,
Obserwuj
Gospodarka

Niemcy na L4. "Chory człowiek Europy" czuje się coraz gorzej

Wyborcza Opole
5 min. czytania
24.02.2025 13:45
Niemiecka gospodarka pędzi ku przepaści. W fatalnej sytuacji jest branża motoryzacyjna, ale nie tylko. W grudniu sektor przemysłowy znów wyprodukował mniej i stało się to piąty raz z rzędu. Prognozy są mało optymistyczne.
|
|
fot. DAVID HECKER/AFP/East News

 

  • Nowy niemiecki rząd musi wziąć się za naprawę gospodarki - mówią zgodnie ekonomiści przy okazji wyborów u naszych sąsiadów;
  • Tyle, że największa europejska gospodarka i nasz główny partner handlowy, ma się coraz gorzej;
  • Niemcy nie mogą wygrzebać się nad kreskę przez drogą energię, zapaść w motoryzacji, braki postępu i innowacji (są miejscowości do których do dziś nie dotarł szybki internet);
  • Problemem jest też brak rąk do pracy, a tam gdzie te ręce są - potężny kłopot stanowią zwolnienia lekarskie, z których niemieccy pracownicy ochoczo korzystają;
  • Określenie: Niemiec "chorym człowiekiem Europy" całkiem nowego znaczenia.

 

Zaczniemy od liczb - konkretnie od danych opisujących, co działo się z niemieckim przemysłem w grudniu. Wtedy bowiem produkcja w tym sektorze spadła - w porównaniu z poprzednim miesiącem - o prawie 2,5 proc., czyli więcej niż ktokolwiek się spodziewał, kolejny zresztą miesiąc z rzędu.

Najgorzej było z wytwarzaniem samochodów i maszyn. W ten sposób kondycja tej gałęzi gospodarki spadła do poziomu najgorszego od 2020 roku, czyli od startu pandemii i potem wojny energetycznej wypowiedzianej Europie przez Rosję. Jest gorzej niż wtedy, gdy europejskie fabryki przestały produkować auta, bo na świecie zamarł transport, a odległe fabryki nie produkowały podzespołów.

W ubiegłym roku niemiecka gospodarka zaliczyła drugi z rzędu zjazd. Była pod kreską o 0,2 procent. A prognozy mówią, że historia się powtórzy. Dlaczego? Jedną z przyczyn jest klimat. Jesienią i zimą Niemcom brakuje prądu, bo i wiatru, i słońca jest jak na lekarstwo. W energetyce opartej o źródła odnawialne taki stan oznacza brak paliwa. Mało tego - klimatolodzy przekonują, że w przyszłości czekają nas nie tylko bezwietrzne jesienie, ale też gorące i pozbawione ruchu powietrza lata. W takiej sytuacji Niemcy będą przez cały rok kupować prąd za granicą. To podniesie ceny w całej Europie i doprowadzi do nowych międzynarodowych awantur.

Dlaczego niemiecka gospodarka jest w tak fatalnej sytuacji? Po pierwsze - Niemcy zostały "porażone" cenami energii po tym, jak Moskwa postanowiła wytoczyć Europie wojnę surowcową. Liczyła na paraliż większości europejskich gospodarek, a najbardziej na zapaść w tej największej. Rosja zamknęła więc gazociąg i to w czasie, gdy wielka część Europy właśnie wychodziła z wyjątkowo zimnej wiosny. To stanowiło dla Niemiec pierwszy gwóźdź do gospodarczej trumny. Bo wiosną kontynent wykorzystał do grzania więcej gazu niż zwykle, a jesienią produkował z wiatru mniej prądu niż potrzebował.

Jedno i drugie sprawiło, że strategiczne zapasy zostały skonsumowane. Dostawy ze Wschodu stanęły, gaz w szczycie kryzysu podrożał ponad sześciokrotnie. Jednocześnie Niemcy postanowiły strzelić sobie z dubeltówki w kolano - zamknęły elektrownie atomowe. Bez energii niemiecki silnik zaczął hamować - aż całkiem stanął. Bo zabrakło tego, co stanowiło o gospodarczym przyspieszeniu, czyli taniej energii. A to, co przesądzało o przewadze - czyli pierwszeństwo technologiczne - szybko się przeterminowało. I tu pojawia się wątek chińskiego rynku.

Nowy kanclerz Niemiec szansą dla Polski? 'Musi się pokazać jako mąż stanu'

Przez lata Niemcy zarabiały wielkie pieniądze dzięki Chinom. Gdy reszta zachodnich gospodarek traciła z powodu przenoszenia się biznesów na Wschód, niemieckie firmy znalazły tam wielkie możliwości. Maszyny przemysłowe, chemia i samochody szły w Chinach jak woda. Największy rynek świata potrzebował dosłownie wszystkiego. Chińczycy kupowali więc niemieckie samochody, a państwo inwestowało w gospodarkę biliony dolarów. W ten sposób z importera technologii stały się jej eksporterem. Zaczęło się od chińskich paneli słonecznych, które zalały zachodnie rynki, potem przyszedł czas na pompy ciepła, sprzęt RTV czy telefony komórkowe, które dzisiaj konkurują z technologiczną gwiazdą, czyli amerykańskim Apple'em. Ważne były też samochody elektryczne - w tym systemy baterii samochodowych.

Jednak po 20 latach Chińczycy przestali kupować niemieckie samochody, bo wolą własne marki. Wbijają w ten sposób nóż w plecy niemieckiej machinie eksportowej - i to tak głęboko, że Mercedes sprzedał w ubiegłym roku w Chinach o jedną trzecią aut mniej niż rok wcześniej.

Raport nie pozostawia złudzeń. Tymi samochodami będziemy jeździć

Dlaczego auta z Niemiec przestały być w Chinach jakościową atrakcją? Bo tamtejsze są bardziej zaawansowane technologicznie i tańsze. Podobnie zresztą w Europie, gdzie Chińczycy próbują rozepchnąć się w samochodowych salonach. Największa chińska marka samochodowa BYD zbudowała do tego flotyllę własnych statków handlowych, które zwożą do Europy tysiące aut z Chin. Większość ląduje w niemieckich portach i stamtąd jedzie dalej - także w samych Niemczech. Chiński eksport motoryzacyjny jest dzisiaj cztery razy większy niż niemiecki. Jeszcze w tym dziesięcioleciu chiński przemysł może produkować tyle aut, ile wszystkie inne państwa razem. Jak to się mogło stać? Widocznie mogło skoro się stało. I tu przechodzimy do braku postępu i innowacji.

Niemcy osiadły na laurach. Niegdysiejszy prymus odłożył inwestycje w rozwój technologii i długoterminowe projekty, takie jak nowoczesny transport kolejowy, szybki internet czy cyfryzacja w urzędach. Gospodarka kręciła się coraz szybciej dzięki eksportowi. Więc bywało, że budżet więcej zarabiał niż wydawał - ten stan nadwyżki był dla Niemiec przedmiotem dumy. Bo państwo kwitło.

Dzisiaj niemiecka kolej jest przedmiotem kpin na całym kontynencie. A pod względem punktualności jest gorsza nawet niż niesławna kolej brytyjska, nie wspominając o polskiej. Rok temu świat nie mógł się nadziwić taktyce Deutsche Bahn, które wysyłał co noc w podróż wokół Berlina kilka pociągów dużych prędkości. Składy jeździły bez pasażerów, bo wieczorem kończyły kursy w mieście, z którego miały wyruszyć rano. Z powodu braku wystarczającej liczby bocznic nie miały w nocy gdzie parkować. Jeździły więc wokół miasta, szukając wolnego akurat toru, gdzie mogły przystanąć. I tak w kółko - do rana.

W Niemczech są też miejscowości, gdzie wciąż nie dotarł szybki internet. Wiele urzędowych spraw Niemcy wciąż załatwiają w modelu "osobiście"- "analogowo", czyli w urzędzie z papierowym dokumentem w dłoni.

Samoloty pełne złota i megakolejki. Ten rajd wydaje się nie mieć końca

Trudna jest też sytuacja na rynku pracy. Brakuje bowiem pracowników. Z tego powodu najmocniej cierpią duże firmy. Wśród biznesów zatrudniających ponad 1000 osób ponad połowa ma wakaty, których nie udaje się zapełnić. Brakuje wszystkich - od wysoko kwalifikowanych programistów po przedszkolanki i pracowników branży hospitality. Jest tak źle, że Niemcy wprowadzają jeden po drugim programy służące ściąganiu specjalistów z zagranicy. W tym program "Błękitna wiza" pozwalający zatrudnić specjalistów spoza Unii Europejskiej, gdy nie udaje się znaleźć odpowiedniej osoby na miejscu. Są też umowy międzyrządowe, ostatnia z Kenią - w ramach pilotażu kenijscy kierowcy już prowadzą autobusy komunikacji miejskiej w Flensburgu. Niemieckich kierowców niestety nie ma. Brak to nie jedyny problem. Bo Niemcy pobiły rekord wszechczasów w kategorii - płatne zwolnienia lekarskie.

Niemcy na L4. W 2023 roku każdy niemiecki pracownik był na L4 prawie 20 dni w roku, czyli pięć razy więcej niż pracownik brytyjski. Wszystko wskazuje, że w ubiegłym roku padł kolejny rekord. Dane za pierwsze dziewięć miesięcy mówiły o 15 dniach zwolnienia, co określeniu Niemiec "chorym człowiekiem Europy" nadaje całkiem nowego znaczenia. Pobieżne wyliczenia mówią, że L4 kosztuje niemiecką gospodarką 25 miliardów euro rocznie. I pół punktu procentowego w kategorii "wzrost gospodarki". Czy to dużo? Raczej niemało, zważywszy że Niemcy są gospodarczo na minusie - 0,2 procent pod kreską.

Kto za to wszystko płaci? Niemcy są największą europejską gospodarką. I jedną z największych na świecie. Zasada im gorzej (u nich) tym lepiej, (u nas) w tym przypadku nie działa.