Co pokazał fałszywy alarm w domu rodziny Nawrockiego? "Tak będzie grzana cała kampania wyborcza"
Metodyka działania polega na tym, żeby tworzyć klimat zagrożenia społecznego i braku zaufania do władzy, a jednocześnie dawać paliwo dla przeróżnych harcowników politycznych, którzy natychmiast się budzą - tak fałszywy alarm w domu rodziny prezydenta komentował w TOK FM inspektor Piotr Caliński.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak służby oceniły interwencję w mieszkaniu Nawrockiego?
- Co oznacza określenie "prawdziwe fałszywe zawiadomienie"?
- Jak były komendant ocenia wykorzystanie interwencji w wojnie medialnej?
W sobotę wieczorem służby, po fałszywym alarmie, siłowo weszły do mieszkania w Gdańsku, należącego do matki prezydenta Karola Nawrockiego. Późnym wieczorem w MSWiA odbyła się pilna narada służb pod przewodnictwem szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego, z kolei w niedzielę rano premier Donald Tusk zwołał odprawę z udziałem ministrów i przedstawicieli służb.
- Służby wykonały wszystko to, co mieści się w ich granicach ustawowych obowiązków - skomentował w "Pierwszym Programie" TOK FM inspektor Piotr Caliński.
Według byłego komendanta Centrum Szkolenia Policji w Legionowie straż pożarna i policja postąpiły "prawidłowo, profesjonalnie i adekwatnie do okoliczności i wiedzy, którą miały w momencie pozyskania zawiadomienia" i nie można mieć do nich pretensji o to, że zgłoszenie okazało się fałszywe.
Jak podkreślił inspektor Piotr Caliński, po otrzymaniu zawiadomienia służby wysyłają wsparcie w ciągu dwóch minut i nie ma czasu na weryfikację, kto może być współwłaścicielem mieszkania. Chyba że, zastrzegł, mieszkanie figuruje na krótkiej liście obiektów o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa osób tzw. VIP. - Można zrobić przegląd ksiąg wieczystych, ale księgi wieczyste nie zawsze są aktualizowane w trybie natychmiastowym - zaznaczył rozmówca Wojciecha Muzala.
"Prawdziwe fałszywe zawiadomienie"
Gość TOK FM zastanawiał się też, kto tak naprawdę stoi za tym procederem. Tym bardziej, że to już kolejna taka sytuacja w ostatnich dniach - wcześniej fałszywe zawiadomienia dotyczyły m.in. mieszkania redaktora naczelnego TV Republika Tomasza Sakiewicza. - W środowisku ekspertów w zakresie terroryzmu używa się określenia "prawdziwe fałszywe zawiadomienie" - wyjaśnił inspektor Caliński, tłumacząc, że choć brzmi to jak oksymoron, jest ono faktycznie adekwatne do sytuacji.
Zwrócił przy tym uwagę, że interwencja w mieszkaniu matki prezydenta została już tu i teraz wykorzystana w tzw. wojnie medialnej, która z premedytacją polaryzuje społeczeństwo. W opinii inspektora Calińskiego trzeba postawić sobie pytanie, kto na tym tak naprawdę zyskał.
- Zapewne dowiemy się w ciągu kilkudziesięciu godzin, kto był fizycznym wykonawcą, natomiast kto był inspiratorem, to już kwestia do ustalenia w dalszym toku - mówił były komendant Centrum Szkolenia Policji w Legionowie.
Dopytywany, dlaczego wciąż nie ustalono sprawcy, odpowiedział krótko: "Tu wchodzimy w dosyć trudne aspekty". - To nie jest tak, że pewien młody człowiek obudził się z kacem i postanowił narobić zamieszania - podkreślił.
Fałszywy alarm i "pożyteczni idioci"
Inspektor Caliński przyznał też, że "z głębokim zażenowaniem słuchał wypowiedzi części polityków strony obecnie opozycyjnej, którzy wykorzystywali zdarzenie bez żadnych zahamowań, byle tylko móc dopiec drugiej stronie". Wspomniał też w tym kontekście, że to Leninowi przypisywane jest określenie "pożytecznych idiotów" jako najtańszego mechanizmu pozyskiwania osób, które stworzą zagrożenie albo pozory zagrożenia.
Podkreślił, że to "żałosne i żenujące", a jednocześnie pokazuje, jak łatwo podgrzać atmosferę w polskich mediach. - Niestety, chyba kasandrycznie, mogę powiedzieć, że przewiduję w perspektywie najbliższego roku eskalację tego typu działań. Tak będzie grzana cała kampania wyborcza - prognozował na koniec gość TOK FM.
O niewykorzystywanie sprawy w celach bieżącej polityki w weekend zaapelował premier Donald Tusk.
Źródło: TOK FM