,
Obserwuj
Ludzie

"Jesteśmy ciągle w ogromnym strachu". Magdalena Adamowicz z apelem do polityków

4 min. czytania
11.12.2025 06:29

- Jesteśmy po terapiach, jest wspomaganie farmaceutykami, ale tego nie da się zapomnieć. Chciałabym móc znowu żyć zwyczajnie, spokojnie, ale to wciąż boli - mówi TOK FM Magdalena Adamowicz, żona zamordowanego prezydenta Gdańska. 13 stycznia mija siódma rocznica jego śmierci. 

Magdalena Adamowicz
Magdalena Adamowicz
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak wygląda dziś życie Magdaleny Adamowicz?
  • Z jakimi problemami borykają się jej córki?
  • Jakie przesłanie do polityków ma żona Pawła Adamowicza?

Była niedziela: 13 stycznia 2019 roku. Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz brał udział w 27. finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, odbywającym się na Targu Węglowym w Gdańsku. Został kilka razy raniony nożem przez Stefana Wilmonta, któremu niepostrzeżenie udało się dostać na scenę. Zmarł na skutek odniesionych obrażeń. Zabójca został skazany na dożywocie.

Magdalena Adamowicz, żona prezydenta Gdańska, nie kryje, że siedem lat temu czas się dla niej zatrzymał. Jak mówi, robi wszystko, co może, by razem z córkami żyć normalnie, ale "nie jest to łatwe". Nie ma wątpliwości, że jej mąż padł ofiarą mowy nienawiści. Dlatego - jak dodaje - z przerażeniem patrzy na to, co obecnie dzieje się w Polsce w kontekście dyskryminacji, hejtu i wykluczania różnych grup społecznych czy konkretnych osób. Bo na własnym przykładzie doskonale wie, do czego taka nienawiść może doprowadzić.

"Zastanawiam się często, jak wyglądałoby nasze życie"

- To, co się dzieje w naszym kraju, nie jest niestety odosobnione w skali światowej czy europejskiej. Nakręcanie nienawiści, atmosfera strachu, sianie podziałów między ludźmi, nakręcanie jednych na drugich, to są trendy, które obserwujemy także w innych krajach. Polska, bo to jest mi najbliższe, miała już kilka sytuacji, gdzie nienawiść przekroczyła czerwoną linię. Wydawało się, że zrozumieliśmy, że poszliśmy za daleko, że trzeba coś z tym zrobić. Tyle tylko, że to zatrzymanie się trwało dzień, dwa, może tydzień, a potem ta nienawistna debata znów powraca. Z perspektywy tych siedmiu lat od zabójstwa Pawła dochodzę do wniosku, że nie wyciągnęliśmy wniosków, nie nauczyliśmy się zbyt wiele. Jak patrzę dzisiaj na retorykę polityków, ale także innych ludzi, ludzi mediów, to naprawdę zastanawiam się, co jeszcze może się stać gorszego - mówi Magdalena Adamowicz w rozmowie z TOK FM.

- Czy da się wrócić do normalności? Próbujemy, ale to bardzo trudne. Ja, moje córki, nasi najbliżsi - wszyscy jesteśmy ciągle w ogromnym strachu, pod wielką presją, czujemy się zagrożone. To nie jest oczywiście tak, że uciekamy przed kimś czy się chowamy, ale są czasem sytuacje, gdzie wolę czuć się po prostu anonimowa, bo to daje mi pewne poczucie bezpieczeństwa. Jesteśmy po terapiach, jest wspomaganie farmaceutykami, ale tego nie da się zapomnieć. Chciałabym móc znowu żyć zwyczajnie, spokojnie, ale to wciąż boli - dodaje żona Pawła Adamowicza, dziś europosłanka KO.

Jak mówi, to wszystko jest ogromnym wyzwaniem dla dwóch córek, w tym młodszej, Tereski, która w chwili zabójstwa swojego taty miała osiem lat. - Dziś ma piętnaście i jest w wieku, kiedy najbardziej potrzebuje ojca. Jest młodą, dojrzewającą kobietą, która ma różne problemy, która chciałaby móc z nim porozmawiać, zapytać o coś, poradzić się. A nie jest jej to dane - opowiada pani Magda. Jak dodaje, czasami wciąż wracają do niej myśli, czy to musiało się tak stać. - Zastanawiam się często, jak wyglądałoby nasze życie, co byśmy robili, gdzie byłabym ja, gdzie byłby Paweł, gdzie byłyby nasze córki. Starsza miała całkiem inne plany i musiała wszystko zweryfikować po zabójstwie Pawła. Tych pytań ciągle jest mnóstwo - dodaje gościni TOK FM.

Ona - by nadmiernie nie myśleć - ucieka w pracę. Stąd zajęcia na uniwersytecie w Gdańsku czy praca w Parlamencie Europejskim w Brukseli i Strasburgu. - Jestem w pewnym wirze zadań, lubię to, spełniam się w tej pracy, mam poczucie, że to, co robię, ma jakiś sens. Działam m.in. na rzecz walki z mową nienawiści. Co bym powiedziała niektórym politykom, którzy szczują na innych tylko po to, by mieć lepsze wyniki w sondażach? Że robią to z najniższych pobudek. Jednocześnie ja jestem idealistką i głęboko wierzę w to, że zło robione innym wraca, i to podwójnie. Dlatego - szanowni politycy - myślcie o tym, co mówicie, co robicie i zastanówcie się, czy chcielibyście, żeby ktoś w stosunku do was tak się zachowywał i postępował, jak wy w stosunku do innych. I tylko tyle - podsumowuje Magdalena Adamowicz.

Polska zmienia zasady walki z nienawiścią

Na stronach rządowych pojawił się właśnie projekt rozporządzenia ministra sprawiedliwości. Waldemar Żurek chce, by w prokuraturze od stycznia 2026 wprowadzić specjalizację w zakresie przestępstw motywowanych nienawiścią. Chodzi o to, by nie zajmowali się tym tematem wszyscy, ale grupa kilkunastu specjalnie szkolonych śledczych. Minister wyznacza 13 jednostek prokuratury w kraju, m.in. w Łomży, Lublinie, Gorzowie Wielkopolskim, Warszawie czy Przemyślu. To w nich mają być eksperci od tej tematyki.

Liczba takich przestępstw rośnie (nieoficjalnie mówi się o wzroście o 40 procent rok do roku) i rzecz w tym, by nie były umarzane czy "zamiatane pod dywan".

"Pojawiające się przypadki nieporadności organów ścigania w odniesieniu do tych przestępstw, często o silnym oddźwięku społecznym i medialnym, godzą w wizerunek prokuratury i wywołują poczucie bezkarności. Jest to szczególnie niebezpieczne w dobie wszechobecnego Internetu i rozwoju narzędzi AI, które wykorzystywane są przez sprawców hate crime, w tym do dezinformacji, manipulowania nastrojami społecznymi, obniżania poziomu wrażliwości na przemoc. To zaś stwarza ogromne zagrożenie dla stabilności społecznej i bezpieczeństwa państwa" - napisano w uzasadnieniu projektu.

Źródło: TOK FM