Chiński odwet za europejskie cła. Jednym z celów będzie Polska?
Trwa bitwa o potężny biznes. Niemcy nie chcą europejskich ceł na chińskie elektryki, bo ubijają z Pekinem własne lukratywne interesy gospodarcze, w tym motoryzacyjne. Z kolei Francja ceł chce, bo boi się zalewu taniej, chińskiej produkcji. A Chiny swoje elektryki tłuką w fabrykach jak szaleni i wysyłają do nas, bo Europa jest dla nich największym klientem i źródłem potężnych zysków. I nawet europejskie cła tylko trochę nadszarpną ich zyski. Za to przyniosą odwet Pekinu, a jednym z celów tego odwetu może być Polska.
Chińczycy wysyłają swoje samochody elektryczne do Europy masami. Europa to dla nich największy dzisiaj rynek. Mają tak wielkie moce produkcyjne, że nie mieszczą się z nimi na wewnętrznym rynku. Eksport do Ameryki nie wchodzi w grę, bo obowiązują tam zaporowe stuprocentowe cła. Z tak wysokimi opłatami chiński elektryk kosztuje w USA więcej niż amerykański elektryk. Co zamyka sprawę. I kieruje niemal cały chiński eksport motoryzacyjny do Europy. Dlatego ta postanowiła głosować.
Za skokową podwyżką ceł na chińskie samochody elektryczne były następujące kraje: Bułgaria, Dania, Estonia, Francja, Irlandia, Włochy, Łotwa, Litwa, Niderlandy i Polska. Przeciwko: Niemcy, Węgry, Malta, Słowenia i Słowacja. Reszta - aż dziesięć państw - wstrzymała się od głosu. W ten sposób największe europejskie gospodarki - Niemcy i Francja - znalazły się po przeciwnych stronach barykady. A komentatorzy polityczni oceniają, że jest nawet gorzej i wygląda na to, że obie strony zamieszkują odległe planety. Dlaczego? Bo każda z planet ma inny interes.
Elektryki. 'Kuchennymi drzwiami Chińczycy dostają dostęp do fabryki w Tychach'. Kulisy przejęcia
O ile europejskie auta są tańsze w Chinach, a chińskie droższe w Europie
Największy niemiecki koncern motoryzacyjny sprzedaje swoje flagowe auto elektryczne o połowę taniej niż na rynku macierzystym. Volkswagen ID.4 kosztuje w Europie około 46 tysięcy euro, w Chinach - 31 tysięcy, czyli o 49 procent taniej.
I na odwrót. Jeden z najmocniej promowanych przez Pekin chińskich koncernów BYD sprzedaje w Niemczech swój flagowy model Seagul za mniej więcej 40 tysięcy euro. To samo auto kosztuje w Chinach o połowę mniej, czyli około 20 tysięcy. To znaczy, że za każde auto wysłane do Europy Chińczycy inkasują 100 procent więcej, niż kosztuje ich produkcja. Po doliczeniu wszystkich kosztów w kieszeni zostaje im ponad 14 tysięcy euro. Nawet po podniesieniu ceł, o które Europejczycy toczą między sobą wojnę - wciąż będzie to zysk wart twardej gry.
Wzrost wartości europejskiego eksport elektryków o 700 procent
Wartość europejskiego eksport elektryków wzrosła z półtora miliarda euro w 2020 roku do ponad 11 miliardów w ubiegłym roku. Czyli o ponad 700 procent. W przyszłym roku Chińczycy będą mieć na tyle liczną flotyllę handlową, by wysyłać do Europy pół miliona sztuk aut rocznie, w kolejnym roku być może aż półtora miliona. A to by znaczyło, że potencjalnie mogą zająć nawet połowę europejskiego rynku aut na baterie. Wszystkim koncernom motoryzacyjnym w Europie razem wziętym musiałaby starczyć druga połowa. Tu kolejna ważna liczba: w unijnej gospodarce przemysł motoryzacyjny to aż siedem procent całości, a co dziesiąty zatrudniony w sektorze przemysłowym to pracownik tej branży. A skoro wiemy już o co toczy się ta gra, czas na francusko-niemiecką walkę na topory.
Francusko-niemiecka walka na topory, czyli kto pogrzebie Europę
Olaf Scholz grabarzami ogłosił Francuzów, Emanuel Macron wskazał palcem Niemców. Oba kraje mają całkowicie odmienne wizje ochrony europejskiej gospodarki przed chińską dominacją. Niemcy nie zgadzają się na ograniczanie Chińczykom dostępu do rynku w Europie. Sami z Chinami prowadzą wielkie biznesy sprzedając tam niemieckie auta. Jeszcze niedawno Volkswagen był tam najpopularniejszą nie-chińską marką. Handlowy odwet Pekinu uważają za realną perspektywę. A kto wtedy kupi niemieckie auta, skoro nie kupują ich Europejczycy? To właśnie z tego powodu światowa ikona motoryzacji planuje zamknąć w Niemczech co najmniej dwie fabryki? To strona niemiecka. A francuska? Francuzi stawiają proste pytanie: kto kupi europejskie auta, skoro chińskie będą w Europie powszechnie dostępne i znacznie tańsze?
A to przecież niejedyny problem Europy z Chińczykami i konkurencyjnością w ogóle. Bo Europa utknęła w technologicznym skansenie, większość światowych innowacji pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, Chiny wyspecjalizowały się w ich naśladowaniu. W Europie w ciągu ostatniego półwiecza nie została założona żadna firma, która byłaby dzisiaj warta ponad 100 miliardów euro, Amerykanie mają aż sześć takich firm! W Europie brak tak zwanych jednorożców, przedsięwzięć zaawansowanych technologicznie, które wprowadzają z powodzeniem globalne innowacje. Europa wymiera, wszystkie państwa europejskie mają fatalną demografię, w ciągu najbliższych lata zabraknie milionów par rąk do pracy, a wspólnej strategii migracyjnej brak. To diagnoza postawiona przez Mario Draghiego, byłego szefa Europejskiego Banku Centralnego. Metody skutecznego leczenia znajdują się dopiero w opracowaniu.
Chiński odwet
Na koniec wróćmy do potencjalnego chińskiego odwetu za europejskie hiper cła na elektryki. I jego potencjalnych celów. Na liście Pekinu mogą się znaleźć mleko oraz nabiał z Polski i Niemiec, koniaki i wina z Francji, mięso wieprzowe z Hiszpanii i Belgii, samochody produkowany na Słowacji i w Niemczech - w tym Audi, Porsche czy Lamborghini. A to może nie być koniec.