Wpadliśmy w rosyjskie sidła. Uzależnienie większe niż przed agresją na Ukrainę
Na Zachodzie już pojawiają się ostrzeżenia. W produkcji żywności jesteśmy już bardziej zależni od Rosji niż przed jej agresją na Ukrainę! Po prostu znów wpadliśmy w rosyjskie sidła, których efekty możemy zobaczyć w cenach ziemniaków, marchewki, kapusty, chleba i mąki, a więc wszędzie tam, gdzie potrzebne są nawozy.
Rosja i jej plan zagłodzenia Europy
Ta historia zaczyna się tam, gdzie rozpoczął się europejski kryzys energetyczny. Czyli ponad trzy lata temu od decyzji Rosji o wypowiedzeniu zachodowi wojny gospodarczej. Moskwa postanowiła energetycznie zagłodzić Europę i przestała wysyłać jej gaz. Największa na kontynencie gospodarka znalazła się na równi pochyłej. W Niemczech tani rosyjski gaz był podstawowym paliwem do produkcji energii, od wielkiego przemysłu, po gospodarstwa domowe. Tanie paliwo do produkcji oznaczało tani prąd, a tani prąd obniżał koszty wytwarzania i dawał Niemcom fantastyczną pozycję na rynkach międzynarodowych, na przykład w motoryzacji. Ale też w przemyśle chemicznym, którego Niemcy są jednym z europejskich liderów. Czy nawozowym. Bo do produkcji nawozów zużywa się gigantyczne ilości energii.
Alarm dla ziemniaków, czereśni i kur. Nadciąga prawdziwy rollercoaster i cenowa katastrofa
Jesienią 2021 roku polscy rolnicy przecierali oczy ze zdumienia. Za tonę saletry amonowej, która w styczniu kosztowała około 1200 złotych, w październiku trzeba było zapłacić ponad trzy tysiące, w grudniu już ponad cztery. Nikt nie spodziewał się, że zakręcenie Europie rosyjskiego kurka z gazem skończy się - i to tak szybko - kosmicznymi cenami nawozów. Do ich produkcji potrzebna jest ogromna ilość energii. Zakłady azotowe używają gazu, brak gazu z Rosji oznaczał skokowy wzrost cen. W ciągu kilku miesięcy gaz podrożał czterokrotnie. W górę poszły też ceny surowców do produkcji.
Zaraz potem nawozy sztuczne, bez których nie ma dzisiaj nowoczesnego i wydajnego rolnictwa, wzrosły o 300 procent. Było tak drogo, że rolnicy wyszli na ulice, protestowali przed bramami producentów czy przed składami hurtowymi. Podejrzewając wszystkich uczestników łańcucha sprzedaży o celowe działanie. A nawet o spisek.
Wszystko drożeje
W tym samym czasie w gospodarce rozpędu nabierała... inflacja. W procesie podobnym do efektu śniegowej kuli zabierała ze sobą kolejne warstwy gospodarki. Od rzeczy prostych jak warzywa i owoce, przez inne podstawowe produkty spożywcze, po maszyny i urządzenia, samochody, transport, wszelkie mniej lub bardziej skomplikowane usługi. Wojna energetyczna wypowiedziana Zachodowi przez Rosję zmieniła gospodarkę w Europie - nie tylko w Europie - na dobre. I wydrenowały kieszenie konsumentów na całym świecie. Ostatnio kieszenie miłośników czekolady.
Ceny kakao na międzynarodowych rynkach są najwyższe w historii. Bo ziarna jest mniej niż go potrzeba. Producenci w Afryce, a to właśnie tam produkuje się większość kakao na świecie - zbierają go coraz mniej. Dlaczego? Powody są złożone. Były kłopoty organizacyjne po pandemii czy problemy z transportem i zamówieniami, bo przemysł czekoladowy nie docenił miłości konsumentów do pralinek.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Ale są też dwa inne, chyba najważniejsze. Po pierwsze zmiany klimatyczne, które powodują, że w kakaowym zagłębiu, zachodniej Afryce krzewy chorują i to masowo. W ostatnim sezonie w Ghanie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej spadło dwa razy tyle deszczu niż średnio przez ostatnie 30 lat. Z powodu wilgoci strąki kakaowca niszczył grzyb. Właścicieli nie stać bowiem na astronomicznie drogie nawozy i środki ochrony roślin. Zwłaszcza że większość plantacji to niewielkie przedsięwzięcia rodzinne bez finansowego zabezpieczenia na gorsze czasy. Zbiory były więc rekordowo słabe, a cena kakao na rynku towarowym wzrosła z 3 do 12 tysięcy dolarów. I teraz ostrzeżenie. Konkretnie ostrzeżenie dla Europy.
Ceny nawozów a bezpieczeństwo żywnościowe
Alarm podniesiono w Norwegii. Ojczyźnie największego w Europie i jednego z największych na świecie producentów nawozów sztucznych. Sprawa jest poważna, bo dotyczy bezpieczeństwa żywnościowego. Konkretnie tego co do jej produkcji jest absolutnie niezbędne, związków azotu, w których wytwarzaniu norweska Yara jest światowym potentatem. Samo ostrzeżenie dotyczy - jakżeby inaczej - Rosji.
A chodzi o to, że Europa znów wpadła w gospodarcze sidła zastawione przez Moskwę. W rolnictwie i produkcji żywności jest dzisiaj bardziej zależna od Moskwy - niż była przed wojną. Na dowód Norwegowie przytaczają liczby. W 2023 roku europejskie rolnictwo importowało z Rosji dwa razy więcej nawozów azotowych niż przed wojną. W samym tylko 2022 roku, czyli w roku agresji na Ukrainę, rosyjskie przychody ze sprzedaży nawozów wzrosły aż o 70 procent. Sprowadzana ze wschodu chemia do produkcji rolnej jest tańsza niż wyprodukowana w Europie z droższego gazu kupowanego w Ameryce czy na Bliskim Wschodzie. W ten sposób Rosja zarabia europejskie pieniądze, sprzedając towar wytworzony z użyciem gazu, którego nie sprzedaje na zachód. Chcąc go w ten sposób zniszczyć gospodarczo. Uzależnia przy tym europejskie rolnictwo od swoich tanich nawozów. I zarabia na Europejczykach krocie. Skutek może być ten sam jak w przypadku surowców energetycznych.
A to nie koniec problemów. Bo w południowej Europie, ziemia, która pozostanie do uprawy, musi rodzić więcej. A to oznacza jeszcze więcej potrzebnych nawozów. W przeciwnym razie już nie tylko oliwa z oliwek - jak dzisiaj - będzie produktem na wagę złota. Ale też pospolite ziemniaki, marchewka i kapusta.