,
Obserwuj
Kultura

Tak Eurowizja wymyśliła się na nowo. "Oglądalność równa się połowie widzów finału Ligi Mistrzów"

4 min. czytania
17.05.2025 15:00
W finale Eurowizji Polskę reprezentuje Justyna Steczkowska. Czy artystka ma szansę na wygraną? - Dodatkowe punkty zyskuje swoją memicznością i maniakalną aktywnością w mediach społecznościowych - komentuje dziennikarz muzyczny Jarek Szubrycht w TOK FM. I dodaje, że piosenkarka ma świetny pomysł.
|
|
fot. Sander Koning/HOLLANDSE HOOGTE/East News

 

  • Finał 69. Konkursu Piosenki Eurowizji 2025 odbędzie się w sobotę 17 maja w Bazylei;
  • Polskę reprezentuje Justyna Steczkowska z piosenką 'Gaja';
  • Eurowizja, wykorzystując nowe technologie i serwisy społecznościowe, wymyśliła się na nowo;
  • 'To jest rozrywka masowa, bez aspiracji do miana ambitnej sztuki. Jednak to rozrywka na bardzo wysokim poziomie' - komentuje Jarek Szubrycht w TOK FM.

 

W sobotni wieczór w Bazylei odbędzie się finał 69. Konkursu Piosenki Eurowizji. Na scenie zobaczymy zwycięzców półfinałów: artystów z Polski, Norwegii, Szwecji, Albanii, Holandii, San Marino, Estonii, Portugalii, Ukrainy, Islandii, Litwy, Izraela, Armenii, Danii, Austrii, Luksemburga, Finlandii, Łotwy, Malty i Grecji. Konkurować będą także artyści ze Szwajcarii, która jest tegorocznym gospodarzem, oraz z tzw. Wielkiej Piątki - Włoch, Niemiec, Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Kraje te są największymi płatnikami do budżetu Europejskiej Unii Nadawców (EBU), która organizuje konkurs, i automatycznie znajdują się w finale.

Eurowizja znalazła nową publiczność

Jak wskazuje Jarek Szubrycht, dziennikarz muzyczny 'Gazety Wyborczej', Eurowizja to numer jeden w kategorii muzycznych konkursów. - Oglądalność Eurowizji równa się połowie widzów finału Ligi Mistrzów, który ma globalne zasięgi - komentuje dziennikarz w TOK FM.

- Publiczność telewizyjna nie dość, że topnieje, to jeszcze się starzeje. Organizatorzy Eurowizji zrozumieli, że zamknięcie konkursu w telewizji mu nie służy. Zaczęli szukać publiczności tam, gdzie są widzowie: w social mediach - mówi Jarek Szubrycht.

Według dziennikarza fanów konkursu przybywa dzięki temu, że Eurowizja - wykorzystując nowe technologie i serwisy społecznościowe - wymyśliła się na nowo. - Konkurs nie trwa tylko przez tydzień, kiedy mamy do czynienia z półfinałami i finałami transmitowanymi przez telewizję. Zaczyna się dużo wcześniej, gdy informacje o przygotowaniach rozprzestrzeniają się viralowo - mówi Szubrycht. I wskazuje, że fani lubią 'memiczny' charakter Eurowizji, na którą składa się 'wielobarwny korowód bardzo charakterystycznych postaci'. - To zaczęło przynosić efekty. Mimo to na danie główne, czyli finał, Eurowizja nadal zaprasza przed telewizory - zaznacza gość TOK FM.

Jarek Szubrycht podkreśla, że fandom Eurowizji tworzą ludzie, którzy fascynują się konkursem od wielu lat, a dzięki mediom społecznościowym wciągają w ten świat swoich znajomych. Przykładem 'ambasadora Eurowizji' może być sam Szubrycht i jego działalność w mediach społecznościowych.

Kosmiczna rozrywka na wysokim poziomie

Dziennikarz 'Gazety Wyborczej' wskazuje na niesprawiedliwy stereotyp dotyczący konkursu. - Eurowizja ma taką gębę, że można się na niej wygłupiać, a nie trzeba umieć śpiewać. A jednak trzeba - zapewnia w TOK FM. I przyznaje, że chociaż 'zdarzają się też rzeczy okropne czy żenujące, czołówka to są dobre piosenki wykonane przez świetnych wykonawców'.

- Nie wspominając o tym, że towarzyszy im tytaniczna praca scenografów, choreografów, tancerzy itd. To daje fantastyczne, kosmiczne wręcz efekty - ocenia Jarek Szubrycht.

- Eurowizyjne występy w ostatnich latach realizowane są z ogromnym rozmachem, bo możliwości techniczne pozwalają na dużo więcej. Granicami są granice ludzkiej wyobraźni - mówi dziennikarz, dodając, że dla odmiany warto zaproponować coś skromnego. - Przykładem jest Salvador Sobral, czyli zwycięzca z Portugalii z 2017 roku, który po prostu stanął przy mikrofonie i zaśpiewał piękną balladę - przypomina Szubrycht.

Rozmówca TOK FM przyznaje, że Eurowizja jest kiczowata. - To jest rozrywka masowa, bez aspiracji do miana ambitnej sztuki. Jednak to rozrywka na bardzo wysokim poziomie - zaznacza. Według dziennikarza fakt, że Eurowizja zyskuje popularność, to nie jest kwestia poziomu utworów, a percepcji. - Zmiana jakościowa to nie jest kwestia ostatnich dwóch czy trzech lat. Eurowizja miała lata chudsze niż teraz - komentuje Jarek Szubrycht, wskazując, że konkurs jest 'realną platformą do sukcesu - nie tylko dla zwycięzców i tych, którzy plasują się w ścisłym finale.

- Kiedyś nawet zwycięstwo nie gwarantowało artystom międzynarodowego sukcesu. Zdarzało się, że o zwycięzcach zapominaliśmy już następnego dnia. Teraz trasy koncertowe po całym kontynencie z powodzeniem grają artyści, którzy Eurowizji nie wygrali, ale którzy dali się zapamiętać - mówi Szubrycht w TOK FM. Według niego to 'niewątpliwy sukces samej Eurowizji, a co za tym idzie - sukces artystów, którzy biorą w niej udział'.

Jarek Szubrycht podaje receptę na bycie zapamiętanym: mieć dobry utwór, bardzo dobrze go wykonywać, mieć fantastyczną scenografię, pomysłowy układ choreograficzny i pracować nad memicznością.

Justyna Steczkowska zyskuje memicznością

Wszystko to ma piosenka 'Gaja' Justyny Steczkowskiej, która znalazła się w finale konkursu. Mimo tego dziennikarz wskazuje, że tegoroczna konkurencja jest bardzo silna i ciężko będzie o wygraną. - Nie postawiłbym majątku na pierwsze miejsce Steczkowskiej. Dodatkowe punkty zyskuje swoją memicznością i maniakalną aktywnością w mediach społecznościowych - komentuje Szubrycht.

Mówi m.in. o filmiku, na którym Justyna Steczkowska zaprasza konkurentów do ciągnięcia nuty i kręcenia młynka, jednej z figur tanecznych z jej występu. - To świetny pomysł. Dzięki temu jej pozycja w finale będzie wyższa, oby jak najwyższa - zapowiada dziennikarz. Szubrycht przyznaje, że od 'Gai' woli piosenkę 'Sama', którą artystka wykonywała na Eurowizji 30 lat temu.

Faworyci Eurowizji 2025

Jak wskazuje gość TOK FM, w tym roku w czołówce jest dużo interesujących i zróżnicowanych artystów. - Nie ma możliwości, by wszystkim przypadła bardzo specyficzna propozycja Steczkowskiej - twierdzi dziennikarz. Podaje za to swoich faworytów.

- Bardzo mnie intryguje, choć nie jest łatwa, tegoroczna propozycja Ukrainy: Ziferblat. Jak zawsze jest trochę folkowo, tym razem z elementami rocka progresywnego, co jest przedziwnym pomysłem na Eurowizję. Myślę, że duże szanse ma piosenka Claude’a z Holandii, 'C’est la vie'. Jest bardzo ładna, świetnie zaśpiewana. Adonxs, reprezentujący Czechy, również powinien się liczyć w finale, podobnie jak JJ z Austrii. Obaj prezentują ten nowy rodzaj męskiej wrażliwości, która ostatnio robi furorę w Eurowizji - komentuje Jarek Szubrycht.

Według bukmacherów i eurowizyjnych ekspertów największe szanse na wygraną ma reprezentacja Szwecji, grupa KAJ i ich piosenka 'Bara bada bastu'. - Z jednej strony jest to okropne, a z drugiej - trudno się od tego uwolnić. Nie będę się gniewał, jeżeli rzeczywiście wygrają - mówi dziennikarz.

Posłuchaj: