,
Obserwuj
Ludzie

Ochroniarz 60 plus. "Czy klientów uspokoi dziadzio w kapciach?"

9 min. czytania
09.09.2025 06:34

"Dobrze wyszkolony ochroniarz kosztuje firmę 15-20 tys. zł brutto miesięcznie. W przypadku emeryta będzie to ok. 4 tys. zł brutto miesięcznie. Z kolei pracownika z orzeczeniem o niepełnosprawności 1,3 tys. zł brutto miesięcznie. Różnica jest więc ogromna - mówi w rozmowie z tokfm.pl Paweł Bilko z Polskiego Stowarzyszenia Pracowników Ochrony. Czym jeszcze tłumaczyć można zatrudnianie emerytów w tej branży? 

Ochroniarze w sklepie
Ochroniarze w sklepie
fot. Adam Burakowski/REPORTER
  • Branża ochrony, jak szacuje Paweł Bilko, liczy teraz ok. 200 tys. pracowników. Przy czym tych wysoko wykwalifikowanych, czyli byłych policjantów po specjalistycznych jednostkach i byłych żołnierzy po misjach i z odpowiednim szkoleniem jest nie więcej niż 3 tys.; 
  • Ekspert z Polskiego Stowarzyszenia Pracowników Ochrony zwraca przy tym uwagę, że nadal popularne są ogłoszenia, w których do pracy w ochronie szuka się m.in. emerytów. - Trzeba też wiedzieć, że emeryt emerytowi nierówny. Co innego senior, a co innego emeryt resortowy - zastrzega; 
  • Jak ten ruch tłumaczą pracodawcy? A jak widzą go sami pracownicy?
  • I ile tak naprawdę można zarobić w ochronie?

Ogłoszenia pojawiają się jedno po drugim. "Poszukuję osoby na stanowisku pracownik ochrony. Praca w systemie 24/48. Tylko emeryci i renciści którzy chcą dorobić. Obiekt mieszkalny zamknięty, nie ma odbijania czujek". Inni zachęcają: "Praca dodatkowa dla emerytów, rencistów, przy ochronie osiedla mieszkaniowego zamkniętego. Zmiany 24/48 i 14/48 godziny. Płacimy tygodniówki". Jeszcze inni podkreślają: "Nie potrzebujesz doświadczenia. Wszystkiego Cię nauczymy, wystarczy że masz chęci. Mile widziani studenci, emeryci i osoby z orzeczoną niepełnosprawnością". Co ciekawe, jeden ze szpitali na Mazowszu pisze wprost, że od pracownika ochrony wymaga, obok zaświadczenia o niekaralności, orzeczenia o niepełnosprawności (stopień znaczny lub umiarkowany). "W zakres obowiązków wchodzą regularne wykonywanie obchodów, podejmowanie interwencji w nagłych przypadkach, otwieranie bramy wjazdowej, wydawanie kluczy i biletów parkingowych" - informuje przy tym. 

Paweł Bilko z Polskiego Stowarzyszenia Pracowników Ochrony - w branży od 17 lat - przyznaje, że liczba i treść podobnych ogłoszeń nie robią już na nim wrażenia. - Zawsze było ich dużo, przy czym trzeba też wiedzieć, że emeryt emerytowi nierówny. Co innego senior, a co innego emeryt resortowy, czyli były pracownik służb mundurowych, w tym Służby Więziennej, Straży Granicznej, policji czy np. wojska - dodaje. 

Wskazuje przy tym, że ci ostatni - mimo względnie młodego wieku (40-50 lat) - mają duże doświadczenie i wnoszą "dużo dobrego" do branży. - Choć też nie zawsze, bo są też emeryci resortowi, którzy wychodzą z założenia: "Nie ma co dla kogo robić, to pójdę na stróżówkę". Często, mimo kwalifikacji i dużych pieniędzy, które państwo w nich zainwestowało, w rzeczywistości zostają tylko dozorcami, nie ochroną - zastrzega Bilko. 

A co z seniorami bez kwalifikacji? Bilko tłumaczy, że to "nikt inny jak stójkowy, na sztukę, zatrudniany przede wszystkim na budowach i w sklepach". - Emeryt pojawia się więc często tam, gdzie ubezpieczyciel wymaga "ochrony". Zatrudnia się więc "ochronę", ale to "ochrona" tylko z nazwy. Musi się zgadzać na papierze, to się zgadza. Tyle teoria. W praktyce często dochodzi do kradzieży, a emeryt nie reaguje, bo albo śpi, albo się boi. O ile to drugie jeszcze może być jakimś usprawiedliwieniem, mimo że wiedział, do jakiej pracy przychodzi, o tyle to pierwsze już nie. Mimo to takich ludzi chętnie zatrudnia się w branży - punktuje.   

Stąd, jak podkreśla Paweł Bilko, efekt jest taki, że duża część agencji ochrony bazuje nie na zapewnieniu ochrony, a sprzedaży usług, co z ochroną nie ma nic wspólnego. Wmawia się też często klientowi, że systemy cyfrowe wystarczą, by zabezpieczyć obiekt. - A przecież nawet najlepszy system bez wsparcia człowieka nie zadziała. Kamera nie chroni przed kradzieżą czy np. rozbojem. Tak samo systemy alarmowe, patrole wideo, obchody itd. One jedynie ułatwiają pracę i zmniejszają koszty, ale bez odpowiedniego czasu reakcji to wszystko na nic - tłumaczy. 

Dlatego jeżeli senior siedzi przed monitorem, a na obiekcie nie ma więcej pracowników ochrony, to mija się to z celem. - To, że on będzie widział zdarzenia, nie oznacza, że będzie w stanie mu przeciwdziałać. A nawet gdyby.... Podam konkretny przykład: pracownik ochrony na Dolnym Śląsku 60 plus. Mężczyzna zmarł na zawał podczas szarpaniny ze złodziejem. Nigdzie to nie wypłynęło, bo ochrona lubi ciszę. Nikomu to nie służy. Ani pracownikom, bo stają się pośmiewiskiem, ani pracodawcom, bo odbije się to na wizerunku - dodaje. 

"Wiek to tylko liczba"

Inna rzecz, że osoba zatrudniona w ochronie nierzadko jest wykorzystywana też do innych prac. A to do udzielania informacji, a to np. koszenia trawy. Choć zdarzyło się także, że została poproszona o pomoc w transporcie zwłok w szpitalu. - Pracownik ochrony jest od robienia właściwie wszystkiego, co mu się każe. Standardem w tej chwili jest też to, że traktowany jest jak złota rączka. Jak się coś zepsuje na obiekcie, to ma iść i naprawić. Sęk w tym, że to nie jest pracownik ochrony, tylko pracownik dozoru. Bo on nie chroni, tylko dozoruje obiekt - zastrzega. 

Co na to sami pracodawcy? Emilia Ruszczak, zastępca dyrektora HR w Seris Konsalnet Holding SA: Wiek to tylko liczba, jedna z wielu cech. Patrzymy na kandydata całościowo także dlatego, że w branży bardzo ważne jest doświadczenie: byli żołnierze, policjanci czy strażacy to wyspecjalizowana kadra - praktycy z wiedzą o procedurach i uprawnieniami, odporni psychicznie. Znają specyfikę pracy pod presją, z ludźmi i w trudnych warunkach. To skraca proces adaptacji i szkoleń.

Ruszczak przytacza przy tym dane, że teraz w grupie Seris Konsalnet 25 proc. wszystkich zatrudnionych to emeryci, w tym 9 proc. to emeryci służb mundurowych (2 pkt. proc. mniej niż na koniec 2024 r.). 

Inna rzecz, jak dodaje, że pracownicy 55+ są dyspozycyjni i ułatwiają planowanie grafików, zwłaszcza w sytuacjach nagłych, wymagających szybkiego zastępstwa. - Poza tym coraz większe znaczenie mają też kompetencje miękkie: komunikatywność, kultura osobista, a czasem nawet pewne umiejętności niezbędne w obsłudze klienta. A seniorzy często wyróżniają się empatią i spokojem, ale też stanowczością. Rzadziej działają impulsywnie. Są przy tym bardzo cierpliwi i wyrozumiali. W sytuacjach stresowych zachowują spokój - wylicza.

Zapewnia, że potrafią stworzyć relację z pracownikami obiektu, który ochraniają. - Można z nimi zamienić słowo, zapamiętują ludzi i ich historie. Niby nic, ale jak się tak zastanowić, to budowanie relacji buduje też poczucie bezpieczeństwa i zaufania do danej osoby. A to szczególnie widoczne w miejscach takich jak osiedla czy biura, gdzie ludzie spędzają więcej czasu i obok bezpieczeństwa ważna jest też dobra atmosfera - podkreśla. 

Część pracodawców mówi też wprost, choć anonimowo, że "dziadek w kapciach dobrze się kojarzy, jak trzeba, to pokaże, gdzie jest restauracja, a gdzie toaleta. A to się uśmiechnie, a to dziecko zbłąkane do rodzica przyprowadzi". 

- Bez sensu. A pamięta pani atak nożownika w galerii w Stalowej Woli? - odbija piłeczkę Paweł Bilko. Wskazuje, że bezpośrednio po tym zdarzeniu postulował wprowadzenie w pełni uzbrojonej ochrony do tego typu obiektów. - Odpowiedź ze strony organizacji zrzeszających galerie handlowe brzmiała krótko: "Nie, bo będą odstraszać klientów". To ja się teraz pytam: czy dzisiaj klientów bardziej uspokoi dziadzio w kapciach, który będzie miły, uprzejmy i uśmiechnięty, czy patrol złożony z dwóch pracowników ochrony, rosłych facetów, każdy 180 cm plus, w pełnej balistyce i kaskach? - pyta retorycznie.

Redakcja poleca

"1,2 tys. zł kary"

Ważne jest też to, że zatrudniając kobiety powyżej 55. roku życia i mężczyzn powyżej 60., firmy korzystają ze zwolnienia ze składek na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, co obniża koszty zatrudnienia. A jeśli to pracownik z niepełnosprawnością, to może liczyć na kolejne świadczenia.

- Dodatkowo nierzadko wchodzi też w grę mechanizm odliczeń z PFRON-u dla zamawiającego. Jak to działa? Firma, która zatrudnia mniej niż 6 proc. pracowników z niepełnosprawnościami (lub 2 proc. w niektórych jednostkach), ma obowiązek wpłacać określoną kwotę na PFRON. By osiągnąć wymagany wskaźnik, nierzadko zatrudnia więc agencję ochrony, która jest w stanie zrobić odpis, że na terenie zakładu pracuje określona liczba osób wymagana przepisami. W efekcie branża ochrony jest największym beneficjentem tych środków. I tak np. osiem lat temu firmy ochroniarskie otrzymały z PFRON dokładnie 1 023 195 568,06 zł - wskazuje Paweł Bilko. 

Od czerwca tego roku mogą skorzystać również z dofinansowania na pracowników 50+, którzy są zarejestrowani jako bezrobotni lub poszukujący pracy.

- Problem jest tym większy, że wiele do życzenia pozostawiają też przetargi publiczne. 9 na 10 instytucji państwowych - jak wynika z mojego doświadczenia, bo szczegółowych statystyk nie ma - sugeruje się tylko i wyłącznie ceną usługi. Najniższą zaoferuje ten, kto jest w stanie zatrudnić najwięcej emerytów, studentów czy np. osób z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych - zwraca uwagę Paweł Bilko.

Innymi słowy - jak tłumaczy - ma być jak najtaniej, bo "to pieniądze budżetowe". - Na usługę, żeby była na poziomie nie ma, bo zabraknie na premię. A jak zabraknie na premię, to ludzie będą niezadowoleni. Poza tym, jak się da premię, to się nikt nie przyczepi, bo ludziom się należy. Z kolei, jak się wyda za dużo na usługę, to kontrola zapyta, a dlaczego tak drogo? - wyjaśnia. 

Także Emilia Ruszczak potwierdza, że branża wciąż zmaga się z problemem nieuczciwej konkurencji, często ze strony tak zwanych "firm-wydmuszek". - To podmioty, które wygrywają przetargi, oferując ceny dużo poniżej rynkowych i które nie odpowiadają realnym kosztom kontraktu. Warto tutaj podkreślić, że koszt wynagrodzenia pracownika jest kluczowym elementem i stanowi blisko 90 proc. składowej ceny. W efekcie prowadzi to do obniżenia jakości usług, a nawet uniemożliwia zatrudnianie pracowników na normalnych warunkach - opisuje. 

- Załóżmy w takim razie, że jestem właścicielem agencji ochrony. Ile musiałabym zapłacić Kowalskiemu, który jest w kwiecie wieku, zdrowy, silny i ma wymagane kwalifikacje, a ile zapłacę emerytowi? - pytam. 

- Dobrze wyszkolony ochroniarz kosztuje firmę 15-20 tys. zł brutto miesięcznie. Pod warunkiem, że jest cały czas dyspozycyjny i pracuje na umowie. W przypadku emeryta lub studenta będzie to mniej więcej 20-30 proc. mniej od najniższej krajowej, czyli ok. 4 tys. zł brutto miesięcznie. Z kolei w przypadku pracownika z orzeczeniem niepełnosprawności 1,3 tys. zł brutto miesięcznie, bo w zależności od stopnia niepełnosprawności dofinansowanie z PFRON w tym roku może wynieść nawet 2,7 tys. zł. Różnica jest więc ogromna - odpowiada precyzyjnie Paweł Bilko. 

Tyle, że firmy - by obciąć koszty prowadzenia działalności, głównie te zatrudniające przede wszystkim na umowach zlecenie - stosują też wszelkiego rodzaju kary finansowe. Za wszystko. Plamę na ubraniu. Źle zawiązane buty. Stanie w niewłaściwym miejscu. - Kary, zapisane w wewnętrznym regulaminie, wynoszą 50, 100, 200, a nawet 400 zł - za każde pojedyncze przewinienie. Bywa, że łączne sięgają nawet 1000 zł, co odciągane jest potem z wynagrodzenia - wskazuje. 

"Kreatywna księgowość"

A ile w ogóle zarabia się w ochronie? Jak deklaruje Bilko, etatowy wysoko wykwalifikowany pracownik ochrony dostaje od ok. 40 zł do 200-250 zł i więcej netto na godzinę; w przypadku zleceń krótkoterminowych. Mowa m.in. o doraźnych konwojach wysokiej wartości i konwojach materiałów niebezpiecznych, a także o ochronie osobistej. 

- Osoby z kwalifikacjami mają z reguły ok. 30 zł za roboczogodzinę, co daje mniej więcej 5 tys. zł miesięcznie na rękę. Podobnie zresztą jak emeryci i studenci, od których pracodawca nie ma obowiązku odprowadzania składek - dodaje. 

A osoby bez wykształcenia, doświadczenia i kwalifikacji? - Ci którzy trafili do ochrony z przypadku i siedzą po różnego rodzaju obiektach, głównie przemysłowych lub w sklepach, dostają najniższą krajową. Ok. 3,4 tys. zł na rękę, co godzinowo daje ok. 25 zł. Podobnie zresztą zarabiają PFRON-owcy - uzupełnia. 

Zastrzega przy tym, ze opowieści o stawkach rzędu 5-10 zł za godzinę, "można włożyć między bajki". Głównie dlatego, tłumaczy, że swoje zrobiła zmiana przepisów po wprowadzeniu minimalnej stawki godzinowej.

- Ale tak, wcześniej były takie przypadki. Sam interweniowałem w jednej z nich, kiedy osiem lat temu urząd miejski w Opolu wynajął firmę ochroniarską, która zatrudniała bezdomnych. W budynkach bez ogrzewania, bez dostępu do wody. Przy stawce 1,2 zł za godzinę, podczas gdy stawka godzinowa wynosiła wtedy 10 zł. Z firmą ostatecznie rozwiązano umowę na dany obiekt, ale ta nadal działa. Jakby nie patrzeć: branża ochrony to kreatywna księgowość - ubolewa. 

Redakcja poleca

"Błędne koło"

Bilko deklaruje, że jako stowarzyszenie próbował walczyć o uregulowanie rynku, ale od 10 lat odbija się od ściany. Zmianom przeciwne są nawet organizacje branżowe, w tym Polska Izba Ochrony albo Polski Związek Pracodawców Ochrona.

- Nie mam siły przebicia, by wpłynąć na polityków. Tym bardziej, że w branży są gigantyczne pieniądze, często pochodzące albo z kapitału zagranicznego, albo z kapitału poprzedniego układu. Dlatego niezależnie od opcji politycznej każda próba wprowadzenia zmian kończyła się na spotkaniach. "Tak wiemy, chcemy to zmienić. Przyślijcie nam projekt". Co z tego, że szliśmy za ciosem, skoro projekt znikał równie szybko, jak się pojawił. Przychodziła nowa władza i wszystko zaczynało się od nowa. Błędne koło - ocenia. 

Dopytywany o główne postulaty wskazuje na dwie kwestie. Po pierwsze: przywrócenie egzaminów państwowych, czyli powrót do państwowej licencji dla pracownika ochrony. Po drugie: podział branży security na ochronę i dozorowanie. Przy czym ochrona to wszystkie służby, które mają odpowiednie uprawnienia, kwalifikacje, wyposażenie, wiedzę i doświadczenie.

- Bez szans, jeśli wszystko nie wyleci z hukiem i nie będzie poskładane na nowo - uważa. Tym bardziej, jak przekonuje, że choć branża liczy teraz ok. 200 tys. pracowników, to tych z podstawowymi kwalifikacjami jest do 120 tys. Z kolei wysoko wykwalifikowanych,  czyli byłych policjantów po specjalistycznych jednostkach i byłych żołnierzy po misjach i z odpowiednim szkoleniem jest w granicach 3 tys. 

- Tylko co z tego?! Sam mam 43 lata i jedne z najwyższych kwalifikacji w kraju, a pracuję na etacie w ochronie sklepu. Uciekłem z kilku powodów. Praca z bronią zwykle się nie opłaca. Po drugie mam spokój: większość moich interwencji to nie akcje ze złodziejami, tylko pierwsza pomoc. Ostatnia interwencja? Gość ważący 120 kilogramów, potężnie zbudowany, z atakiem padaczki. Wyobraża sobie pani, że dziadek w kapciach, nawet jeden z drugim, da radę zapanować nad sytuacją? To przecież nie wchodzi w grę - kwituje w rozmowie z tokfm.pl.