Spór o drogę na Siekierkach. "Aby wydostać się z domu, przyjdzie mi skakać z pierwszego piętra"
Mieszkańcy osiedlowej ulicy Ku Wiśle na Mokotowie oniemieli, gdy zobaczyli plany urzędników. Wewnętrzna do tej pory droga ma być poszerzona ze względu na planowaną deweloperską inwestycję. Urzędnicy wyznaczyli ją tak, że cześć osób nie będzie mogła się wydostać ze swoich domów.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Przeciwko czemu protestują mieszkańcy?
- Jakie jest stanowisko miasta i dewelopera?
- Dlaczego budowa domów w tej okolicy wywołuje kontrowersje?
Ulica Ku Wiśle na warszawskim Mokotowie nie przypomina typowej miejskiej arterii. To wąska, około czterystumetrowa droga wewnętrzna, zakończona ślepo przy wale przeciwpowodziowym Wisły. Od ponad trzech dekad obsługuje wyłącznie lokalny ruch do czterech zamkniętych osiedli.
- Żaden z urzędników chyba nigdy tu nie był na wizji lokalnej - mówią TOK FM mieszkańcy. Pokazują, jak zamknięta do tej pory osiedlowa uliczka zmieni się w związku z budową trzech budynków. Trzeba ją poszerzyć, bo będzie musiała obsłużyć ruch związany z pracami, a potem auta przyszłych mieszkańców.
- Decyzje zapadają zza biurka - słyszę od rozgoryczonych mieszkańców. Ich zdaniem urzędnicy drogę wytyczyli niefrasobliwie. - Zabierają mi siedem metrów kwadratowych z przodu domu - mówi nam Ewa Sokołowska, mieszkanka ulicy Ku Wiśle. - Ktoś powie: „co to jest siedem metrów?”. Ale ja mam tam w sumie dziesięć metrów. Po zabraniu tych siedmiu, nie mam gdzie zrobić schodów. Nie będę miała normalnego wyjścia z domu. Będę musiała skakać z pierwszego piętra - tłumaczy Sokołowska.
Pytani przez nas o wizję lokalną urzędnicy odpowiadają wymijająco. - W sprawie dotyczącej schodów toczy się odrębne postępowanie prowadzone przez właściwy organ architektoniczno-budowlany, który po analizie zgromadzonego materiału dowodowego wyda stosowne rozstrzygnięcie - mówi Tomasz Keller z mokotowskiego urzędu.
Dzielnica w porozumieniu z deweloperem planuje poszerzenie ulicy Ku Wiśle do parametrów drogi publicznej. Urzędnicy przekonują, że to element rozwoju tej części Siekierek i podpierają się planami miejscowymi (uchwalane były ćwierć wieku temu). - Tak, podpisaliśmy z Urzędem Miasta umowę - potwierdza deweloper, firma Dantex. - Zobowiązuje nas ona do wykonania ulicy Ku Wiśle, która przebiegać będzie zgodnie z MPZP (miejscowy planem zagospodarowania przestrzennego - red.). Dokument obliguje nas również do nieodpłatnego przekazania wykonanego układu drogowego na rzecz miasta - dodaje deweloper
"Jesteśmy przeciwni absurdowi"
Mieszkańcy mówią wprost: to nie jest rozwój miasta. To jest droga donikąd - dosłownie i w przenośni. Będzie prowadzić do wału przeciwpowodziowego, tam będzie zawrotka. - Nie chodzi o to, że deweloper wykupił teren i chce budować. Warszawa się rozwija, to jest oczywiste. Natomiast my walczymy o zdrowy rozsądek - tłumaczy Bożena Włoch.
Kluczowym elementem sporu jest procedura ZRID - Zezwolenia na Realizację Inwestycji Drogowej. To szczególny tryb, który pozwala na szybkie przejmowanie gruntów pod drogi i, co istotne, umożliwia realizację inwestycji drogowych z pominięciem zapisów miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. - Deweloper potrzebuje dojazdu do swojej inwestycji, więc przebudowa drogi jest mu niezbędna. Ale w tej sytuacji miasto samo sobie składa wniosek o ZRID i samo go proceduje - wyjaśnia Krzysztof Harasimowicz, mieszkaniec ulicy Ku Wiśle. Dlatego sąsiedzi zwracają uwagę na konflikt interesów: miasto jest jednocześnie wnioskodawcą, inwestorem i organem oceniającym zasadność projektu.
Są lepsze alternatywy
Mieszkańcy od miesięcy wskazują, że istnieją alternatywne warianty dojazdu do inwestycji deweloperskiej - mniej inwazyjne, bezpieczniejsze i akceptowalne społecznie. Jeden z nich zakładał wykorzystanie terenu, na którym deweloper ma już ustanowioną służebność przejazdu. To sześciometrowy pas gruntu, który umożliwiałby dojazd do inwestycji bez prowadzenia ruchu pod sam wał i bez ingerencji w istniejącą zabudowę mieszkaniową. - To był wariant, który akceptowaliśmy my, akceptował deweloper, a nawet ogrody działkowe były skłonne do rozmów - mówi Iwona Pilgrim, mieszkanka sąsiedniej ulicy. - I nagle miasto mówi "nie", bo to rzekomo niezgodne z miejscowym planem zagospodarowania - dodaje. Paradoks polega na tym, że ten sam argument - niezgodność z planem - nie obowiązuje w procedurze ZRID, którą miasto teraz forsuje. - Jaka jest logika urzędu i kogo oni reprezentują, bo chyba nie mieszkańców - mówi nam jedna z mieszkanek.
Pytany przez nas deweloper przyznaje, że plany były inne. - Jednak analiza zapisów MPZP wykazała, że takie rozwiązanie nie jest możliwe. Przebieg drogi musi odpowiadać temu, co zostało wskazane w planie - tłumaczy Dantex.
Prawo wodne: zakaz, który przestał być zakazem
Najpoważniejsze obawy mieszkańców dotyczą jednak prawa wodnego i bezpieczeństwa przeciwpowodziowego. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, w pasie 50 metrów od stopy wału przeciwpowodziowego obowiązuje zakaz lokalizacji budowli. - Zarówno droga, jak i budynek są budowlami w rozumieniu prawa - podkreślają mieszkańcy. - Te zakazy nie wzięły się znikąd. One mają chronić wał i ludzi - dodają.
Tymczasem deweloper uzyskał zwolnienie z zakazu budowy w pasie 50 metrów - zarówno dla drogi, jak i dla pierwszego budynku inwestycji, który w całości ma znaleźć się w tej strefie. - To jest coś niespotykanego - mówi Krzysztof Harasimowicz. - Po co ustanawia się zakazy, skoro potem tak łatwo się z nich zwalnia? Zwłaszcza że wszyscy wiemy, w jakim stanie jest ten wał - dodaje.
Jak podkreślają mieszkańcy, z dostępnych przekrojów technicznych wynika, że wał jest konstrukcją o niskiej klasie bezpieczeństwa, wykonany z gruzu, piasku i materiałów niespełniających dzisiejszych standardów. W 2010 roku, podczas wysokiego stanu Wisły, wał przeciekał, a sytuacja była na tyle poważna, że interweniowało wojsko. Dantex przekonuje, że budynki są w bezpiecznej odległości od wału. - Garaż podziemny będzie oddalony o ponad 50 metrów od jego stopy. Realizacja obiektu nie będzie w żaden sposób wpływać na bezpieczeństwo przeciwpowodziowe - tłumaczy firma.
"Nie chcemy wojny. Chcemy rozmowy"
Mieszkańcy podkreślają, że długo próbowali dialogu. Pisali pisma, uczestniczyli w spotkaniach, analizowali dokumentację, składali uwagi.- Jesteśmy stroną postępowań, ale czujemy się ignorowani - mówią. - Dostajemy odpowiedzi formalne, bez realnego odniesienia do naszych argumentów.
Niektórzy nie kryją emocji. - Czuję, że ktoś decyduje o moim życiu, nie znając nawet miejsca, o którym mówi - mówi jedna z mieszkanek. - To jest bezsilność - dodaje.
Procedura ZRID jest w toku. Równolegle toczy się postępowanie o pozwolenie na budowę osiedla. Część decyzji zapadła, inne mogą zostać zaskarżone. Mieszkańcy zapowiadają odwołania, a jeśli będzie trzeba - walkę w sądzie.
źródło: TOK FM