj toczy się już na jałowym biegu. Rząd dotuje paliwa, prowadzi cenowe kontrole na stacjach benzynowych, zarządził zwiększenie taktycznych zapasów, codzienne raportowanie dostaw i zezwolił na transport paliwa cysternami o każdej porze dnia i nocy. Krajowe rafinerie pracują na pełnych obrotach, państwo szuka nowych dostawców, w tym - Wenezueli, z której Ameryka zdjęła sankcje po usunięciu autorytarnego reżimu Eduardo Maduro. Na razie ceny benzyny rosną, kwitnie więc turystyka paliwowa. Tak bardzo, że Tajlandia wprowadziła zakaz tankowania dla obywateli sąsiedniej Mjanmy, bo na tajskie stacje ciągnęły stamtąd pielgrzymki kierowców, napędzanych strachem przed kartkami na paliwo, które miałby u nich wprowadzić wojskowy reżim.

Są też akcje promujące oszczędność. Dziennikarze publicznej telewizji zdjęli marynarki na wizji, chodzi o promowanie przesłania: ubieraj się tak, by oszczędzać prąd dla klimatyzacji. Tajlandia cierpi też z powodu chaosu komunikacyjnego. W kraju stojącym turystyką coraz mniej gości. Miłośnicy malowniczych plaż obawiają się, że utkną na nich na dobre. Loty z i do Tajlandii odbywają się przez Dubaj, a tam lotnisko działa w trybie rosyjskiej ruletki. Spada więc liczba rezerwacji turystycznych, cierpią restauracje, hotele i handel. 

Redakcja poleca

Po Tajlandii Filipiny. Rząd ogłosił tam stan wyjątkowy. Państwu grozi destabilizacja związana z galopującymi cenami paliw, które w ciągu czterech tygodni podrożały o 100 procent. Rząd pośpiesznie szuka na świecie dostawców ropy i obiecuje uzupełnienie zapasu, który wystarcza dzisiaj na mniej więcej 6 tygodni. Powołano specjalny rządowy komitet, który ma w kraju pilnować porządku, w tym w dostawach benzyny, leków i żywności. Obowiązują ograniczenia w usługach promowych - Filipiny to państwo wyspiarskie - a urzędnicy państwowi pracują tylko cztery dni w tygodniu. Elektrownie przestawiają się z gazu na węgiel, więc rząd planuje sprowadzać więcej tego paliwa.

I Indie.Tutaj kryzys energetyczny przetacza się od pól ryżowych po huty metali. Gospodarkę indyjską napędza gaz, z przerwami w dostawach zmaga się ponad miliard ludzi. Według Narodowego Stowarzyszenia Restauratorów Indii z tego paliwa korzysta około 80 procent restauracji w kraju, większość nie ma miejsca do trzymania zapasów. Restauracje wprowadzają więc kryzysowe menu, zamiast dwudziestu pozycji w ofercie zostają cztery i szybciej się zamykają. W regularnej sprzedaży butli brak, kwitnie więc czarny rynek, a tam ceny cztery razy wyższe niż przed kryzysem. Kokosy zbijają przemytnicy, ściągają butle z gazem z krajów, w których jest taniej - jak Malezja czy Bangladesz - a na ciężarówki z dostawami polują złodziejskie szajki, w punktach sprzedaży wybuchają regularne bójki. Sytuacja jest tak trudna, że do akcji wkroczyły władze i zarządziły pierwszeństwo dla gospodarstw domowych. Z tego powodu cierpi biznes, w tym firmy dostarczające posiłki, a to działalność fundamentalna dla mieszkańców indyjskich miast. Cierpią też producenci szkła i ceramiki, przemysł metalurgiczny i spożywczy. Listę poszkodowanych można zresztą ciągnąć w nieskończoność. 

Redakcja poleca

Czego może nam zabraknąć?

To teraz o tym, czego za jakiś czas nie będzie.

Dżinsów: w Pakistanie hamuje przemysł tekstylny, bo farbowanie tkanin wymaga podgrzewania wody. Bez gazu dżinsy nie są niebieskie. Pakistan jest największym na świecie eksporterem jakościowego denimu.

Zabawek i poliestrowych sweterków. W Chinach z zakłóceniami łańcucha dostaw zmaga się przemysł odzieżowy. Ceny włókien chemicznych, takich jak poliester i akryl, wzrosły w ciągu pierwszego tygodnia wojny o ponad 10 procent. Podobnie w przemyśle zabawkarskim. Tutaj koszt poszczególnych elementów skoczył nawet o połowę, a dostawcy odmawiają podania ceny aż do chwili skompletowania zamówienia. Chiny są światowym potentatem w przerabianiu plastiku na wszystkie możliwe sposoby.

Indyjskich filmów. Bollywood zawiesza niektóre produkcje, bo wyświetlanie ich w kinach na Bliskim Wschodzie to ryzyko klapy. Wielomilionowa indyjska mniejszość w krajach arabskich nie spieszy się do kina. Przemysł filmowy w Indiach czeka więc na lepsze czasy.

Oraz nawozów, leków, aluminium do produkcji samochodów i smartfonów. Mikroprocesorów - a wraz z nimi komputerów, telewizorów i w ogóle elektroniki użytkowej, bo do produkcji układów scalonych używa się neonu produkowanego w Katarze. Materiałów budowlanych i asfaltu, kosmetyków i chemii gospodarczej (tak, tak - to też produkuje się z przetworzonej ropy naftowej), opon i wyrobów z gumy, bo do ich produkcji potrzebna jest sadza techniczna, a to produkt ropopochodny.

A także: pistacji, daktyli, szafranu oraz rodzynek, bo produkowane są na Bliskim Wschodzie. Oraz nawozów sztucznych - z Bliskiego Wschodu eksportowany jest mocznik do produkcji nawozów azotowych. Problem jest też z... diamentami. Dubaj jest największym na świecie ośrodkiem handlu surowymi diamentami i odpowiada za ok. 70 procent obrotu. Chaos komunikacyjny spowodowany irańskim ostrzałem wstrzymał transporty cargo. Nie ma jak przetransportować surowych kamieni z Afryki do centrów obróbki nad Zatoką Perską.

Międzynarodowa Agencja Energii ocenia, że narastający kryzys energetyczny już dzisiaj jest poważniejszy niż historyczne kryzysy naftowe z lat 70., które zmieniły świat. Szef jednego z największych na świecie koncernów paliwowych wieszczy, że to co najpierw spotkało Azję, dotrze w końcu do Europy. A w Polsce litr diesla kosztuje najwięcej w historii.

Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...

Quiz: Kolejny intensywny tydzień za nami. Sprawdź, czy jesteś dobrze poinformowany [QUIZ]

1/10 20 marca NSA wydał przełomowy wyrok nakazujący uznanie aktu małżeństwa dwóch mężczyzn z Polski, którzy pobrali się za granicą. Gdzie odbył się ten ślub?

źródło: TOK FM