,
Obserwuj
Gospodarka

Ekskluzywny jak... omlet? Jajka były, są i będą drogie

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
12.04.2024 12:39
Norwegowie przed Wielkanocą zaczęli szturmować sklepy w sąsiedniej Szwecji w poszukiwaniu jajek. Jajka stały się w wielu krajach symbolem inflacyjnej drożyzny. Ich ceny rosły tak mocno, że Amerykanie skreślili omlety ze swoich śniadaniowych jadłospisów, a Nowozelandczycy kupowali zestawy "zrób to sam" do hodowli kur na swoich podwórkach: składany kurnik i kilka kurczaków na początek.
|
|
fot. Agnieszka Kosiec / Agencja Wyborcza.pl

Jajka były, są i będą drogie. Najpierw z powodu drogich zbóż używanych do produkcji pasz, drogiej energii, bo kury muszą mieć ciepło, żeby się nieść, a do tego stada dziesiątkuje ptasia grypa. Właśnie przez świat przechodzi jej kolejne uderzenie. Jajeczna przyszłość nie rysuje się dobrze!

Gdakanie kur - to dźwięk towarzyszący produkcji. Konkretnie produkcji jednego z najbardziej wartościowych odżywczo artykułów spożywczych. Artykuł ten stał się w wielu krajach na świecie symbolem galopującej inflacji i trafił na czołowe miejsca w internetowych wyszukiwarkach. Bo nie tylko drożał w szaleńczym tempie, ale po prostu... zniknął ze sklepowych półek. Po ubiegłorocznej małej stabilizacji kurze jaja znów okupują czołówki światowych mediów.

Tę historię zaczniemy od Norwegii. I sąsiedniej Szwecji. Bo to właśnie stamtąd na kilka dni przed świętami Wielkiejnocy przyszły zaskakujące informacje o najeździe Norwegów na szwedzkie sklepy. Norwescy konsumenci szturmowali markety u sąsiadów w poszukiwaniu... jajek. Bo nie dość, że w Norwegii - jednym z najdroższych do życia krajów świata - jajka mają wyższe ceny niż wszędzie indziej w Skandynawii, to na dodatek zabrakło ich w sklepach. Popyt na jajka był tak wielki, że szwedzkie markety w przygranicznych miejscowościach wprowadziły reglamentację. Trzy opakowania po 20 sztuk na klienta. I ani jajka więcej. Skąd ta jajeczna zapaść? Przyczyny są dwie.

'Podnosi ciśnienie'. Po pracy w Biedronce idą na kozetki do 'zetek'. Wiemy, co słyszę

Jajko na wagę złota

Po pierwsze: jakiś czas wcześniej jajek w Norwegii było za dużo. Rząd postanowił więc dopłacać rolnikom do likwidacji produkcji. Sprawy poszły jednak za daleko. I skończyło się brakami, bo rolnicy ruszyli po dopłaty masowo.

Po drugie: ptasia grypa. Na całym świecie z jej powodu władze weterynaryjne zarządzają likwidowanie wielkich stad niosek. Tak było też w Norwegii. Ale nie tylko tam. Bo przed Wielkanocą jaja nadal były rekordowo drogie. Pomimo, że ceny towarów rolnych na rynkach hurtowych powoli, ale systematycznie spadają od kilku miesięcy.

A właściwie spadały, ale nie za sprawą jajek, ale z powodu taniejących na świecie podstawowych surowców używanych do produkcji żywności. Bo w marcu ich ceny nieznacznie poszły w górę po pół roku jednostajnego ruchu w dół. Zboża na światowych rynkach są już tańsze niż były przed pandemią COVID-19 i wybuchem wojny w Ukrainie. Są tanie, bo pomimo kłopotów Ukrainy z wysyłką swojej produkcji w świat - jest ich rekordowo dużo. Między innymi dzięki urodzajowi w Rosji, która celowo zaniża ceny, by podzielić kraje Unii Europejskiej na dwa obozy i dodatkowo wywołać protesty rolników. A w tym roku - zgodnie z najnowszą prognoza ONZ - plony mają być jeszcze lepsze, a produkcja ma pobić kolejne rekordy. Co powinno dobrze wróżyć cenom żywności. Ale ta prognoza nie dotyczy jaj.

Ile kosztują jajka

Najpierw o cenach. Bo kto pamięta, ile jajka kosztowały trzy lata temu, a ile rok temu. Otóż trzy lata temu 10 sztuk kosztowało średnio około 4,5 złotego, ale przy odrobinie szczęścia i uporu można było kupić wytłaczankę za 2,5. Co znaczy, że jedno jajo kosztowało około 40 groszy. Tak szanowni słuchacze. W nieodległej przeszłości 10 jaj można było kupić za pieniądze, którą trzeba dzisiaj wydać na jedną (!) lepszą bułkę z prawdziwej piekarni. Dziesięć sztuk kosztuje dzisiaj mniej więcej 9 złotych, czyli dokładnie tyle samo, ile rok wcześniej. I wszystko wskazuje na to, że może to być jeszcze więcej. O tym za chwilę, ale najpierw o historycznych przyczynach jajecznej drożyzny.

Stoją za nią drożejąca energią drożejące pasze dla zwierząt, do produkcji których używa się zbóż. Zboża po wybuchu wojny w Ukrainie były rekordowo drogie. Podobnie jak energia, które rekordowo drożała już rok przed napaścią Rosji. I jedno i drugie "wchodzi" w koszt produkcji pochodzącej z każdego kurnika. Bo hodowla musi mieć ciepło i musi jeść, żeby się nieść. No i musi być zdrowa. I teraz usłyszycie dwa słowa, które wszystkich producentów stawiają na baczność: ptasia grypa. To choroba, która roznosi się wśród ptaków w geometrycznym postępie, zwłaszcza gdy mieszkają - w wielkim skupisku. Jak na przykład przemysłowa ferma kur niosek. Stąd kurza hekatomba. Bo stada z chorymi zwierzętami likwiduje się w całości. W ten sposób pod sanitarny topór trafiały na świecie miliony ptaków. A że nioska to nie brojler, więc odbudowa produkcji trwa. Tylko w Stanach Zjednoczonych, jednym z największych na świecie producentów i konsumentów jaj, w 2022 r. drobiowa hekatomba sięgnęła 60 milionów ptaków.

W tym czasie jajka podrożały o 50 procent i stały się tam symbolem zabójczej dla portfeli inflacji. A klasyczny i niewyszukany śniadaniowy omlet został skreślony z codziennych jadłospisów mniej zamożnych Amerykanów. Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała w Nowej Zelandii. Jajek brakowało tak bardzo, że zdesperowani Nowozelandczycy zaczęli szukać alternatywnych rozwiązań. Jednym z najczęściej zadawanych pytań w wyszukiwarkach internetowych stało się: jak hodować kury na podwórku. A miejscowe sklepy zaczęły sprzedawać zestawy "zrób to sam": kurnik do samodzielnego złożenia i komplet kurczaków na początek. Domorośli hodowcy szybko dowiedzieli się, że nioska żyje nawet 10 lat, a jajka znosi tylko przez 2-3 lata. Obrońcy praw zwierząt zaczęli więc apelować o odpowiedzialne decyzje, by schroniska nie zaludniły się wkrótce bezpańskimi kurami.

Jaja symbolem inflacji

W tym samym czasie po drugiej stronie globu Amerykanie uznali jaja za symbol szalejącej inflacji. Z danych Google wynika, że w ubiegłym orku we wszystkich 50-ciu amerykańskich stanach pytanie o to "dlaczego jajka są takie drogie" było najczęściej zadawanym pytaniem o konkretny artykuł. Gdy jeszcze niedawno z równą częstotliwością pytano o 20 różnych cen, od ceny benzyny po pistacje.

I gdy zaczęło wyglądać na to, że sytuacja w branży jajecznej zaczęła się stabilizować, nad amerykańskie kurze zagłębie nadciągnęły kolejne czarne chmury. Od grudnia służby sanitarne systematycznie wydają kolejne decyzje o likwidacji wielotysięcznych stad. Nowa fala ptasiej grypy dziesiątkuje kurniki. A to właśnie Stany Zjednoczone produkują najwięcej jaj spośród państw Zachodu, przed nimi są tylko Chiny, Indonezja i Indie. Gdy miejscowa produkcja nie nadąża za popytem ceny rosną i to nie tylko na miejscu. Co to oznacza dla europejskich miłośników omletów, ciast, ciastek i lodów? Otóż taniej nie będzie i to pomimo, że europejski przemysł drobiarski na razie uniknął najgorszego. Nie będzie taniej nie tylko, gdy chodzi o jaja saute, ale o wszystko co jaja ma w składzie.

I na koniec szersze spojrzenie w żywnościową przyszłość. Która ma być coraz cieplejsza. I jednocześnie coraz droższa. Z najnowszych badań wynika, że z powodu zmian klimatycznych żywność będzie drożeć średnio rocznie o jakieś 2 procent. Niby niewiele, ale dla ekonomistów to oczywista wskazówka na przyszłość. Poziom życia ludzi jak ziemia długa i szeroka będzie się systematycznie obniżać. Wprost proporcjonalnie do liczby anomalii pogodowych: huraganów, susz, fal upałów i nawalnych deszczy. Czego nikomu nie życzymy tej rekordowo ciepłej wiosny.