"Musk nie szanował Trumpa". Tak wyglądało zbanowanie prezydenta USA od kulis [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Poniższy fragment pochodzi z reportażu "Prawdziwy Hardkor. Twitter Elona Muska od wewnątrz" autorstwa Zoe Schiffer, w tłumaczeniu Roberta Z. Hloniontki. Książka ukazała się 16 października 2024 roku nakładem Wydawnictwa Czarne.
Decyzja Twittera o zbanowaniu Donalda Trumpa była punktem zwrotnym dla Elona Muska. Uwielbiał tę platformę, ale czuł, że zmierza ona w złym kierunku i że jest opanowana przez "wirusa obudzonego umysłu", który uważał za antydemokratyczny i antywolnościowy. Nieważne, że dowody wskazywały na to, że Twitter faktycznie wzmacniał konserwatywne głosy. Kiedyś dyrektor Twittera nazwał firmę "skrzydłem partii wolności słowa". Teraz Musk widział jedynie cenzurę.
Musk nie szanował Trumpa, ale nie uważał, że były prezydent powinien zostać wykluczony z Twittera. Być może na pewnym poziomie doceniał sposób, w jaki Trump korzystał z platformy. Jeśli było coś, co Musk podziwiał poza talentem inżynierskim, to byli to ludzie, którzy wiedzieli, jak tweetować. Ponadto istniała niezaprzeczalna synergia w poglądach obu panów na cenzurę. Musk od dawna przyjaźnił się z Jackiem Dorseyem. Nie powstrzymało go to jednak przed krytykowaniem zbyt daleko idących działań Twittera.
Musk i "wirus obudzonego umysłu"
Dla Muska sprawa zaczynała mieć wymiar osobisty. Według jego biografa Waltera Isaacsona w 2020 roku Jenna, najstarsze dziecko Muska, która jest transseksualistką, przestała z nim rozmawiać. Stała się marksistką i wyparła się wszystkiego, za czym opowiadał się jej ojciec. Dwa lata później z powodzeniem złożyła wniosek do sądu o zmianę imienia i nazwiska. We wniosku wyjaśniła czynniki stojące za tą decyzją: "Tożsamość płciowa i fakt, że nie mieszkam już z moim biologicznym ojcem i nie chcę być z nim powiązana w żaden sposób ani w żadnej formie".
Musk zrzucił winę za tę sytuację na elitarną prywatną szkołę Jenny w Los Angeles, Crossroads, która, jak twierdził, zaraziła jego dziecko "wirusem obudzonego umysłu". Nie chodziło tylko o zaimki. Stawką była przyszłość ludzkości. "Jeśli wirus wokizmu, który jest zasadniczo antynaukowy, antymerytoryczny i ogólnie antyludzki, nie zostanie zatrzymany, cywilizacja nigdy nie stanie się wieloplanetarna" - powiedział Musk Isaacsonowi. Nawiasem mówiąc, sprawiło to, że Twitter stał się mniej zabawny.
29 listopada 2021 r., dziesięć miesięcy po tym, jak Twitter zbanował Trumpa, Dorsey nagle ogłosił, że ustępuje ze stanowiska dyrektora generalnego ze skutkiem natychmiastowym. Był niezadowolony z tego, czym stał się Twitter, i brakowało mu mocy, by go przekształcić. W przeciwieństwie do, powiedzmy, Marka Zuckerberga, który zachował niemal całkowitą kontrolę nad Metą dzięki systemowi akcji podwójnej wartości, który dawał mu większą siłę głosu niż zwykłym akcjonariuszom, Dorsey posiadał ten sam rodzaj akcji co wszyscy inni.
Dorsey podjął kilka nieudolnych prób zmiany Twittera. Po pierwsze próbował zainstalować swojego przyjaciela Elona Muska w zarządzie. Zarząd odrzucił jednak tę propozycję, uważając, że Musk jest zbyt nieprzewidywalny - tak wynika z wiadomości tekstowych między Dorseyem a Muskiem, które zostały później ujawnione w sądzie w ramach pozwu wniesionego przez Twittera. Dorsey uważał, że posunięcie to było "całkowicie głupie i wsteczne".
- Mniej więcej wtedy zdecydowałem, że muszę pracować, aby odejść, choć było to dla mnie trudne - powiedział.
Do czasu rezygnacji Dorsey nie wierzył już, że Twitter powinien być w ogóle firmą. - Uważam, że musi to być protokół open source, finansowany przez swego rodzaju fundację, która nie jest właścicielem protokołu, a jedynie go rozwija - napisał do Muska w marcu 2022 roku. - Nie może mieć modelu reklamowego.
W przeciwnym razie zostajesz z obszarem, na który rządy i reklamodawcy będą próbowali wywierać wpływ i przejmować nad nim kontrolę. Jeśli za platformą stoi scentralizowany podmiot, zostanie on zaatakowany. Musk był jedną z niewielu osób na tyle zamożnych i lekkomyślnych, by zrealizować wizję Dorseya. W styczniu wykupił akcje Twittera, po cichu gromadząc ogromny pakiet udziałów w spółce.
Amerykanie mają zaciskać pasa. Od noworodka po emeryta. A zmusi ich ten, co oszczędzać nie musi
'Ludzkość będzie miała prze***ne'
Od dziecka Musk żywił przekonanie, że jego przeznaczeniem jest wywieranie wielkiego wpływu na świat. Chociaż początkowo chciał projektować gry wideo, ostatecznie zdecydował się zostać przedsiębiorcą, ponieważ projektowanie gier nie wydawało mu się wystarczająco wspaniałe. "Naprawdę lubię gry komputerowe, ale gdybym tworzył nawet najlepsze gry komputerowe, jaki wpływ miałoby to na świat? - pytał retorycznie. - Nie miałoby to dużego wpływu? Nie potrafiłem się zmusić, by pójść tą drogą kariery".
- Zaczął mieć poczucie, że gdyby on sam nie istniał, świat by umarł - mówi Kara Swisher. - Zasadniczo powiedział mi, że jeśli jego firmom się nie uda, ludzkość będzie miała prze***ne.
Poprzez Teslę pchał świat w kierunku czystej energii. Dzięki SpaceX zapewniał przetrwanie rasy ludzkiej, nawet gdyby Tesla nie uratowała Ziemi. Teraz, za pośrednictwem Twittera, wierzył, że ma szansę uratować demokrację i przywrócić wolność słowa na cyfrowej agorze. Nie bez znaczenia było również to, że Musk postrzegał Twittera jako "akcelerator do stworzenia X, aplikacji do wszystkiego", platformy płatności społecznościowych, którą kiedyś mógł być PayPal.
Walter Isaacson, biograf Muska, uważał, że to zły pomysł. "To nie jest dla niego odpowiednie - powiedział Isaacson podczas wywiadu na Twitter Spaces w 2023 roku. - On nie ma wyczucia ludzkich emocji i ma niewiarygodnie silne opinie, co czyni go kimś, kto jest dobry w tweetowaniu, ale też nie uczyni go dobrym w prowadzeniu Twittera, jeśli planem jest uczynienie z platformy wyrównanego pola gry".
Co ma Bluesky, czego nie ma X od Elona Muska? 'Możliwość wyłączenia wszelkich algorytmów'
Musk powiedział, że chce mniej dramatów w swoim życiu, ale nie mógł wyzbyć się Twittera z głowy. Marzył o przywróceniu platformy do raju wolności słowa, jednocześnie turbodoładowując jej potencjał.
Każdy, kto pracował w Twitterze, mógł mu powiedzieć, że te cele stały w bezpośrednim konflikcie. Użytkownicy mogli nie zgadzać się co do rodzaju moderacji treści, które chcieliby zobaczyć, ale niewielu chciało braku jakiejkolwiek moderacji, co mogłoby przekształcić platformę w piekło nękania innych. Co ważniejsze, Twitter był ograniczony przez siły zewnętrzne. Dopóki Twitter był firmą - choćby i prywatną - miał zobowiązania wobec sklepów z aplikacjami, organów regulacyjnych i (najprawdopodobniej) reklamodawców.
Zespół ds. zaufania i bezpieczeństwa Yoela Rotha doskonale o tym wiedział. Przez lata pracowali nad zrównoważeniem moderacji treści z dbałością o wolność słowa. Gdyby Twitter nie egzekwował swoich zasad, otrzymałby telefon od Apple, sugerujący, że następna wersja aplikacji firmy może zostać wstrzymana, jeśli nie podejmą bardziej zdecydowanych działań.
Ale Musk nie rozmawiał z zespołem ds. zaufania i bezpieczeństwa. Rozmawiał ze swoimi kumplami, ultrabogatymi libertarianami z branży technologicznej, z których wielu nie miało pojęcia o doświadczeniach pracowników Twittera ani zwykłych użytkowników.
Dokumenty sądowe ujawniły później, że w marcu 2022 r. Musk powiedział swojemu przyjacielowi i wieloletniemu inwestorowi w swoich firmach, założycielowi i dyrektorowi generalnemu Valor Equity Partners Antoniowi Graciasowi, że wolność słowa ma największe znaczenie, gdy chodzi o "kogoś, kogo nienawidzisz, kto wykrzykuje wszystko to, co uważasz za bzdury".
- Jestem w 100 proc. z tobą, Elon - odpowiedział Gracias. - Do stu pieprzonych diabłów, bez względu na wszystko, jest to zasada, której musimy, ku**a, bronić całym naszym życiem albo pochłonie nas ciemność.
Musk zareagował na wiadomość serduszkiem. Zasady SEC (Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd) wymagają od inwestorów ujawnienia swojej pozycji w ciągu dziesięciu dni od nabycia 5 proc. udziałów w spółce. Po cichym przejęciu akcji Twittera na początku 2022 roku Musk osiągnął ten próg 14 marca 2022 roku, ale nie złożył niezbędnych dokumentów. Nie miał zbyt wiele czasu dla organów regulacyjnych, a przynajmniej dla tych, które współpracowały z SEC.
Czy państwem da się zarządzać tak, jak dawnym Twitterem? Musk-Trump: bromans broligarchów
Mimo to nie potrafił powstrzymać się od zasugerowania tego, co zamierza. "Wolność słowa jest niezbędna dla funkcjonowania demokracji - napisał na Twitterze 25 marca w poście, któremu towarzyszyła interaktywna ankieta. - Czy uważacie, że Twitter rygorystycznie przestrzega tej zasady? Wyniki tej ankiety będą miały znaczenie. Proszę głosować ostrożnie". Zagłosowało ponad dwa miliony kont, z czego 70 proc. odpowiedziało "nie". (...)
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>