,
Obserwuj
Gospodarka

Netflix się podniósł, ale reszta dopiero zaczyna zbierać się z desek. Czy będzie za co płacić jesienią?

Wojciech Kowalik, Anna Augustyn
4 min. czytania
11.10.2024 18:56
Po tym, jak "Fabryka Snów" dla wielu stała się koszmarem, branża filmowa powoli już się podnosi. Choć Netflix już się otrząsnął, reszta dopiera zaczyna zbierać się z desek. A eksperci są zgodni - to dopiero początek wojny.
|
|
fot. Tumisu/Pixabay

Michael Fortin, operator filmowych dronów, prywatną pasję przekuł w dochodowe zajęcie 10 lat temu. Swój biznes regularnie rozwijał, realizując zdjęcia z powietrza dla największych wytwórni Netflixa, Amazona czy Disneya, bo niemal każda produkcja dzisiaj nie obejdzie się bez ujęć z drona. Fortin zamieszkał z rodziną w wygodnym domu w Huntington Beach. Wydanie kilkuset dolarów na jedno wyjście do restauracji nie robiło na nim żadnego wrażenia. Aż do ubiegłego roku, gdy nowoczesny dom musiał zamienić na wynajmowane mieszkanie w taniej okolicy. A astronomicznie drogie kolacje na menu z MacDonalda za 5 dolarów. Takich jak Fortin pracowników amerykańskiej fabryki snów są dzisiaj tysiące. Według oficjalnych danych bezrobotnych w tej branży jest około 12 procent. Faktycznie może nawet więcej. Bo wielu nie rejestruje się w urzędach. Jak z filmowej bańki zaczęło uchodzić powietrze?

Pandemia i początek balu

Niebywały sukces branży filmowej przyniosła pandemia. To wtedy firmy, których usługi polegały na dostarczaniu rozrywki prosto na domową kanapę, zaczęły święcić niebywały triumf. Dla milionów zamkniętych w domach streaming stał się jedną z niewielu form spędzania wolnego czasu. Liczba subskrybentów rosła więc lawinowo, a analitycy przewidywali dla branży systematyczny rozwój. Zmienili zdanie, gdy w kolejnym roku, po największych sukcesach, serwisy streamingowe zaczęły zaliczać pierwsze niepowodzenia. A liczba płacących najpierw przestała rosnąć, a potem zaczęła spadać.

Światowi giganci rzucili do walki o wpływy swoich najlepszych marketerów. Zablokowali dzielenie haseł, wprowadzili limity ekranów dostępnych na każdą subskrypcję. Podnieśli ceny, a kto nie chciał płacić więcej, musiał zgodzić się na wersję z reklamami. Platformy tłumaczyły się rosnącymi kosztami, w tym kosztami produkcji filmowych. Bo podrożało wszystko: od biletów lotniczych dla ekip, po farbę do malowania dekoracji na planie. I obiecywały więcej wybitnych treści, czyli tak zwanego 'kontentu'. Do boju o widzów rzuciły najlepszych dostępnych na rynku artystów i sięgnęły po setki milionów dolarów na produkcję.

W tym samym czasie widownia na stałe odwróciła się od tradycyjnej telewizji. Po latach rządów telewizji kablowej i konsumenckiej wierności serial w telewizorze przestał być dla odbiorców magnesem. Bo w aplikacji streamingowej mieli wszystko 'pod ręką' na zawołanie. I cały serial do obejrzenia - na raz, bez czekania i bez presji oldschoolowej ramówki. Największe koncerny telewizyjne zaczęły więc tracić 'tradycyjnych' widzów. Wraz z nimi z biznesu odchodzili reklamodawcy, a wraz z reklamodawcami gigantyczne pieniądze, które przeniosły się do internetu. Ale niekoniecznie do firm oferujących rozrywkę filmową na życzenie, bo tam reklam - przeważnie - się nie wyświetla. Na koniec branżę nawiedziła najgorsza z plag. Która rzuciła ją na kolana.

Strajk scenarzystów i paraliż na planach filmowych

W Hollywood po raz pierwszy od ponad półwiecza swoje pióra rzucili scenarzyści. Wsparli ich aktorzy. Dwa wielkie związki zawodowe ogłosiły strajk twórców filmowych. Protest doprowadził do paraliżu na planach filmowych. Fabryka Snów zamarła w bezruchu. Stanęła produkcja seriali dla serwisów streamingowych i wielkie produkcje kinowe. Strajkujący domagali się większych kontraktów, bo serwisy video produkują krótsze seriale, a mniej odcinków to niższe pensje twórców. Różnica jest niebagatelna, bo seria streamingowa składa się zwykle z 8-12 odcinków w sezonie, serial tradycyjny z 22. Starcie z producentami wygrali twórcy, ale ich radość nie trwała długo, bo giganci Hollywood wykorzystali okazję i ogłosili konieczność wprowadzenia wielomiliardowych oszczędności. I idące w tysiące zwolnienia.

Netflix, Disney i HBO w strachu. I to wszystko nasza wina

Kolejną rundę zwolnień zapowiedział właśnie Paramount, czyli jedna z największych na świecie wytwórni filmowych. Wcześniej podobne ruchy wykonali Disney, Warner Bros, a także mniejsi producenci i kompanie, jak na przykład brytyjskie BBC.  W pierwszym półroczu amerykańska produkcja filmowa skurczyła się, w porównaniu z rekordowym czasem sprzed dwóch lat, o blisko połowę, a światowa o jedną piątą. I choć Netflix globalny gigant rozrywkowy, w zasadzie podniósł się już z upadku, to reszta dopiero zaczyna zbierać się z desek. A skoro tak, to czy w ogóle będzie za co płacić serwisom dostarczającym rozrywkę?

Z danych statystycznych wynika, że amerykańska branża filmowa w drugim kwartale w Hollywood produkowała o dwie trzecie więcej niż rok wcześniej. Globalny budżet produkcji wzrósł w tym czasie o 40 procent, co znaczy, że każda z nowych serii będzie kosztować mniej niż podobna sprzed roku. Producenci oszczędzają, gdzie mogą, plany filmowe przenoszą za granicę. Coraz większa część amerykańskiej rozrywki powstaje w Wielkiej Brytanii, Indiach czy krajach Unii Europejskiej. Produkcja jednego odcinka serialu w USA to budżet rzędu 8-10 milionów dolarów, to samo w Europie kosztuje cztery miliony. Co więc planują największe hurtownie rozrywki? Stawiają na pewniaki. Z gwiazdorską obsadą, w wykonaniu sprawdzonych autorów i na podstawie bestsellerów książkowych. Amazon uruchomił produkcję oczekiwanego, biblijnego serialu 'House of David' i startuje z nowym 'Robocopem'. Swój straszny serial dla Netflixa produkują twórcy 'Stranger Things'. W produkcji są też film o Frankensteinie oraz nowy sezon Peaky Blinders.

Po pierwszej bitwie streamingowej

Z pierwszej bitwy streamingowej przemysł rozrywkowy filmowy wyszedł zatem poobijany, a część filmowych dywizji musiała zostać wycofana z boju. Eksperci są jednak zgodni - to dopiero początek wojny, która zmieni krajobraz branży. Na jaki? Te decyzje zapadają codziennie na domowych kanapach w zbiorowym głosowaniu - pilotami.