,
Obserwuj
Ludzie

Za drzwiami polskich lombardów. "Kiedyś kojarzyły się z patologią"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
6 min. czytania
31.01.2026 10:21

Jacy ludzie przychodzą do polskich lombardów? - "Normalni. Zupełnie normalni - odpowiada szybko Przemek ze Śląska. - Tylko im po prostu w którymś momencie zabrakło". Publikujemy fragment reportażu Aleksandry Gałki-Reczki pt. "Dług. Reportaże spod kreski".

Lombard (zdjęcie ilustracyjne)
Lombard (zdjęcie ilustracyjne)
fot. Lukasz Wegrzyn / Agencja Wyborcza.pl

Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Aleksandry Gałki-Reczki pt. "Dług. Reportaże spod kreski" wydanej 15 października 2025 roku nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

(...) - Lombard to jest takie miejsce, w którym się zarabia zarówno, gdy ludzie mają hajs, jak i wtedy, gdy go nie mają - tłumaczy czterdziestoletni mężczyzna, w branży już od dziesięciu lat.

Za progami lombardu dochodzi do dwóch rodzajów transakcji. Pierwsza to klasyczny zastaw: klient przynosi wartościowy przedmiot i w zamian dostaje pożyczkę, którą musi spłacić w ustalonym czasie wraz z procentem. Gdy termin minie, a dług pozostanie nieuregulowany, rzecz przechodzi na własność firmy. Druga możliwość to sprzedaż - posiadacz przedmiotu otrzymuje za niego ustaloną kwotę bez obowiązku zwrotu. Pracownik wycenia wartość towaru, najczęściej wyszukując go na internetowych portalach sprzedażowych i weryfikując, czy egzemplarz jest sprawny i nie ma śladów użytkowania. Kolejny czynnik to popyt na dany produkt na lokalnym rynku, czyli szanse na to, że "towar zejdzie". Im dłuższe doświadczenie lombardziarza w danym rewirze, tym trafniej może to ocenić.

Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi…

Quiz: Najważniejsze wydarzenia mijającego tygodnia. Sprawdź, co wiesz!

Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!

Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.

Poprawnych odpowiedzi Zniżka
  • 100% -40%
  • 81-99% -30%
  • 61-80% -25%
  • 41-60% -20%
  • 0-40% -10%
  • Promocje nie łączą się.

    Progi nagród Strzałka rozwiń
    1/10 Kto zginął w sobotę 24 stycznia 2026 w Minneapolis podczas protestu przeciw działaniom ICE?

    Przychodzą też i tacy, którzy lombard traktują jak sklep wielobranżowy, licząc na zakupy po okazyjnych cenach. Ci kupują w lombardach najczęściej biżuterię (głównie złoto), elektronikę, AGD (nie tylko to "drobne", bo zdarzają się też pralki czy piekarniki), elektronarzędzia, przedmioty kolekcjonerskie, instrumenty, kosmetyki, sprzęt fotograficzny, ale też sportowy i do wędkowania, a nawet trochę zabawek. Pracownicy lombardów, z którymi rozmawiałam, wyliczali też rzeczy naprawdę nietypowe. Klienci chcieli sprzedać lub zastawić gadżety erotyczne (używane), rozpieczętowane masło lekko muśnięte nożem, opróżniony do połowy ketchup, listek leków przeciwbólowych, złoty ząb czy wręcz całą - choć już nie złotą - sztuczną szczękę.

    Krzysztof dziś zajmuje się już czymś innym, ale dawniej przez dwadzieścia lat prowadził dwa lombardy w centrum Warszawy. Zaczął w 1996 roku. Wspomina, jak na początku działalności przyszedł mężczyzna i zapowiedział, że chce oddać pod zastaw konia.

    - Żywego konia, tak. Nie mieliśmy możliwości wziąć go do siebie, choć facet pożyczkę dostał. Zdecydowaliśmy, że zwierzę zostanie u niego, ale dokumenty były scedowane na nas. Dzieci klienta dalej na nim jeździły. Potem ten człowiek go wykupił - opowiada. (...)

    "Dług. Reportaże spod kreski", Aleksandra Gałka-Reczko
    fot.

    Wydawnictwo Poznańskie

    Ale bardziej niż cykl życia lombardu i przedmioty w gablotach interesuje mnie, kto je przynosi. Jacy są ci ludzie?

    - Normalni. Zupełnie normalni - odpowiada szybko Przemek ze Śląska. - Tylko im po prostu w którymś momencie zabrakło.

    Sam przyznaje, że kiedyś lombardy kojarzyły mu się z patologią. Sebiksy, jacyś ćpuni, menele, złodzieje - tak wyobrażał sobie ich klientów. Ale oni dzisiaj wpadają już rzadziej. W każdym lombardzie wiedzą, że obsługiwanie ich to proszenie się o kłopoty.

    Przemek: - Odmawiam wszystkiego, co wydaje się podejrzane, lub jeśli osoba, która przyniosła przedmiot, tak mi wygląda. Bo niestety tak już jest, że część proponowanych przedmiotów to rzeczy, które zmieniły właściciela w nie do końca legalny sposób.

    Większość klientów Przemka to jego sąsiedzi. Wtedy dobrze się wie, kto kradnie.

    Krzysztof też nie potrafi nakreślić jednego konkretnego typu klienta, który odwiedzał go w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych.

    - Przekrój był szeroki. Wbrew pozorom sporo było ludzi naprawdę zamożnych, którym kontrahent spóźniał się z fakturą, którym zabrakło na inwestycję albo którzy nagle dostawali od skarbówki wezwanie do zapłaty kilkudziesięciu tysięcy złotych podatku, a pieniądze mieli już zainwestowane gdzie indziej. Ale też starsza pani, której nie wystarczyło emerytury, rodzice, którzy potrzebowali na wycieczkę szkolną albo komunię. Na komuniach zarabia się dwa razy: najpierw, gdy ludzie pożyczają na przyjęcie, potem - gdy sprzedają dziecięce prezenty.

    Jak w maju ludzie zastawiają prezenty komunijne, tak w styczniu te świąteczne. Czasem jeden fant krąży między lombardem a właścicielem przez kilka miesięcy, wraca jak stary znajomy. Na jednej starej komórce wartej ledwie pięćdziesiąt złotych lombard potrafi zarobić kilkaset. (...)

    Kiedyś przed jego okienkiem stanął człowiek bardzo pobudzony, wręcz agresywny. Przyniósł telefon. Zirytowała go kwota zaproponowana przez Roberta. Próbował negocjować, straszyć, grozić, potem też prosić. Ofertę pożyczki w końcu przyjął, ale po zastaw się nie zgłosił. Szefowa wprowadziła wtedy nowe, bardziej polubowne zasady: mogli dawać klientom dodatkowe dwa tygodnie na wykup. Gdy w końcu i te upłynęły, Robert sięgnął po telefon, żeby przygotować go do sprzedaży. A tam groźby śmierci i wiadomości w stylu: "Kasa ma być na jutro", poprzetykane MMS-ami z nagimi zdjęciami kobiety, a może kilku kobiet. Robert przywrócił smartfon do ustawień fabrycznych, wystawił go do sprzedaży i rozumiał już więcej. Facet próbował przyprzeć go do muru, bo sam był już pod ścianą.

    Redakcja poleca

    Na nieco dłuższą pogawędkę zatrzymałam się na Grochowie.

    - Do nas przychodzi, że tak powiem, stała śmietanka. Emeryci. A właściwie to emerytki. Miesiąc w miesiąc te same - mówi mi pracownik tamtejszego lombardu.

    Seniorzy, chociaż nie są najczęściej spotykanym typem klientów lombardów, są za to najbardziej lojalni i regularni.

    A raczej lojalne i regularne, bo - jak podkreślił pracownik lombardu - to kobiety przychodzą częściej. Żyją średnio siedem lat dłużej niż mężczyźni, większość z nich była matkami, co zatrzymało je w domach i przełożyło się na wysokość ich emerytur. Według prognoz wskaźnik oczekiwanej długości życia dla polskich kobiet do 2060 roku wydłuży się do 85 lat, a dla mężczyzn - do 78 lat. Biorąc pod uwagę wiek przechodzenia na emeryturę - dla kobiet 60 i dla mężczyzn 65 lat - oznacza to, że kobiety średnio przeżywają na emeryturze dwa razy dłużej niż mężczyźni. Obecnie świadczenie ZUS-u wynosi niewiele ponad połowę ostatniej pensji. Szacuje się jednak, że w 2060 roku może być to mniej niż jedna czwarta ostatniego wynagrodzenia. Już dziś kobiety otrzymują emerytury o około jedną trzecią niższe niż mężczyźni. Wynika to z różnic w stażu pracy, zarobkach oraz krótszego okresu aktywności zawodowej spowodowanego nieoskładkowanymi okresami opieki nad dziećmi czy rodzicami oraz tym, że wcześniej przechodzą na emeryturę.

    - To by się zgadzało. Co rusz słyszę żale: "O, mąż mi już umarł, zostałam sama, nie mogę wyżyć" - mówi Przemek ze Śląska, gdy przedstawiam mu te dane.

    Na myśl przychodzą mu dwie klientki, wdowy, w zbliżonym wieku, mieszkają w tej samej części miasta. Pierwsza po śmierci męża nie była w stanie utrzymać mieszkania z niskiej emerytury, więc sprzedała je i wynajmuje pokój. Przemek wie, że opłaty ją zżerają. Seniorka czasem dorabia, stojąc z warzywami albo kwiatkami pod dyskontem. Przynosi wciąż te same kolczyki i je odbiera w takim terminie, żeby odsetek było nie więcej niż trzydzieści złotych. Za każdym razem mówi, że nie starcza jej na opłaty, a te kolczyki to jedyne, co jej zostało wartościowego.

    - A ta druga wdowa?

    - Taka zadbana babka, sześćdziesiąt plus. Musiała być bardzo ładna, dalej ubiera się z klasą i zawsze mnie kokietuje. Zdecydowanie nadawałaby się do Sanatorium miłości. Mąż, górnik, zmarł, ona ma średniawą emeryturę, ale dostaje jeszcze coś tam po nim. Prawdopodobnie byli bogaci, bo mieli dwa mieszkania i dom. Jedno już spieniężyła, w domu mieszka sama, a drugie trzyma dla wnuczki. Jak sama mówi, na nic jej w zasadzie z bieżących rzeczy nie brakuje, ale mąż przyzwyczaił ją do wysokiego poziomu życia i nie potrafi sobie odmawiać przyjemności. Co jakiś czas przynosi spore ilości złota, ale po prostu je sprzedaje, jak ma jakąś zachciankę. Pewnie starczy jej tego złota do śmierci.

    - Oni może i mają jakieś rodziny, dzieci, wnuki. Ale niektórym łatwiej przyjść do lombardu, niż prosić o pomoc - mówi Krzysztof.

    Redakcja poleca

    Niskie emerytury to jeden z dwóch problemów, który podszeptuje seniorom, by zastawiali swoje kosztowności. Drugim, nie mniejszym, jest samotność. Z badań Polskiego Czerwonego Krzyża wynika, że 55 procent osób powyżej sześćdziesiątego roku życia mieszka samotnie, a 40 procent odczuwa izolację społeczną. To wszystko widać też w lombardach.

    Emeryci najczęściej przychodzą z biżuterią, choć zdarzają się też zastawa stołowa i porcelana. I to w dodatku taka, która przetrwała w rodzinie dekady. Z wojną sobie poradziła, z PRL-em też, ale z kapitalizmem już nie.

    Przemek przyznaje, że wysłuchuje historii klientów, ale stara się ich nie komentować ani nie wchodzić w dyskusje. Łzy niewiele pomogą, nie wpłyną też na negocjacje. Empatia musi być wyciszona. Łatka wyzyskiwaczy nie wzięła się jednak znikąd.

    "Głos Szczeciński" opisywał w 2011 roku historię siedemdziesięciosiedmiolatki, która potrzebowała niewielkiej pożyczki. Zaniosła złotą obrączkę z małymi brylancikami, wartą ponad tysiąc złotych. Dostała za nią sto pięćdziesiąt. Tak niska kwota ją zaskoczyła, ale wiedziała, że za miesiąc będzie miała pieniądze i obrączkę wykupi. Gdy wróciła, pracownik lombardu - podobno z uśmiechem na ustach - oświadczył, że pierścionka nie odzyska. Umowa podpisana była na dwa tygodnie, a nie, jak sądziła, na miesiąc.

    Krzysztof potwierdza, że i do jego lombardów przychodzili ludzie starsi.

    - Już wtedy, na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych, był to problem. Już wtedy emerytury były żebracze, nie wiem, jak trudno musi być dzisiaj przy tylu podwyżkach czynszu, opłat za prąd i gaz. Za co oni żyją? Ja pani powiem: seniorzy w Polsce głodują i trzeba mówić o tym głośno. (...)

    Posłuchaj: