"Panie premierze, nie ma pan wstydu". Pięć lat po głośnym orzeczeniu TK
- Otóż panie premierze, nie ma pan zupełnie wstydu, mówiąc, że aborcja nie jest prawem, a zwłaszcza prawem kobiet. Mnie nie obchodzi, z jakiego powodu czuje pan entuzjazm, czy to jest piłka nożne, czy to aborcja. Jest pan od spełnienia obietnic i jedną z tych obietnic była właśnie liberalizacja prawa aborcyjnego - mówiła w TOK FM Justyna Wydrzyńska z Aborcyjnego Dream Teamu. Dziś mija pięć lat od wyroku TK zaostrzającego prawo aborcyjne.
- Dziś (22 października) mija pięć lat od wyroku TK zaostrzającego prawo aborcyjne;
- Jak mówiła w TOK FM Justyna Wydrzyńska, "niewiele się od tego czasu zmieniło". Na potwierdzenie przytoczyła statystyki z ostatnich dziewięciu miesięcy;
- Zwróciła się też z apelem do premiera. "Myślę, że czas najwyższy jest się obudzić, bo za moment może być za późno" - podkreśliła.
22 października mija pięć lat od pamiętnego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, który zaostrzył prawo aborcyjne w Polsce i usunął przesłankę pozwalającą na przerwanie ciąży z powodu ciężkich wad płodu. Chociaż wyrok formalnie nie został opublikowany, to w praktyce skutkuje niemal całkowitym zakazem aborcji. Pozostawił możliwość przerwania ciąży jedynie w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia kobiety, lub gdy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego.
Od blisko dwóch lat w Polsce jest nowa władza, której przedstawiciele - jeszcze w kampanii - dużo mówili tym, jak ważne są prawa kobiet. W praktyce jednak "niewiele się zmieniło" - jak mówiła w TOK FM Justyna Wydrzyńska z Aborcyjnego Dream Teamu.
- Od sześciu lat, kiedy rozpoczęliśmy działalność jako Aborcja bez granic - to był grudzień 2019 roku - pomogłyśmy 213 tys. osób i wydałyśmy około 7 mln złotych po to, żeby inne osoby mogły jeździć do zagranicznych klinik i żeby mogły tę aborcję mieć. Tylko w ostatnich dziewięciu miesiącach, czyli w 2025 roku, razem z nami przerwało ciążę 38,5 tysiąca osób i wydałyśmy również prawie 1 mln złotych - wyliczała Wydrzyńska.
Zwróciła uwagę, że po 2020 roku "bardzo dużo osób wspiera kobiety w aborcjach". Dodatkowo - co podkreśliła - zwiększyła się świadomość tego, skąd na przykład wziąć "tabletki aborcyjne". - Ciągle jednak widzimy strach o legalność przerywania własnej ciąży, w tym obawy, że przyjdzie policja albo że dostanie się wezwanie na przesłuchanie. To nadal jest w naszej świadomości mimo tego, że - i podkreślamy to praktycznie codziennie - przerwanie samodzielnie własnej ciąży jest legalne i niekaralne - dodała w rozmowie z Anną Piekutowską.
Prowadząca przypomniała w tym kontekście, że Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił wyrok skazujący Justynę Wydrzyńską za wysłanie ciężarnej kobiecie tabletek aborcyjnych. Sprawa ma być ponownie rozpoznana. - Sprawa wraca, ale nie wiadomo kiedy. Ciągle nie mam informacji o dacie najbliższej rozprawy. To jest coś, co mnie bardzo frustruje, ponieważ słyszałam obietnice Donalda Tuska na campusie młodzieży w Olsztynie, że będziemy chronić osoby, które pomagają w aborcji. Ja ciągle mam ten wyrok, ciągle muszę chodzić do sądu i ciągle czekam na orzeczenie, co będzie dalej - podkreśliła.
Apel do Donalda Tuska. "Za moment może być za późno"
Kilka dni temu, podczas spotkania z wyborcami w Piotrkowie, premier Donald Tusk przekonywał, że w sprawie aborcji "nie zmienił zdania", ale - jak mówił - nie jest w stanie przekonać do swojego stanowiska niektórych członków koalicji. Powiedział też, że "umówił się" z byłą ministrą zdrowia Izabelą Leszczyną, że wykorzysta wszystkie możliwe przepisy do tego, by ułatwić sytuację - chociażby lekarzy, żeby nie musieli bać się odpowiedzialności za podejmowane decyzje. - Te przepisy na poziomie rozporządzenia i rekomendacji zostały przygotowane, przesłane i one działają - zapewniał.
I dalej premier przyznał: "Aborcja nie budzi we mnie entuzjazmu. Ja nawet nie lubię, kiedy ktoś mówi, że to jest prawo kobiety, bo przecież nie po to się rodzimy, żeby mieć prawo do przerywania ciąży". - Ale to, co oni zgotowali, to był system nieludzki - podkreślił w kontekście wyroku TK.
Justyna Wydrzyńska - poproszona o komentarz do słów Donalda Tuska - odpowiedziała, że chciałaby się zwrócić bezpośrednio do niego.
- Otóż panie premierze, nie ma pan zupełnie wstydu, mówiąc, że aborcja nie jest prawem, a zwłaszcza prawem kobiet. Mnie nie obchodzi, z jakiego powodu czuje pan entuzjazm: czy to jest piłka nożna, czy to aborcja. Jest pan od spełnienia obietnic i jedną z tych obietnic była właśnie liberalizacja prawa aborcyjnego - mówiła.
Zastrzegła przy tym, że przez niespełnianie obietnic zrzuca on odpowiedzialność na aktywistów, którzy zajmują się aborcją, by pełniły rolę państwa. - Myślę, że czas najwyższy się obudzić, bo za moment może być za późno - podkreśliła.
Oceniła przy tym, że "gdyby Donaldowi Tuskowi naprawdę zależało na zmianie prawa aborcyjnego, to zrobiłby to, dlatego, że polityka rządzi się zasadą: coś daje, a coś odbieram". Stąd, tłumaczyła, można by to było zrobić, jeżeli nie ustawą, to rozporządzeniem. - Premierowi naprawdę na tym nie zależy i, nie oszukujmy się, nigdy nie zależało. Jemu zależało na naszych głosach - podsumowała w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP