Polacy finansują ekspansję chińskich gigantów e-handlu. Dane nie pozostawiają złudzeń
Już co dziesiąta złotówka wydana na zakupy internetowe przez Polaków trafia do Temu, Shein i Aliexpress, czyli wielkich marketplace’ów z Chin. W ciągu pół roku kupiliśmy na nich produkty za ponad 6 mld zł!
- Chińskie giganty internetowego handlu coraz więcej zarabiają dzięki Polkom i Polakom;
- Najnowsze dane, które publikujemy w TOK FM, pokazały, jak wielkie pieniądze płyną z Polski do Chin.
Panyu to dzielnica Guangzhou, o której do niedawna poza Chinami mało kto słyszał. Owszem Guangzhou, czyli dawny Kanton, miasto leżące w Delcie Rzeki Perłowej, od setek lat było głównym oknem Chin na świat. Już w czasach cesarskich było jednym z nielicznych portów otwartych na handel zagraniczny, a po 1978 roku, wraz z reformami Deng Xiaopinga, stało się jednym z pierwszych beneficjentów otwarcia chińskiej gospodarki na świat.
Ale dopiero kilka ostatnich lat zbliżyło to miasto z Polską i Europą. Stało się tak wtedy, gdy dzielnica Panyu zaczęła się rozrastać do pozycji jednego z największych na świecie klastrów produkcji odzieżowej. Gęsta siatka firm spięta jest w niej w mechanizm biznesowo-technologiczny, w którym moda powstaje, szyte są ubrania, odzież wprowadzana jest do systemów sprzedażowych, pakowana i wypychana w świat w tempie, którego europejskie sklepy często nie są w stanie dogonić. Jest to możliwe dzięki temu, że na terenie tej jednej dzielnicy działa aż 1000 firm cross-border e-commerce (CBEC), czyli wyspecjalizowanych w międzynarodowym e-handlu, i około 34 tys. firm odzieżowych. A ogromna część z nich pracuje dla giganta fast fashion, czyli Shein, od którego Panyu zaczęto nazywać "wioską Shein".
I to właśnie z Guangzhou płynie spora część ubrań, które Polacy coraz chętniej kupują w chińskich platformach e-commerce. Jak wynika z najnowszego raportu "Chińskie platformy e-commerce a polska gospodarka", przygotowanego przez KPMG dla Izby Gospodarki Elektronicznej, do którego dotarł TOK FM, tylko w ostatnim półroczu (kwiecień - wrzesień 2025) Polacy zostawili na Temu, Shein i AliExpress ok. 6,1 mld zł. W ujęciu rocznym, czyli od października 2024 do września 2025, te wydatki mogły sięgnąć 11,6 mld zł.
Wielki marsz paczek z Chin
Skala zakupów idzie w parze ze skalą zamówień. W tym samym półroczu do Polski miało trafić 53 mln paczek z chińskich platform. W przesyłkach mogło znaleźć się nawet 200 mln produktów. W danych widać wyraźnie, jakie koszyki dominują: przede wszystkim zamówienia tanie - w przedziale 51-150 zł. To ważny szczegół, bo masowość tak drobnych zakupów sprawia, że trafiają one do Europy bez opłat celnych. Wynika to z faktu, że w Unii Europejskiej przesyłki spoza UE do wartości 150 euro są po prostu z cła zwolnione.
Raport KPMG wskazuje, że chiński e-commerce wyraźnie podgryza polski rynek. W marcu 2025 roku Temu prześcignął wieloletniego lidera rynku i przez lata najpopularniejszą w Polsce platformę zakupową, czyli Allegro. Temu według danych z Megapanelu osiągnęło wówczas 18,1 mln realnych użytkowników, a Allegro miało 17,8 mln. Oczywiście liczba odwiedzających nie jest równoznaczna z liczbą kupujących, ale sam fakt tak szybkiego zdobycia skali pokazuje siłę ekspansji chińskich platform.
- To jest naprawdę szokujące, że właściwie po roku działalności platforma chińska jest numerem jeden wśród użytkowników na rynku polskim - podkreśla Patrycja Sass-Staniszewska, prezeska zarządu Izby Gospodarki Elektronicznej, która zrzesza polskie firmy z branży e-handlu. Sass-Staniszewska dodaje, że owszem branża spekulowała, jak duże kwoty mogą iść za tym ogromnym wzrostem rozpoznawalności, ale i tak jest zaskoczona, że te wydatki są tak pokaźne.
- 11 mld w ciągu roku odpowiada wydatkom rocznym około 510 tys. Polaków. To bardzo wyraźnie pokazuje skalę działania platform chińskich na polskim rynku - podkreśla prezeska IGE.
Cena czyni cuda
To, na czym zarabiają Temu, Shein czy Aliexpress, jest oczywiście stratą dla polskiej branży e-handlu. Wnioski raportu są gorzkie: sprzedaż realizowana przez chińskie platformy zostawia w Polsce relatywnie niewiele pieniędzy, bo kluczowe elementy - czyli sama platforma sprzedażowa, marketing, technologia, produkcja - są poza krajem. Lokalnie zostaje przede wszystkim dostawa "ostatniej mili" i część pracy logistycznej. Autorzy szacują, że w latach 2024–2025 polski handel detaliczny mógł tracić 6,5–8,8 mld zł rocznie sprzedaży, która - przynajmniej teoretycznie – mogłaby trafić do krajowych firm. Dodatkowo straty miał ponieść też budżet państwa - rzędu 25–35 mln zł - z powodu ograniczonych wpływów z PIT i CIT.
Oczywiście to niezwykle niskie ceny tak przyciągają polskich konsumentów. Jak wyliczają analitycy KPMG, znaczenie ceny w wyborach zakupowych wzrosło rok do roku dwukrotnie. - Tyle że powiedzmy sobie szczerze, na tę cenę składają się określone czynniki. Ona nie jest po prostu tak niska, bo taka jest wartość produktów, tylko dlatego, że chińskie platformy są odpowiednio dofinansowywane, wspierane subsydiami i różnymi ulgami przez Chiny - tłumaczy Sass-Staniszewska.
I faktycznie, od 2015 roku ChRL systemowo wspiera chiński e-commerce. W tym celu powstało już ponad 160 specjalnych stref gospodarczych, takich jak ta w Panyu, gdzie jest wsparcie państwa na rozwój technologii, ale także niższe podatki (zamiast wyjściowych 25 proc. tylko 15 proc.), obniżone cła i przyznawane subsydia, np. na budowę i wynajem powierzchni magazynowych poza terenem Chin.
Europa próbuje blokady
To wsparcie działa. Według danych Komisji Europejskiej w 2024 roku do UE trafiło 4,6 mld paczek o wartości poniżej 150 euro, czyli przybywa średnio 12 mln przesyłek dziennie. A to wzbudza spore poruszenie zarówno w lokalnej branży e-handlu, jak i wśród władz państw Unii. Efekt: plany zaostrzenia - i to drastyczne - polityki celnej i większe kontrole e-commerce spoza Unii. Duża reforma unijnego systemu celnego już jest w przygotowaniu i zaplanowano ją na 2028 rok.
Ale zanim wejdzie w życie, KE już ogłosiła wdrożenie nowej opłaty w wysokości 3 euro za przesyłki e-commerce spoza UE o wartości poniżej 150 euro. Co więcej, te 3 euro mają być odprowadzane nie tyle od każdej przesyłki, co wręcz od każdego zamówionego w ten sposób produktu. Na razie nie ma szczegółów, jak ma wyglądać ściąganie tej opłaty, ale wiadomo, że ten obowiązek ma wejść w życie od połowy 2026 roku. Na razie jednak zakupy – szczególnie te przedświąteczne – u chińskich gigantów kręcą się w najlepsze.
Więcej w 145. odc. podcastu Techstorie o wielkim marszu chińskiego e-handlu przez świat.